Machabeusz Machabeusz
72
BLOG

Cena bratania się z postkomunistami

Machabeusz Machabeusz Polityka Obserwuj notkę 10

Platforma Obywatelska od kilku lat nie stanęła przed tak poważnym wyzwaniem, jak to, które rzucił jej Andrzej Olechowski. Co więcej, wbrew pozorom nie posiada ona mocnych kart w rozgrywce z tworzącą się wobec niej alternatywą - Stronnictwem Demokratycznym. Fanem PO nie jestem, ale alternatywa w postaci Andrzeja Olechowskiego i Stronnictwa Demokratycznego jest od Platformy znacznie gorsza. Wczoraj dokonany został w Polsce milowy krok do powrotu państwa sprzed afery Rywina, którą to aferę można przyjmować jako po połowie symboliczną i realną cezurę w dziejach Polski po 1989 roku.

Pozornie wszystko wydaje się być pod kontrolą, a Donald Tusk - murowanym zwycięzcą przyszłorocznych wyborów prezydenckich. Ale to tylko pozory. Owszem, wskaźniki poparcia dla Premiera Tuska i jego partii są bardzo wysokie - trochę gorzej, choć też nie fatalnie, jest ze wskaźnikami poparcia dla rządu. Poparcie dla Platformy Obywatelskiej i obecnego Premiera jest jednak poparciem, które pozwolę sobie nazwać nie tyle realnym, co - medialnym. Klucz do słupków poparcia dla Donalda Tuska i Platformy trzyma nie on sam, ale wysokonakładowe media, które będą w stanie (jeżeli tylko uznają to za zgodne ze swoim interesem) zakończyć okres popularności Platformy i jej lidera w przeciągu zaledwie kilku tygodni.

W 2005 roku Platforma Obywatelska i jej szef stanęli przed wyborem: albo uczestniczyć w programie przemian, dekonstrukcji postkomunizmu w Polsce, wstępując do rządu Kazimierza Marcinkiewicza, albo pozostawać w opozycji do tego programu przemian, licząc na to, że to zwiększy ich szansę na zwycięstwo w następnych wyborach. To drugie samo z siebie oznaczało zbratanie się z postkomunistycznymi elitami (pojęcie to rozumiem w sposób szeroki, nie ograniczam go tylko do polityków wywodzących się z PZPR) i tą częścią ludzi dawniej walczących przeciwko komunizmowi, która razem z tymi elitami podzieliła Polskę (są tu różni ludzie: od czołowego opozycjonisty tamtych czasów Adama Michnika, po członka NZS Pawła Piskorskiego) bądź, z różnych przyczyn, wysługiwała się im (np. dawny lider "S" Lech Wałęsa). A przypomnijmy, że w wyborach 2005 roku, przynajmniej w warstwie retorycznej, IV RP była hasłem PO w niemniejszym stopniu, niż PiS.

Platforma wybrała drugą opcję; chęć sięgnięcia po władzę zwyciężyła nad chęcią uczestniczenia w programie przemian. Pozornie wydaje się, że Platforma tym ruchem ugrała bardzo wiele: sojusz z postkomunistycznymi elitami doprowadził ją do władzy (i to już po dwóch latach) i pomógł jej przez dwa lata rządów (przyznajmy - przy narastających trudnościach) utrzymać wysokie, ponad czterdziestoprocentowe poparcie. Z perspektywy dnia dzisiejszego widać jednak, że ruch Platformy był także nacechowany wielką krótkowzrocznością. Dlaczego?

Jak już powiedziałem, uważam (a wiele faktów, zwłaszcza siła i efektywność medialnego ataku na Andrzeja Czumę po objęciu przez niego funkcji ministra sprawiedliwości, to potwierdza), że poparcie dla Platformy Obywatelskiej jest całkowicie zależne od jej obrazu w wysokonakładowych mediach. Do wczoraj Platforma mogła być pewna, że media będą kontynuowały niebywale łagodną linię wobec niej. Postkomunistyczne elity były zdane na poleganie na Platformie, dlatego nie mogły sobie pozwolić na jej zniszczenie, bo nie miały dla niej żadnej alternatywy. Teraz jednak pojawiła się dla niej realna alternatywa, na której czele stoją ludzie, którzy są bardziej "swoi" od Donalda Tuska i części czołowych polityków Platformy Obywatelskiej. Były agent I Departamentu MSW wraz z mega-aferzystą są bowiem bardziej "swoi". Gwarantują powrót postkomunizmu w całej jego szpetocie, i to przednimi drzwiami, a nie tylnymi, po cichutku, jak za czasów rządów Platformy Obywatelskiej.

Ale nie tylko to, czyli atak z zewnątrz, grozi Platformie. To poważnie zagroziłoby szansom Platformy na ponowny wybór, ale nie zagroziłoby jej bytowi. Tymczasem za falą powracającego postkomunizmu może pójść ten, który jest dla elit postkomunistycznych tak samo "swój", jak Andrzej Olechowski i Paweł Piskorski: Grzegorz Schetyna. Rzeczą znaną uważnie śledzącym polską scenę polityczną jest to, że to nie D. Tusk, ale właśnie G. Schetyna kontroluje struktury terenowe Platformy Obywatelskiej. Wyjście Schetyny i jego ludzi oznaczałoby całkowitą dewastację struktur PO, spowodowałoby falę masowych odejść, które poważnie zagroziłyby już nie tylko pozycji, ale bytowi tej partii. Na dzień dzisiejszy takie odejście nie jest możliwe - ale szybki rozwój sytuacji, i przede wszystkim możliwość znalezienia wspólnego języka między Grzegorzem Schetyną a Pawłem Piskorskim i Andrzejem Olechowskim, mogą ten stan rzeczy zmienić. Jeżeli Schetyna uzna, że Platforma zaczyna tonąć, nie zawaha się przed dobiciem jej, gdyż od tego będzie zależała jego dalsza polityczna kariera. Dla Olechowskiego i Piskorskiego jest to z kolei bardzo pożądana sytuacja, gdyż nie dość, że spowodowałaby dewastację struktur PO, to także stwarza możliwość znaczącego wzmocnienia terenowych struktur SD.

Donald Tusk ma dwie możliwości, i to, co wybierze, zależy od jego oceny sytuacji. Jeżeli ocenia ją tak, jak i ja ją oceniam, prawdopodobnie zaoferuje postkomunistycznym elitom jeszcze więcej, niż oferował im dotychczas, aby jakimś cudem utrzymać ich poparcie. Cudem, bo niezależnie od tego, jak wysoko będzie licytował, swoich nowych rywali raczej nie przelicytuje, a to z tego powodu, że oni zawsze będą mieli atut, którego Donald Tusk zdobyć nie zdoła: są bardziej "swoi". Może jednak próbować: będzie to oznaczało choćby uczynienie polityki całego rządu całkowicie wahadłową wobec interesów elit postkomunistycznych. Do tej pory Tusk mógł być dla tych elit - słabszym, ale jednak - partnerem. Teraz jest już tylko wasalem, który ubiega się o poparcie.

Tusk może jednak także sytuację zbagatelizować. Wtedy bardzo szybko przekona się, że jego ocena sytuacji jest błędna. Bo wtedy na pewno spotka się ze zmianą kierunku medialnej propagandy: zresztą, już teraz widać, że najważniejsze media przygotowują się do przerzucenia swojego poparcia na nowe ugrupowanie (pewne, jak na razie drobne, ruchy w kierunku SD zostały już wykonane m.in. przez TVN i "Gazetę Wyborczą").

Oba powyższe scenariusze pokazują jedno: wczorajsza decyzja Andrzeja Olechowskiego, niezależnie od tego, co postanowi Donald Tusk, oznacza początek wracania przez postkomunistów do dawnych wpływów nie tylnymi (jak było dotychczas), ale przednimi drzwiami. Podkreślam: niezależnie od tego, co się wydarzy. Polska znalazła się na równi pochyłej, z której można tylko spadać; jedynym, co może ten upadek zablokować, jest zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Chyba, że...

No właśnie, jest jeszcze trzecia możliwość, tyle tylko, że nie wiadomo, czy czołowi politycy PO i PiS (zwłaszcza Donald Tusk, ale nie tylko on) są zdolni do takiej decyzji; a byłaby to decyzja ze wszechmiar właściwa i dobra dla obu partii. Wczoraj stało się jasne, że decyzją o nie wejściu do rządu Kazimierza Marcinkiewicza Donald Tusk zaszkodził samemu sobie; od dawna było jednak wiadomo, że nie powstanie rządu PO-PiS jest jedną z najgorszych, najczarniejszych kart i największych krzywd, jaka stała się Polsce od 1989 roku. Ten, kto ponosi odpowiedzialność za tą decyzję - mój pogląd w sprawie winnego jest chyba dosyć łatwy do wywnioskowania, ale nie nim chcę się teraz zajmować - w sposób bardzo poważny, choć być może nie w pełni świadomy, zaszkodził Polsce, polskiej racji stanu. Utworzenie (dla celów medialnych może być z motywacją "zapobiegania kryzysowi") rządu koalicyjnego PO-PiS (i - jeżeli będzie chciało - także z PSLem), z Donaldem Tuskiem na czele, ściśle współdziałającego z Prezydentem, stworzy potężną siłę polityczną, która może powrót elit postkomunistycznych do pełni władzy w Polsce zdusić. To wymaga jednak od obu stron wyrzeczeń: dla PiS bowiem powstanie SD z punktu widzenia szans wyborczych jest korzystne, zwiększa (z niemalże zerowych) jego szanse na zwycięstwo w 2011 roku; dla PO musiałoby to oznaczać wyrzeczenie się wysunięcia własnego kandydata na Prezydenta i poparcie Lecha Kaczyńskiego. Czy polscy politycy są zdolni do takich wyrzeczeń, nawet jeżeli na tej drodze mogą też sporo (i sądzę, że w ostatecznej kalkulacji znacznie więcej - jest to jeden z tych przypadków, kiedy czysto partyjny interes, jeżeli jest dobrze odczytany, w pełni pokrywa się z interesem polskiej racji stanu) zyskać? Czy są zdolni do przełamania wzajemnej niechęci? Te i wiele innych pytań musi na razie pozostać bez odpowiedzi.

Przyczyną obecnej bardzo trudnej sytuacji Donalda Tuska jest to, że uwierzył w trwałość poparcia postkomunistycznych elit dla jego osoby i jego partii. Obecnie Platforma jest już tylko kolosem na glinianych nogach; partią o silniejszej pozycji staje się PiS, który może liczyć na to, że niezależnie od tego, jak bardzo media go zaatakują (pytanie, czy można bardziej, niż już zostało to zrobione), może liczyć na 20-25% (w porywach nawet do 30%) stałego poparcia. Za PiSem stoi bowiem poparcie realne, a nie czysto medialne, jakie stoi za PO. PiS zbudował swoje poparcie wbrew interesom postkomunistów, dlatego postkomuniści nie mają nad tym poparciem kontroli, nie są w stanie go szybką kampanią negatywną znacząco pomniejszyć; PO od 2005 roku budowała swoje poparcie na sojuszu z elitami postkomunistycznymi, bardzo głęboko się od nich uzależniając. Na końcu tej drogi staje się jasne: bratanie się z postkomunistami nie opłaca się; jest to doskonała droga do krótkotrwałego sukcesu i popularności, i równie doskonała droga do następującego po nim upadku, odstawienia na bok, kiedy pojawią się bardziej "swoi".

 

Machabeusz
O mnie Machabeusz

Człowieka najlepiej określają te myśli, które przemawiają do niego w jego głębi. Poniżej zamieszczam kilka takich myśli, które przemawiają do mnie: "Juda odparł: Bez trudu wielu może być pokonanych rękami małej liczby, bo Niebu nie czyni różnicy, czy ocali przy pomocy wielkiej czy małej liczby. Zwycięstwo bowiem w bitwie nie zależy od liczby wojska; prawdziwą siłą jest ta, która pochodzi z Nieba. Oni przychodzą do nas pełni pychy i bezprawia po to, aby wytępić nas razem z żonami naszymi i dziećmi i aby nas obrabować. My zaś walczymy o swoje życie i o swoje obyczaje. On sam skruszy ich przed naszymi oczami. Wy zaś ich nie obawiajcie się!" (1 księga Machabejska 3, 18-22) "Zawsze w Polsce było tak, że gdy politykom brak odwagi - następne pokolenie płaci krwią. My mamy szansę nie zapłacić." (Antoni Macierewicz, 1993 rok) "To, czego naprawdę mi brak, to wyjaśnienia sobie, co powinienem czynić [...], a nie tego, co powinienem wiedzieć, z wyjątkiem przypadków, w których wiedza musi poprzedzać każdy czyn. Chodzi o zrozumienie swojego celu, by dostrzec, czym w istocie jest to, co Bóg chce, abym czynił; chodzi o znalezienie prawdy, która byłaby prawdą dla mnie [...], o znalezienie idei, dla której chciałbym żyć i umierać." (Soren Kierkegaard) "Autentyczna droga nie jest ruchem na prawo lub na lewo na płaszczyźnie "świata", ale ruchem ku górze lub też wgłąb po linii pozaświatowej, ruchem w duchu, a nie w świecie." (Mikołaj Bierdiajew)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka