Przemówienia, jakie Lech Kaczyński wygłosił 1 września, moim zdaniem są najlepszymi przemówieniami Prezydenta spośród tych wygłoszonych w Polsce. Rzecz jasna, wprowadzając ograniczenie terytorialne mam na myśli pamiętne przemówienie wygłoszone w Tbilisi; tych przemówień nie można zresztą porównywać ze sobą, były bowiem wygłoszone w zupełnie różnych warunkach. W tym wpisie zajmę się tylko jednym aspektem, jaki pojawił się w przemówieniach z 1 września.
Zajęcie przez Polskę Zaolzia w 1938 roku zostało przez Lecha Kaczyńskiego określone jako nie tylko błąd, ale grzech. Strona czeska umiała docenić ten bardzo zdecydowany gest Prezydenta. Przywoływana jest opinia czeskiego ambasadora, wg którego te słowa ostatecznie rozwiązują problem. Jan Sechter powiedział także, że "Prezydent Kaczyński wypowiedział niezwykle mocne słowa, które bardzo cenimy. Nikt jeszcze takiego gestu wobec Czech w obecności tylu zagranicznych gości nie wykonał" (cytuję za tym artykułem). Postawę Lecha Kaczyńskiego, potępienie zajęcia Zaolzia przez Polskę w 1938 roku, oceniam najwyżej, jak to tylko możliwe. Nie lekceważę przy tym faktu, że Zaolzie było przedmiotem sporu od początku II RP, w którym mieliśmy swoje racje. To wszystko prawda. Tyle tylko, że - z góry odpowiadając na ewentualne słowa krytyki pod adresem tej notatki, które z dużym prawdopodobieństwem będą wychodziły od przedstawienia polskich racji w sporze o Zaolzie - nie należy w taki sposób usprawiedliwiać kopania leżącej Czechosłowacji; co więcej, nie należy zapominać, że, zajmując Zaolzie, Polska przez jedną chwilę zatańczyła dokładnie tak, jak jej zagrał Hitler. Nie dość, że w tym momencie dziejów zachowała się w sposób niemoralny (kopanie leżącego z całą pewnością jest niemoralne), popełniła grzech, to jeszcze w ostatecznym rozrachunku zaszkodziła sama sobie.
W 1938 roku ówczesna władza popełniła jeszcze przynajmniej jeden wielki grzech. Chcę o nim teraz przypomnieć; kiedyś wśród stron polecanych przeze mnie był link do strony poświęconej temu wydarzeniu; nie dopatrzyłem jednak ponownego wpisania go przy okazji różnych zmian na Salonie, ale zaraz ten błąd naprawię. Tym grzechem były prześladowania prawosławnych, jakie wybuchły na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu. W zeszłym roku Cerkiew w Polsce obchodziła 70. rocznicę tych wydarzeń, co było bardzo dobrą okazją, aby Prezydent Polski potępił tamten akt agresji wobec prawosławnych. Nie stało się to, zresztą, ciężko Prezydenta za to winić - chyba nikt się takiego gestu nie spodziewał, taki gest byłby jeszcze większym zaskoczeniem, niż gest z 1 września. Ale byłby czymś bardzo wskazanym.
To, że Prezydent Lech Kaczyński potępił zajęcie Zaolzia, jest ważne nie tylko dlatego, że zrobiła to głowa państwa. Jest ważne także dlatego, że zrobił to człowiek wykazujący silne związki emocjonalne i intelektualne z II RP i tradycją piłsudczykowską. W ten sposób gest Lecha Kaczyńskiego ma podwójne znaczenie - jako głos głowy państwa reprezentującej państwo w stosunkach międzynarodowych i jako głos człowieka nawiązującego do tradycji Józefa Piłsudskiego, a więc mogącego mówić jako swego rodzaju kontynuator tej tradycji. Gdyby z ust tego Prezydenta padły słowa potępiające prześladowania wymierzone w przedwojenną społeczność prawosławną, w jeszcze większej mierze byłby ważny ten drugi aspekt (oczywiście ten pierwszy, że mówi to głowa państwa, rzecz jasna też byłby bardzo istotny, choć z innych przyczyn, niż w sprawie Zaolzia, bo tu już nie chodzi o Prezydenta jako reprezentującego państwo w stosunkach zewnętrznych).
W zakończeniu ograniczę się do następującego stwierdzenia: Polacy nie muszą fałszować swojej historii, aby wyglądała ona pięknie. Nie musimy robić tego, co robi Władimir Putin, czyli kłamać, aby móc się szczycić swoją historią. Nasza historia bez upiększeń ma wystarczająco dużo pięknych kart. To, że umiemy się przyznać do tego, co w tej historii było ciemne, jest najlepszym świadectwem tego, że mamy głęboki szacunek i uznanie dla naszej historii. Po prostu wierzymy, że nie trzeba jej na siłę bronić, tuszując pewne fakty; wprost przeciwnie, my możemy mówić o tych faktach, bo nie zmieni to generalnego obrazu; możemy je sami wyciągać dlatego, że wierzymy, że nasza historia obroni się sama. Gest Lecha Kaczyńskiego jest więc ze swojej istoty wyrazem głębokiej wiary w Polskę i w naszą historię.


Komentarze
Pokaż komentarze (49)