Kiedy z okazji majowego swieta p.red.Janke zaprosil nas do dyskusji na temat patriotyzmu, postanowilem sobie tym razem odpuscic. Bylem akurat przemeczony praca, tutejszy dlugi weekend byl opozniony w fazie w stosunku do wolnych dni w Polsce, a lenistwo podpowiadalo mi, ze nie musze przeciez zdefiniowac czym jest milosc, by kochac.
Ale niestety, tak juz jest na tym lez padole, ze zly pieniadz wypiera lepszy, i jesli sami nie wysilimy sie by pomyslec, zrobia to za nas inni i beda nam suflowac takie odpowiedzi, ktore nie beda nam w smak.
Nie sledzilem uwaznie calej dyskusji, rozsianej zreszta po roznych blogach, ale zapamietalem wpis ( moze komentarz ) sugerujacy, jakoby patriotyzm polegal na podnoszeniu papierka z ziemi czy sprzataniu po swoim psie.
Powyzsze czynnosci to owszem, niezbedny przejaw kultury, odpowiedzialnosci, szacunku wobec sasiadow, dbalosc o wspolne dobro, ale to zdecydowanie za malo.
Kiedy swego czasu wraz z innymi “nuworyszami” bylem na tanich wczasach w Hiszpanii, zauwazylem, iz nikt tam sie nie obcyndala i ciska pety na podloge w knajpie, ktora to podloge ciagle ktos zamiata. Co kraj to obyczaj, wole polskie zwyczaje, ale jak widac podnoszenie papierka nie jest patriotyzmu warunkiem koniecznym.
Inni przez patriotyzm rozumieja milosc do tzw. malej ojczyzny, np. do Lubartowa z piosenki:
“W Lubartowie, w Lubartowie,
Tam sprzedaja tanie piwo
Tam sprzedaja piwo tanie
Nikt nie slyszal tam o pianie”
Jeden z sympatycznych blogerow stworzyl sobie nawet “mala ojczyzne” … na blogu.
Wszystko cudnie, tylko ze “mala ojczyzna” niewiele ma wspolnego z Ojczyzna.
( ze nie wspomne, iz czasem osoba wykpiwajaca Ojczyzne i placzaca do malej lubartowskiej ojczyzny, zachowuje dziwna lojalnosc do np. panstwa Izrael ).
Cala rzecz polega na tym, iz chce, by moja Ojczyzna byla wielka. Nie wielka w sensie teutonskim, po trupach sasiadow, ale wielka duchem, mysla, kultura. Czerpie z niej soki jak latorosl z winnego krzewu, ale tez chce tym bardziej przyczynic sie do jej wzrostu, dac wiecej, niz z jej skarbca zaczerpnalem.
Moim duchowym rodakiem jest Cycero, z ktorego dziel uczyli sie patriotyzmu Polacy jeszcze we wczesnym Sredniowieczu. Moja wielka Ojczyzna to slowa ksiecia Henryka pod Legnica “gorze nam sie stalo”, to piesn Bogurodzica, z ktora na ustach szli do ataku polscy i litewscy rycerze pod Grunwaldem, to wielkie dzielo polityczne Wlodkowica, to plynaca miodem poezja Jana z Czarnolasu … moglbym tak wymieniac bez konca. To dzielo moralnej naprawy Rzeczpospolitej, zdlawione przez Targowice i jej protektorow.To niezrownana poezja romantyczna, Pan Tadeusz, Sienkiewicz, to kilkunastoletni obroncy Lwowa, to obrocy Westerplatte, to major Hubal, to Papiez z rodu Slowian.
Jak trzeba byc ubogim duchowo, niedorozwinietym emocjonalnie, by programowo odrzucac ten wielki skarbiec i proponowac w to miejsce tanie piwo w Lubartowie!
Polska tozsamosc narodowa nalezy do najstarszej w Europie ( z czasow Lokietka ).
A nie jest nasza wina, ze np. niemiecka tozsamosc narodowa to dopiero XIX wiek.
W tym sensie, kiedy pani Oda pisze na swoim blogu “Patriotyzm – nie, dziekuje”, to byc moze ma racje, jesli odnosi te slowa do “patriotyzmu wielkoniemieckiego”- w istocie, lepiej byloby dla Europy i swiata, gdyby nie byl zaistnial.
Nie jest nasza wina, ze kiedy Pawel Wlodkowic na soborze w Konstancji, wbrew opinii owczesnej Europy skutecznie bronil tezy, ze “fides ex necessitate esse non debet” ( wiara nie moze byc z przymusu ), to skutkiem krawych wojen religijnych podczas reformacji w Rzeszy bylo przyjecie tezy “cuius region, eius religio” ( czyja wladza, tego religia ) czyli cywilizacyjne cofniecie sie o co najmniej 200 lat.
Szczytow absurdu ( a byc moze celowej prowokacji ) siegnela jednak pani Oda, wspominajac w komentarzu, niejako mimochodem, ze niemiecki patriota Hitler byl zly i przynosil wstyd, podobnie jak teraz o.Rydzyk, ktory jest rownie zly i przynosi wstyd.
Chyba rzeczywiscie, by powiedziec cos takiego, to trzeba byc “genetycznym” ( ze uzyje tego idiotycznego neologizmu ) Niemcem.
Jesliby siegniecie po dziela polskiego uczonego nie bylo ponizej godnosci Niemca, to sugerowalbym lekture prac Feliksa Konecznego, chocby w opracowaniu jego ucznia, Antona Hilckmana z Moguncji.
O ile wiodaca cywilizacja w Polsce zawsze byla cywilizacja lacinska, o tyle historie niemieckiej Rzeszy cechuje dualizm lacinsko-bizanyjski. Niestety, gore wzielo Bizancjum, tradycja pruska, Bismarck ( najwiekszy wspolczesny bizantyniec ) i w koncu zjednoczenie pod egida Prus.
A potem doszlo do prawdziwej tragedii. Szatan potrafi jedynie przedrzezniac i malpowac Pana Boga. Hitler ma tyle wspolnego z o.Rydzykiem, co okultystyczny Hackenkreutz z krzyzem chrystusowym. Niemiecki nazim to nie zdegenerowany patriotyzm czy chrzescijanstwo – to ich zaprzeczenie, to raczej satanizm w wymiarze ogolnonarodowym.
Jesli poglady pani Ody sa typowe dla spoleczenstwa niemieckiego, znaczy to, ze nic nie zrozumieli, niczego nie przemysleli, niczego sie nie nauczyli.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)