Prawie tydzien bylem na urlopie, z dala od “potepienczych swarow”.
W neo-poganskiej Anglii nie obchodzi sie swieta Bozego Ciala ( Corpus Christi ), zas katolicy zajmuja sie tu glownie pomoca charytatywna oraz przepraszaniem wszystkich innych za to, ze istnieja, w ktorej to konkurencji ustepuja jedynie Polakom.
Sa tu za to w maju dwa wolne poniedzialki, tzw. bank holidays ( ze niby nawet banki maja wolne ). Tym razem pozny Spring Holiday wypadl w zeszly poniedzialek, tj. w sam Dzien Matki.
Dobralem do tego dwa dni urlopu, odebralem moja sliczna polska Ukochana z lotniska i pojechalismy na tereny dawnego panstwa walecznego krola Alfreda, czyli do Wessex.
Powiada przyslowie, iz:
“Gdy maz stary, mloda zonka
Wraz ktos trzeci sie przyblaka
I tak stawi sie dowcipnie
Ze staremu rogi przypnie”
No ale jak ktos stary, to tym bardziej powinien sie starac :))
Staralem sie zatem, jak moglem: pojechalismy do Bath ( dawne rzymskie Aquae Sulis ) by zazyc mociumpanie goracej, leczniczej i przynajmniej na mnie dzialajacej pobudzajaco kapieli.
|
( tzw. Great Bath )
|
Stamtad to juz tylko rzut moherem do malowniczego wawazu Cheddar Gorge. Weszlismy waska Drabina Jakubowa na sam szczyt urwiska, mojej Milej az dech zaparlo z wrazenia, a ja i tak dech mialem zaparty ( i pewnie stan przedzawalowy ) od samej wspinaczki.
Skosztowalismy wyrabianego na miejscu sera cheddar, popijajac miejscowym jabolem czyli Scrumpy Cider. Owszem, niezle, ale kudy mu tam do naszego oscypka, a najlepszy cheddar marki Cathedral City i tak robia w Shropshire, graniczacym z polnocna Walia.
( zlosliwi Angole zarowno Walijczykow jak i sasiadujacych z nimi mieszkancow hrabstwa Shropshire podejrzewaja o zbytnia poufalosc z owcami, o czym opowiada m.in. nastepujacy dowcip:
Eskimosowi na wycieczce w Walii zepsul sie samochod. Sympatyczny mechanik zaglada pod maske i informuje, ze to szczesliwie nic groznego, pekla tylko uszczelka:
- You just blew a seal.
Na co obrazony Eskimos odarowuje:
- So what! You shag sheep!
Wyjasniam niuanse jezykowe: Eskimos najwyrazniej zbyt dobrze znal jezyk, moze z naszym Sik-Radkiem studiowal na Oxfordzie i pomyslal, ze go przylapano na chedozeniu foki. Dlatego odpyskowal: no i co z tego, a wy dymacie owce. )
Nastepny dzien spedzilismy w Oxfordzie. Nie zeby od razu na wykladach, ale na zwiedzaniu.
Dojezdza sie samochodem do duzego parkingu ( tzw. Park & Ride ) i za funciaka jedzie sie autobusem do samego centrum.
Wysiedlismy na ulicy Glownej czyli High Street naprzeciwko kosciola mariackiego ( St Mary the Virgin ). Z wiezy tegoz kosciola rozposciera sie wspaniala panorama na zajmujaca centralne miejsce Radcliffe Camera
oraz wszystkie pobliskie college’e, czesto zbudowane jeszcze w poznym Sredniowieczu z piaskowca o “miodowym kolorze”.
Studenci koncza przewaznie zajecia o godz. 14 i wtedy wiekszosc college’ow dostepna jest dla zwiedzajacych. Tych latwo rozpoznac po pelnej nabozenstwa minie i postawie ( Oxford, omdlewam ). Studenci z kolei dziela sie na zdajacych wlasnie egazminy ( w uroczystych, czarnych pelerynach, ze strachem i obledem w oczach ) oraz niezdajacych, luznych i bez stresu.
O malo nie zginalem tragicznie w zabytkowej stolowce, poslizgnawszy sie na bynajmniej nie zabytkowej skorce od banana, swiezo pozostawionej przez lekce sobie wazacego pol milenium tradycji studenta.
Bylo cudnie, ale mimo wszystko osmielam sie twierdzic, ze np. krakowskie Stare Miasto znakomicie wytrzymuje porownanie z oksfordzka. Kosciol mariacki na krakowskim rynku jest nie tylko piekniejszy i okazalszy od St Mary the Virgin, ale jest w dodatku kosciolem zywym, napelnionym modlitwami wiernych, a nie tylko “grobem pobielanym”. A wezmy Torun, zwany malym Krakowem, po mistrzowsku odbudowane starowki gdanska i warszawska …
Im dluzej jestem w Anglii, im wiecej wiem na ich temat, tym bardziej przyznaje racje Wincentemu Polowi:
CUDZE CHWALICIE, SWEGO NIE ZNACIE
SAMI NIE WIECIECO POSIADACIE.





Komentarze
Pokaż komentarze (10)