Przyznaje, ze ostatnie moje wpisy mialy charakter “bieżączkowy”, ale to z braku czasu. Za to przy weekendzie pozwole sobie pogdybac i podywagowac.
( Kocham wolne weekendy, ale nienawidze slowa “weekend”. Niemcy maja Wochenende, Zabojady fin de semain, Hiszpanie fin de semana, a my co? Moze ktos by podpowiedzial, jak obejsc w polszczyznie to okropne angielskie slowo. )
Czytalem niedawno bardzo ciekawy wpis p.Marka Dumle pt.”Antyrosyjska czy Antyniemiecka” ( pozdrawiam Autora! ) i postanowilem wykorzystac jego tekst jako punkt wyjscia do swoich rozwazan.( http://www.marek.dumle.salon24.pl/93149,index.html).
Kieruje mna w tym przypadku przede wszystkim lenistwo: wspomniany artykul jest bardzo dobrze napisany i porusza wiele zagadnien, a zawsze latwiej odnosic sie juz do czegos gotowego niz samemu mozolnie tworzyc od poczatku.
( stad, jak powiadaja zlosliwi, krytyk literacki jest jak impotent – sam nie moze, to chociaz innych pokrytykuje ).
S.p. profesor Tischner mial rzekomo powiedziec, iz ponizej Kanta w swoim filozofowaniu nie schodzi. Dlatego tez chcialem uprzejmie poinformowac, iz moje rozwazania nie beda godna lektura dla tych, ktorzy nie schodza ponizej politycznej teologii Carla Schmitta.
Zle postawione pytanie.
Prawda jest, iz w Polsce wciaz dominuje myslowy stereotyp: przeciw Rosji czy przeciw Niemcom?. Uwazam, iz jest to stereotyp anachroniczny, pochodzacy jeszcze z konca XIX i poczatkow XX wieku.
Najwiekszym nieszczesciem politycznym naszych przodkow – ale tez i calej Europy – byl upadek i zbrodnia rozbiorow Rzeczypospolitej.
Nieszczescie dla Europy, bo zburzylo rownowage polityczna kontynentu, doprowadzajac do bezposredniego graniczenia trzech agresywnych imperiow.
Dazac do odbudowy panstwa, przekonalismy sie bolesnie i krwawo, iz nie osiagniemy tego celu za pomoca samodzielnego, zbrojnego powstania, nawet jesliby mialo ono ogarnac trzy zabory. Najlepiej byloby, gdyby trzej oprawcy zlapali sie za lby, stad modlitwy wieszczow o wojne ludow, wysluchane dopiero w 1914 roku.
Czytalem niedawno angielski podrecznik do historii I wojny swiatowej ( dla wielkosci strat ludzkich zwanej tu Wielka Wojna ) i przezylem szok, bowiem podrecznik nie tylko nie byl polonocentryczny, ale Polska jako taka wspominana byla w nim jedynie mimochodem. A przeciez, zeby odbudowac Niepodlegla, musialy runac nie tylko 3 zaborcze mocarstwa, ale nawet jeszcze jedno, otomanskie.
Zapyta ktos, co to ostatnie ma wspolnego ze sprawa, zwlaszcza wobec uporczywej legendy, jakoby sułtan każdą audiencję dla posłów panstw zaborczych zaczynał pytaniem „ Czy przybył poseł z Lechistanu “, na co sułtański sługa mial odpowiadac „Poseł z Lechistanu – w drodze”.
Ano ma, albowiem dopiero rozbicie imperium otomanskiego i utworzenie brytyjskiego protektoratu Palestyny urealnilo mozliwosc budowy panstwa zydowskiego na Bliskim Wschodzie zamiast w formie Judeopolonii w Europie.
( ostatnia proba budowy Judeopolonii zostala przekreslona polskim zwyciestwem nad bolszewikami w 1920 roku ).Na poczatku XX wieku sytuacja miedzynarodowa ulegla przyspieszeniu i w kontekscie nadciagajacego konfliktu miedzy zaborcami, zaczelismy realnie myslec o sposobach odbudowy panstwa.
Tzw. opcja pilsudczykowska zakladala odbudowe polskich sil zbrojnych w opaciu o panstwa centralne i w pierwszej kolejnosci zbrojne wykrojenie “polskiego Piemontu” z zaboru rosyjskiego.
Opcja endecka zakladala zebranie zywotnych dla przyszlego panstwa polskiego ziem w formie autonomii pod hegemonia carska i dopiero w nastepnym etapie uzyskanie pelnej niepodleglosci.
Wysoce emocjonalny spor o to, kto mial racje, bedzie sie pewnie jeszcze ciagnal przez dlugie dziesieciolecia. Osobiscie uwazam, iz opcja proniemiecka prowadzila do nikad, co najwyzej do jakiejsc niewielkiej, nadwislanskiej guberni w ramach niemieckiej koncepcji Mitteleuropy. Ale nie to jest dzis tematem.
Zadawane wowczas pytanie nie brzmialo wcale: czy mamy byc antyrosyjscy czy antyniemieccy ( jako takie i wyrwane z kontekstu nie brzmi sensownie ), ale na kim mamy sie oprzec jako na odskoczni do odbudowy niepodleglosci? Z kim mamy sie przejsciowo zwiazac, by w sytuacji gdy dwoch sie bije, trzeci ( czyli my ) skorzystal?
Dzis dzieki Bogu mamy ( jeszcze poki co ) niepodlegle panstwo i rozwazanie budowy naszej przyszlosci w oparciu o Rosje albo Niemcy jest niebezpiecznym i absurdalnym anachronizmem.
W komentarzach do wspomnianego artykulu p.Marka, znalazlem nastepujaca uwage:
U nas SLD-reprezentuje interesy Rosji i Unii, PO-Niemiec i Unii a PiS-USA i Unii. Nie ma partii reprezentujących interesy NARODOWE(oprócz paru posłów PiS)?!
Świadczą o tym czyny(w słowach mówią co innego)-nie ma jak np w Niemczech i Rosji "polityki propaństwowej"-bez względu na to kto rządzi?!
Oczywiscie, ze polityka polska powina byc … propolska. W sumie az wstyd stwierdzac takie oczywistosci, ale niestety, w kraju przezartym obca agentura, w kraju pozbawionym prawie wlasnych mediow, a poddawanych od dwoch dekad nieustannej i skutecznej tresurze, trzeba zaczynac od podstaw ( jak mawial John Major : back to the basics ).
Przy okazji: cytowany komentarz jest bardzo ciekawy i intrygujacy.
Choc w sprawie Gruzji zarowno napierniczaki z SLD jak i “popluczyny endecji” ( cytuje tu “popluczyne esbecji”, tj. Jamajke-Komorowskiego ) zdawaly sie wypowiadac niedawno jednym glosem, jest jednak miedzy nimi zasadnicza roznica. Co niektorzy epigoni endecji jakby nie zauwazyli, iz sytuacja geopolityczna rozni sie nieco od tej sprzed stu lat, stad ich anachroniczne myslenie, choc wynikajace z zatroskania o Polske.
Natomiast SLD – ze bede dalej uzywal konwencji poetycko-literackiej Jamajki Komorowskiego – to popluczyny sowieckiej agentury, sztucznie reanimowane i utrzymywane przy zyciu, a niezbedne jak wrzod na dupie.
Hanbiacy nas fakt ciaglej obecnosci SLD w naszym zyciu politycznym to skutek dwoch czynnikow:
1. tzw. wzmacniania lewej nogi przez 5 lat tragikomicznej prezydentury Bolęsy ( pozdrowienia dla http://the-real-mustrum.blogspot.com/ )
2. dwudziestoletniej dominacji michnikowizny w mediach polskojezycznych ( w 1989 Michnik uznal, iz z dwojga zlego, tj. postkomuny i odradzajacej sie “katoendecji”, ta pierwsza jest zlem mniejszym i ze ja nalezy wspierac w walce z nadciagajacym niebezpieczenstwem pogromow ).
Co sie tyczy PO, najlepiej podsumowal ja Stanislaw Michalkiewicz:
Prawdziwym programem rządu premiera Donalda Tuska jest odwdzięczanie się razwiedkom tubylczej i zagranicznej, które viribus unitis doprowadziły go do tak zaszczytnego miejsca na politycznej arenie. Dodatkowo sytuacje komplikuje fakt, że to nie pan premier decyduje, w jakiej formie ma się odwdzięczać, tylko jest o tym na bieżąco informowany.
( Znakomitą ilustracją tej procedury był casus pana Borowskiego, który miał budować stadiony na Euro 2012. Jeszcze przed południem był uznawany przez ministra sportu, pana Drzewieckiego za najulubieńszą duszeńkę, a już w południe został zdymisjonowany, bo przetarg wygrała nie ta firma, co miała wygrać i ministrowi Drzewickiemu ktoś musiał dobrze natrzeć uszu ).
Przypisywanie PiSowi bycia agentura amerykanska ( na wzor wczesniejszych dwoch agentur zorganizowanch w partie, tzn. SLD i PO ) jest co najmniej nieporozumieniem.
Osobiscie nie wykluczam, iz PiS powstawal jako wynik osobistych ambicji, nie odbiegajacych wiele od “teraz kurnia my”, ale przez ostatnie lata obserwuje wyraznie przesuwanie sie tego ugrupowania ( zarowno deklaratywne jak i rzeczywiste ) na zdecydowana strone obozu Interesow Polski, w opozycji do Partii Zagranicy.
Byc moze zgodne z polska racja stanu wypowiedzi JarKacza byly poczatkowo tylko proba dyskontowania dupolistwa i kolonialnej mentalnosci reprezentowanej przez takich politykow jak obecny pan Premier, ale wole zlego, ktory nawet mimo woli staje sie polskim patriota, niz dobrego i pelnego milosci, ktory z jakichs wzgledow zachowuje sie jak pies pokojowy zachodnich sasiadow.
Podsumowujac: Polska nie ma juz przed soba starego, ze az klasycznego dylematu: Niemcy czy Rosja. Przede wszystki samodzielna polityka polska i propolska.
Za wolnosc Wasza i nasza? OK, ale moze tym razem najpierw nasza.
A zeby prowadzic jakakolwiek polityke, to trzeba najpierw zaczac ja prowadzic.
Znow zacytuje kol.Mustruma:
Amerykanie na ich prezydenta i jego urzędników mawiają "Administration". Czym się owa administracja zajmuje? Rządzeniem.
W Polsce na Premiera i jego świtę mówimy "Rząd". Czym się ów rząd zajmuje? Administrowaniem.
Ta różnica nie jest wbrew pozorom ani mała ani jedynie semantyczna. Take heed, caveat emptor i wogóle uważać, moje drogie PełOsiaki i leberały.
Stoja obecnie przed Polska trudne zadania i wyzwania, ale zeby im sprostac, trzeba miec ich swiadomosc, trzeba tez miec wizje polityki, wizje wlasnego kraju, jego wielkosci, przyszlosci.
Trzeba nim rzadzic dla jego dobra, a nie administrowac w cudzym imieniu.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)