2 obserwujących
10 notek
1540 odsłon
  175   2

Nowa, stara wojna

   W obliczu tragedii dla ludności cywilnej trwającej obecnie na Ukrainie, cały zachodni świat nie zostawia suchej nitki na Rosji. Putina nazywa się psychopatą, a samych Rosjan bandytami. Choć potępiam ten atak, powala mnie jednostronna relacja z obecnych wydarzeń. Retoryka zachodnich mediów (niezmienna chyba od czasów Reagana) jest taka, że będąca źródłem wszelkiego zła Rosja (ciężko na to miano pracująca) targnęła się zupełnie bez powodu na wolne ludy Europy, więc odwiecznym obrońcom światowego porządku, takim jak Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania nie pozostaje nic innego, jak ją powstrzymać. To, że Rosja jest dzisiaj okupantem każdy widzi, natomiast nie każdy chce widzieć, że Rosja od lat toczy kolejną zimną wojnę (którą notabene przegrywa) tym razem z koalicją Zachodu pod zwierzchnictwem dyżurnego światowego agresora jakim są Stany Zjednoczone. Mimo, że kraje starej Unii stale zacieśniają więzy gospodarcze z Rosją, to równocześnie zabezpieczają się przed jej ekspansywną polityką, przesuwając swoje sojusznicze wojska coraz bliżej jej granic, (odpychając od siebie ewentualne zagrożenie poprzez tworzenie z mniej znaczących krajów środkowo-wschodnich bufor, mający zatrzymać Putina, gdy jego cierpliwość się skończy).

   Jedni twierdzą, że atak sprzed kilku dni to zwykły szantaż szaleńca, wroga pokoju, który chce się zapisać na kartach historii odzyskując dawne sowieckie wpływy, inni, Ci mniej liczni, uważają, że przywódca Rosji został postawiony pod ścianą (mimo zamrożenia kwestii przyjęcia Ukrainy do NATO, dozbrajanie jej przez USA, Wielką Brytanię i Turcję w ostatnich latach przyniosło efekt, co widać po kilku dniach mocnego oporu stawianego siłom rosyjskim, więc można zakładać, że Rosjanie uznali ten czas za ostatni moment na udaną interwencję zbrojną). Prawda jak zwykle leży gdzieś po środku. Stany Zjednoczone (szerzące z marnym skutkiem pokój i demokrację na świecie) kierują obecnie swoje siły głównie w kierunku rywalizacji z Chinami i nie są zainteresowane kolejnym konfliktem (choć słyszałem też twierdzenie, że dzisiejsza batalia to cicha wojna między tymi graczami rękami Rosjan i Ukraińców). Z drugiej strony decyzja Putina o napaści na Ukrainę, skutkująca poważnymi kłopotami dla całej Europy, jest dla gabinetu Bidena jak złapanie głębokiego oddechu (szczególnie po niedawnym wycofaniu się z Afganistanu). Już samo obnażenie przez Rosję swojej słabości, poprawia notowania chwiejącej się gospodarczo Ameryki. Podobnie jak kłopoty reszty Europy, choćby te energetyczne.

   Nie zamierzam potępiać Amerykanów czy Niemców za realizację własnych interesów, lub tym bardziej bronić Rosji za rozpętanie wojny, nie zgadzam się jednak z tą narracją jakoby do wojny doprowadził jeden szaleniec, żądny krwi Ukraińców. Każda wojna jest bezsensowna i w każdej giną niewinni ludzie, sugerowanie jednak, że Putinem kieruje zwykła nienawiść jest bzdurą. Rosja jest bezwzględna, jednak - jak na razie - prowadzi wojnę w sposób mało brutalny i niszczycielski (przynajmniej tak to odbieram w momencie publikacji posta), dlatego wojna jeszcze trwa. Oby frustracja z braku postępów nie skłoniła go do użycia bardziej radykalnych środków i ukraińskich miast nie spotkał podobny los jak Warszawy czy Drezna w poprzednim wieku.

   Najgorsze, że te różne tezy płyną z ust polityków, którzy znają przywódcę Rosji nie od dziś, mimo to prowadzili z nim przez lata interesy, przymykając oczy na jego metody działania. Jakże mogłoby być inaczej skoro większość z nich reprezentuje narody mające na sumieniu setki tysięcy ofiar cywilnych, zabitych w konfliktach wywołanych w różnych rejonach świata (Wietnam, Irak, Afganistan, Jugosławia, Libia) i to już po II wojnie światowej, która miała być ostatnią. Na własne oczy widziałem pomniki bombardowania Belgradu przez siły koalicji NATO, gdzie zginęły tysiące bezbronnych mieszkańców miasta – tamte ofiary uznano jednak jako niezamierzone. Dzisiejsze ofiary bez jakiegokolwiek uzasadnienia określa się mianem ludobójstwa. Umyślnie zabijają tylko oponenci Zachodu, jednak w żadnym wypadku Zachód (w tym samym czasie gdy na Ukrainę spadały pierwsze pociski, Izrael również przez nikogo powstrzymywany bombardował obiekty w Syrii).

   Czy Ukraina jest przypadkową ofiarą? Raczej ofiarą własnych dążeń (do których ma niezbyte prawo) i cudzych obietnic. Putin od lat ostrzegał, że granica Ukrainy jest granicą, której nie pozwoli pokonać zachodnim wpływom. Czy przypieczętował tą napaścią koniec swojego panowania w Rosji? Nie odpowiem na to pytanie, choć mocno się przeliczył i niestety nie zostało mu za wiele opcji (miejmy nadzieję, że jego otoczenie nie pozwoli mu odejść z hukiem). To, że jego niedawni sojusznicy (krajowi i zagraniczni) wykruszają się w błyskawicznym tempie daje pewne wskazówki co do kierunku przyszłych wydarzeń (Niemcy, które uległy naciskom i ruszają z pomocą Ukrainie prawdopodobnie mają zapewne plan B i jak wynika ze sposobu wypowiadania się niemieckich polityków obmyślają już możliwe scenariusze sojuszu z nową postputinowską administracją tego kraju). Co z tego wyniknie dla Polski (stawiającej się dzisiaj ponownie w roli Chrystusa narodów) zapewne niewiele dobrego. https://naocznyobserwator.blogspot.com/

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale