Wróciłem ze spotkania w gronie stałych bywalców Salonu24 (wiem, że kompromitująco wcześnie, ale wymęczył mnie ten dzień okropnie, a jutro rano wybieramy się z żoną do Wieliczki, więc nie da rady imprezować do rana). Uznaję to za niezwykle szczęśliwy traf, że znalazłem się w Krakowie akurat wtedy, gdy Marta Wawrzyn zebrała kilkoro salonowiczów. Za pomysł i wysiłek organizacyjny należą się oklaski i ukłony.
Spotkanie przekonuje mnie o jednym: bezpośrednia rozmowa to jednak całkiem inna jakość - i, co ja na to poradzę, moim zdaniem jednak wyższa - niż komunikacja wirtualna. Ale i tę łatwiej stosować, gdy się już kogoś widziało, z kimś gadało i wypiło kilka piw.
Pozdrawiam wszystkich, którzy byli, tych, na których się nie doczekałem oraz wielką nieobecną - Renatę Rudecką-Kalinowską. Dziękuję za bardzo miły wieczór (i życzę dobrego dalszego ciągu, bo pewnie impreza nadal trwa).
A gdy chodzi o robienie zdjęć z muzeach, za wcześnie pochwaliłem w moim przedostatnim wpisie wawelską katedrę za możliwość fotografowania. Właśnie ją bowiem zlikwidowano, ale zakaz, co ciekawe, nie odnosi się do filmowania. Jako zapalony fotograf uznaję to za ewidentną dyskryminację i zamierzam się tym tematem w ramach działań dziennikarskich wkrótce zająć.
Dobranoc.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)