Dzis wpis o sprawie przyziemnej, a jakze niestety rzadko spotykanej – a moze tylko nienaglasnianej? Wszak wspolczesne media epatuja nas ludzkim nieszczesciem, zlem ( “nareszcie mamy polskiego Fritzla – hurra, bedzie o czym pisac przez kolejne pol roku” ), gdy tymczasem dobro, zwlaszcza jesli dotyczy spraw przyziemnych i nieefektownych wydaje sie nudne, a nuda nie zwiekszy wszak czytelnictwa czy ogladalnosci.
Rok temu bylem swiadkiem sytuacji, o ktorej do dzis nie potrafie myslec bez najglebszego wzruszenia.
Robilem akurat jakies drobne zakupy w tanim sklepie Aldi ( siec niemiecka, ale obok Lidla dosc popularna w Brytfannie ) i nagle uswiadomilem sobie, iz kolejka zatrzymala sie na dluzej niz zwykle.
Mlody, moze osiemnastoletni chlopak kupowal rower i czekal na wypelnienie gwarancji. Poniewaz mlodzieniec strasznie plonil sie i wstydzil, zas stojaca obok niego dziesiecio-dwunastoletnia dziewczynka z trudem mogla opanowac radosc i ekscytacje, sympatyczna kasjerka – jak to tu jest czasem w zwyczaju – zaczela klienta zagadywac i ciagnac nieco za jezyk.
Okazalo sie, ze chlopak od pol roku pracuje, troche zaoszczedzil, jeszcze w tym miesiacu dostal £100 premii i kupuje wlasnie mlodszej siostrze wymarzony rower za niecale £150.
Powiem szczerze, iz chociaz potrafie bez trudu natrzasac sie z bledow innych czy szydzic, tym razem nie wiem, co dodac.
Oboje rodzenstwo byli dosc skromnie ubrani, nie wygladali na takich, ktorym sie przelewa, chlopak spokojnie moglby kupic sobie lepsza kurtke czy buty, ale wydal cala swoja premie i jeszcze troche na rower dla siostry.
Niech im obojgu Pan Bog blogoslawi. I rodzicom, ktorzy potrafili tak wychowac syna. I wszystkim, ktorych na swojej drodze spotkaja.
POPRZEDNI WPIS
"CZAS SIE ZASZCZEPIC"
Nie mam na mysli szczepien przeciw wirusowi grypy – choc oczywiscie tez warto
( czytalem niedawno, iz jest nadzieja na nowa, uniwersalna szczepionke, ktora dzialalaby na wszystkie, mutujace szczepy wirusa grypy, eliminujac tym sposobem koniecznosc corocznych szczepien ).
Czas sie nam zaszczepic w sensie przenosnym, tzn. uodpornic na ewentualne powtorzenie antypolskiej agresji medialnej, z jaka mielismy do czynienia za rzadow PiS-u i podczas kampanii wyborczej.
Albo ujmujac to innymi slowy: zaszczepic sie na wirusa z Jamajki.
A czynic to najlepiej teraz, poki jeszcze PO przy wladzy.
Jak wszyscy pamietamy, podczas ogolnej biezaczki i wyuzdanej nagonki za Straszne Blizniaki ( Terrible Twins ), marszalek Bronislaw Komorowski, pod wplywem zidiocenia – a moze tylko udajac zidiocenie – zaslynal twierdzeniem, iz nawet prasa w Malezji i na Jamajce pisze o sytuacji w Polsce ( tzn. o rezimie kaczo-faszystow ) w tonie katastroficznym.
Chociaz Malezja nie mniej wazna niz Jamajka, byc moze ze wzgledu na szacunek dla wybitnego syna tej ostatniej ( scil. Boba Marley’a ), wdzieczny za ostrzezenie Narod nadal marszalkowi agnomen “Jamajka.”
W kraju pozbawionym autentycznych elit narodowych ( wymordowanych pospolu przez obu okupantow ), w ktorym dominuje mentalnosc kolonialna, azeby obalic legalne wladze wystarczy wystawic im zla ocene w zachodniej gazecie.
Nie jest to zadnym problemem w prasie niemieckiej, ta bowiem zawsze chwali tych, ktorzy dzialaja zgodnie z niemieckim interesem panstwowym, a pozostalych gani.
Nawet w neutralnie przyjaznej Polsce, ale zupelnie niezorientowanej w wewnetrznej sytuacji naszego kraju Wielkiej Brytanii nie ma z tym problemu. Wystarczy pojsc droga utarta juz przez komunistow.
Komuna pisala artykul szkalujacy np. “Solidarnosc” do dziennika komunistycznej agentury we Francji, tj.”L’humanite”, a nastepnie drukowala w Trybunie jego polskie tlumaczenie pokazujac, iz nawet na Zachodzie krytykuja “S”.
Wspolczesnie robi sie tak samo: warszawski korespondent “Financial Times”, Jan nomen-omen Cienski pisze do gazety artykul o kaczo-faszyzmie ( ogolnie bzdury, ktore i tak nikogo w Londynie nie interesuja ), a nastepnego ranka plugawy Onet zamieszcza juz wielkimi literami polskie tlumaczenie opatrzone krzykliwym tytulem: “Financial Times o faszyzmie Kaczynskich”.
Przytacza sie jeszcze wypowiedz zdezorientowanego walijskiego profesora, p. Normana Daviesa, ktorego syn boi sie przyznac do polskich korzeni, bo przez kaczorow angielscy ( walijscy? ) koledzy sie z niego smieja.
Prof. Davies jest wybitnym popularyzatorem historii Polski w swiecie anglojezycznym, ale mimo niezaprzeczalnych zaslug, nie jest zadaniem polskich wyborcow zapewnianie komfortu psychicznego jego synowi
( osobiscie mam obawy co do towarzystwa, w ktorym obraca sie mlody Davies, bo z mojego doswiadczenia Anglikom wisza rowno nie tylko wladze w Polsce, ale nawet i w Szkocji ).
Prase wloska jak moze pamietamy obstawial legendarny Lech Walesa, ktory ( jak trafnie podsumowuje Kolega kokos26 ): “ sam obalił komunizm i wyprowadził z Polski radzieckie wojska. Sam, bo jak wiadomo oprócz żony Danki nie miał zaufanych ludzi wśród tych dziesięciu milionów tchórzy”. Regularne wywiady dla Corriere czy Repubblica przedstawialy w niewybrednych slowach kaczorow jako psychopatow.
W tym okresie moglismy sie rowniez dowiedziec o istnieniu hiszpanskiego dziennika socjalistycznego “El Pais”, regularnie pochylajacego sie z troska nad zagrozeniami demokracji w Polsce ( niezwykle zainteresowanie wynikalo zapewne z bliskosci geograficznej obu krajow ).
Co ciekawe, po wygranej PO i po wykorzystaniu napisanych juz paszkwilow ( zaplacone, to trzeba zjesc ), nie znajduje juz na Onecie ani przedrukow z “El Pais”, ani z belgijskiego “Soir” – nad czym bynajmniej nie ubolewam.
Na okrase zawsze mozna bylo przeczytac o odradzajacym sie pod kaczystowskim rezimem odwiecznym polskim antysemityzmie. Na tym odcinku frontu ideologicznego prym wiodla Wyborcza, nie stroniac bynajmniej od wykorzystania znajosci w calej Europie ( vide ciekawy przypadek Pilar “Wpoprzek” Rachola z katalonskiego wydania “El Pais” ).
Szale przewazyl fakt zdominowania polskojezycznego rynku medialnego przez niemieckie ( i nie tylko ) media dla Polakow.Bardzo prosto wyjasnia to Stanislaw Michalkiewicz:
Jaka różnica była między niemieckimi gazetami dla Niemców, a niemieckimi gazetami dla Polaków? Ano taka, ze niemieckie gazety dla Niemców prezentowały niemiecki punkt widzenia, jako niemiecki, podczas gdy niemieckie gazety dla Polaków prezentowały niemiecki punkt widzenia, jako obiektywny.
Na tym wlasnie polegalo wyjatkowe s…synstwo przytaczanej propagandy: niemiecki, francuski czy inny punkt widzenia przedstawiano nam jako obiektywny.
Skrajnym bodaj tego przykladem jest przypadek byc moze i poczciwego, ale zupelnie skretynialego pana Bartoszewskiego. Przy pomocy niemieckich nagrod honorowych i pinieznych napompowano jego autorytet jak balon, by potem juz to jako szef MSZ, juz to jako autorytet-wolny strzelec, suflowal nam niemiecki punkt widzenia jako nie tylko obiektywny, ale jeszcze nasz wlasny.
Trudno sie mowi, mleko wylane, dupa dana i jak trafnie zuwazyl Straszny Jaroslaw, zamiast rzadu mamy teraz jedno wielkie ministerstwo propagandy.
Wazne, zeby kiedy znow bedzie dana nam szansa wybierac, ponownie nie dac sie powalic wirusowi z Jamajki. Nawet jesli - strach pomyslec - Jamajke mialoby wesprzec samo Tobago i Trynidad, musimy byc na tyle silni psychicznie, by to przetrzymac.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)