
Łucja Śliwa w studio radiowym w Chicago z autorem artykułu. / Fot. Marek Ciesielczyk
Każdy kto był w Chicago w środowisku polonijnym wie, kto to jest Łucja Śliwa. Codziennie od godziny 17 do 19 w najlepszym czasie antenowym radiowa stacja WPNA, należąca do najpotężniejszej finansowo instytucji polonijnej Związku Narodowego Polskiego (stanowiącego bazę materialną dla Kongresu Polonii Amerykańskiej) emituje program pod tytułem "Otwarty Mikrofon".
Pani Lusia, jak mówią o niej Polonusi, pochodzi z Rabki. Do USA przyjechała jako dziecko. Tu skończyła szkołę oraz studia wyższe. Najpierw pracowała w polonijnej telewizji. Od kilkunastu lat prowadzi najpopularniejszy w Chicago radiowy program na 1490 AM. Oczywiście w dzisiejszych czasach można go słuchać na całym świecie dzięki technice internetowej (http://www.jvlradio.com/weblog/).

Łucja Śliwa w centrum trybuny dla gości honorowych (przed mikrofonem) podczas polonijnej parady 3-majowej w Down Town, pierwszy z prawej autor artykułu. / Fot. Sylwia Kawa
Łucja to dwie Oriany Fallacci i cztery Moniki Olejnik. Pazur dziennikarski sprawia, że jest respektowana we wszystkich środowiskach, nawet w tych, które mają zupełnie odmienne poglądy polityczne. Pani Lusia ma bardzo wyraziste poglądy. Na prawo od niej jest tylko ściana, jak mawiają złośliwi. Jednak - mimo faktycznie konserwatywnych podglądów - wypowiada się np. wyraźnie przeciw udziałowi USA w wojnie w Iraku. Każdy znany polski polityk, który odwiedza Chicago, chce wystąpić w jej audycji. Każdy z wyjątkiem postkomunistów oczywiście. Gdyby któryś z nich zawitał u Łucji, skończyłoby się to dla niego zapewne tragicznie.

Chicago - trochę większa Rabka skąd pochodzi Łucja Śliwa, w głębi najwyższy budynek Chicago Sears Tower. / Fot. Sylwia Kawa
Pani Lusia ze względu na swą wyrazistość ma także wrogów. Wielokrotnie próbowano odsunąć ją od mikrofonu, stosując także chwyty poniżej pasa. Posuwano się nawet do tego, iż zarzucano jej, że prowadziła program, będąc pod wpływem alkoholu, choć byłaby to ostatnia rzecz, jaką można by jej zarzucić. Jest autentycznie osobą, kierującą się jasno określonymi zasadami. Gdyby nie to, że jest polską góralką, można by pomyśleć, że w swej uczciwości mogłaby być mormonem.
Potrafi "sponiewierać" rozmówcę na antenie, ale używając argumentów natury merytorycznej. Jej szorstkość dziennikarska i wyniosłość towarzyska kontrastuje z kobiecością a'la Grażyna Szapołowska. W jednym z wywiadów, Łucja Śliwa powiedziała np.: "Piękno Ameryki polega między innymi na tym, że można pozostać tym, kim się było, gdy się tutaj przyjechało. Jestem i Polką, i Amerykanką. Gdy Pan pyta o to, czy czuję się bardziej Polką, czy Amerykanką, to tak jakby Pan mnie pytał, czy bardziej się czuję córką, czy żoną. Mogę mówić o moim przywiązaniu do Polski i lojalności wobec Stanów Zjednoczonych. (...) Mam tu amerykańską demokrację i jednocześnie mogę obcować z Polakami. (...) Nie boję się krytyki, nie przeraża mnie, jeśli jest uczciwa... Jestem góralką, nie boję się reagować na ataki, one pobudzają mnie do działania".

(fragment wywiadu pt "Polonia jest w stanie się zjednoczyć" w książce Marka Ciesielczyka pt.: "Republika kartoflana - Polska wobec katastrofy polityczno-ekonomiczno-kulturowej", K&K Publishing, Chicago 1997).
oryg.w:W24



Komentarze
Pokaż komentarze (2)