
Capri - Arco Naturale / Fot. Marek Ciesielczyk
Pobyt na dużej wyspie typu Sycylia czy Sardynia nie daje poczucia bycia na prawdziwej wyspie. Oczywiście są przepiękne duże wyspy na Morzu Śródziemnym. Na Krecie na przykład nie tylko można podziwiać różne rodzaje krajobrazu, ale i fascynujące zabytki (włącznie z plażą, na której rośnie nietypowy gaj palmowy). Labirynt w Knosos sprzed 4 tysięcy lat daje poczucie obcowania z tak odległą przeszłością jak w Egipcie. Rodos - też duża wyspa - ma z kolei do zaoferowania wyraźnie ślady różnych kultur. Liczne pozostałości panowania tutaj rycerzy zakonu św. Jana (w latach 1308-1522) kontrastują z zabytkami z okresu tureckiego władania (1522-1912). Nawet krótko rządzący Włosi (1912-1943) pozostawili tu jakąś cząstkę Italii.
Na innej dużej wyspie śródziemnomorskiej - Korsyce - oprócz charakterystycznego zapachu makii, czuć duch Napoleona. Jednak gdy popłyniemy na sąsiednią, maleńką Elbę, poczujemy różnicę. Tu czujemy się naprawdę jak na wyspie. Nawiasem mówiąc, Napoleona skazano na pobyt na Elbie, by przypominała mu zapachem makii rodzinną Korsykę.
Także gdy z greckich kolosów takich, jak Kreta czy Rodos popłyniemy - powiedzmy - na maleńką wyspę Santorin (Santorini), doznamy fascynującego uczucia bycia na prawdziwej wyspie. Na Santorini czeka na nas dodatkowa atrakcja. Podobno to resztka Atlantydy, która zapadła się w morze.
W każdym niemal przewodniku turystycznym znajdziemy informację, że to właśnie ta wyspa uchodzi za najpiękniejszą w okolicy lub w ogóle na całym Morzu Śródziemnym. Tak naprawdę bardzo trudno porównywać piękno wysp śródziemnomorskich. Każda ma coś w sobie niepowtarzalnego. W pierwszej chwili powiedziałbym na przykład, że Ibiza jest ładniejsza niż Majorka lub że Elba przebija Santorini. Ale później człowiek przypominając sobie krajobrazy, ma faktycznie problemy ze sporządzeniem swego rodzaju listy rankingowej.
Bardzo często można przeczytać, że najpiękniejszą okolicą nadmorską i to nie tylko w basenie Morza Śródziemnego, lecz w ogóle na świecie, jest wybrzeże włoskie na południe od Neapolu - między Sorento i Amalfi - Costierra Amaflitiana. Już sam Neapol wystarczy podobno zobaczyć i można umierać. Gdy to uczyniłem, wcale nie miałem uczucia spełnienia. Widok na Wezuwiusz (1186 m), który w 79 roku zniszłył Pompeję, ze wzgórza Sant Elmo wcale nie zapiera tchu, gdyż smog jest w Neapolu tak duży, że wulkan ledwo można zobaczyć.
Niedaleko Neapolu jest mała, urocza wyspa Ischia, na której wykorzystuje się do celów leczniczych ciepłe źródła wulkaniczne. Gdy pogrzebiemy na plaży palcem w piasku i to już będąc w wodzie, poparzymy się. Już 10-20 cm pod powierzchnią piachu można ugotować jajko. Kiedyś zapewne wulkan zniszczy tę wyspę.
40 kilometrów od Ischi i 40 kilometrów od Neapolu położona jest inna wyspa Capri. Symbolem Capri są skały Faraglioni (patrz galeria). Można by patrzeć na nie w nieskończoność, chłonąc ich piękno. Fascynujący jest także widok ze wzgórza, na którym Tyberiusz miał swoją willę (27-37 rok), na port Marina Grande i górę Monte Grande i Monte Solaro (589 m npm). W południowej części wyspy warto rzucić okiem na Arco Naturale - naturalną bramę skalną. Zobaczyć - nie Neapol, lecz Capri i umrzeć - z tym można się zgodzić.
oryg.w:W24



Komentarze
Pokaż komentarze (3)