Dobra passa ropoczela sie w czwartek 16.X.2008, w XXX rocznice pontyfikatu naszego wielkiego rodaka.
Premier i prezydent wrocili jednym samolotem ( dopiero potem wyszlo na jaw, ze dwoma, ale lecieli blisko siebie ), Bolesa zostal medrcem w grupie refleksyjnej Europy, dajac nam nadzieje na jej rychly upadek i nawet w Anglii mamy dzis zlota polska jesien.
Dodajmy do tego, ze wspolblogowicz Marek Dumle stworzyl bodaj az siedmioodcinkowa sage poswiecona analizie charakteru pana prezydenta, nie dostajac przy tym intelektualnej przepukliny. Wprawdzie jego glebokie analizy – podobnie jak refleksje euromedrca – wiecej mowia o autorze, niz przedmiocie analizy, ale zawsze.
Pani profesor Szenyszyn, obarczajac na swoim blogu Papieza-rodaka za epidemie AIDS na swiecie, przypomniala o koniecznosci tepienia czerwonej holoty raz sierpem, raz mlotem.
Jesli dodamy do tego, ze Tuskowe szydlo wyszlo z worka, zas opuchniety narcyz pokazal, iz mozna byc jednoczesnie oksfordczykiem i prostym chamem – musimy uznac, iz bilans jest po stronie plusow ujemnych.
Tymczasem po nitce pani Maryli trafilem do klebka na stronie prezydenta,
Zawierajacej bardzo spokojna, krotka i rzeczowa rozmowe z LK:
http://www.prezydent.pl/x.node?id=21543227
Odpowiadajac na pytanie, “dlaczego premier Tusk tak bardzo nie chciał, żeby wziął pan udział w szczycie w Brukseli?”, prezydent nie wspomnial jedynie o poruszanym na S24 realnym zagrozeniu przetransferowania pieniedzy z wyprzedanych polskich bankow do zachodnich central. Polecam lekture zalinkowanego wywiadu, ktory moze byc odtrutka na rozparzone, histeryczne brewerie polskojezycznej prasy kilku ostatnich dni.Poprzeczytaniu naszla mnie m.in. i taka refleksja, ze pod wzgledem kultury, Chyzy Roj nie dorasta do kaczych piet.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)