Chrześcijaństwo jest na przełomie XX i XXI wieku najbardziej prześladowaną religią świata - to stwierdzenie, które jest niemożliwe do podważenia, często wydaje się nam dotyczyć jedynie odległych od nas rejonów Ziemi. Rzeczywiście, prześladowania chrześcijan nie dotyczą nas bezpośrednio - co więcej, żyjemy w kraju, gdzie ciągle pozycja Kościoła w społeczeństwie jest bardzo silna, nawet jeżeli recepcja niektórych aspektów jego nauczania (głównie tych znajdujących się w sferze etyki seksualnej, jak np. antykoncepcja) stoi na o wiele niższym poziomie. Polska jest i jeszcze długo pozostanie ewenementem w Europie, gdzie tendencja do odchodzenia od wartości katolickich jest dużo silniejsza, niż w naszym kraju. Ale prześladowania chrześcijan są znacznie bliżej nas, niż nam się wydaje: ostatnie działania rządu Turcji przeciwko patriarsze Konstantynopola pokazują, że w państwie aspirującym do członkostwa w Unii Europejskiej angażuje się dyplomację (!) do tego, aby najpierw zmarginalizować, a w konsekwencji pozbyć się prawosławnych chrześcijan, czyli chrześcijaństwa w ogóle, z Azji Mniejszej. O samych działaniach rządu Turcji można przeczytać m.in. pod linkiem: http://www.cerkiew.pl/index.php?id=89&tx_ttnews[tt_news]=10080&tx_ttnews[backPid]=3&cHash=a5f7b1fc71 . Ja w mojej notatce przede wszystkim chciałbym opowiedzieć o moich doświadczeniach z Turcją oraz rozważyć, jaka powinna być nasza reakcja i reakcja międzynarodowa na zachodzące zjawiska.
Byłem w Turcji na przełomie czerwca i lipca 2008 roku na wyjeździe naukowym z Kołem Naukowym Studentów Biblistyki UKSW, którego jestem członkiem. Nasz wyjazd odbyliśmy szlakiem podróży św. Pawła oraz listów do Kościołów z Apokalipsy św. Jana, zwiedziliśmy jednak także miejsca niezwiązane z postaciami obu Apostołów, jak choćby Stambuł czy Kapadocja. Generalnie mam stamtąd bardzo dobre wspomnienia, tendencja do wyrzucania chrześcijaństwa na absolutny margines życia społecznego jest jednak bardzo wyraźna, i nie sposób się z nią nie zetknąć odbywając kilkunastodniową podróż po Turcji. W jednym z najbardziej ortodoksyjnie muzułmańskich rejonów Turcji, mieście Konya (dawnym Ikonium), owszem, dozwala się istnieć chrześcijanom, ale są oni odcięci od możliwości praktykowania swojej wiary, mogą sobie po prostu być. Dzieje się tak mimo to, że w Konyi stoi zamknięty kościół, pod którym byliśmy, więc wystarczyłaby dobra wola, aby chrześcijanie mogli praktykować swoją wiarę w tym rejonie. Bardzo widoczny jest też brak dbałości o niektóre zabytki chrześcijańskie: szczególnym przypadkiem jest tutaj bazylika św. Jana w Efezie, bardzo ważna dla chrześcijan choćby z tego powodu, że wiąże się z obradami III Soboru Powszechnego - Soboru Efeskiego, na którym ustalono dogmat o tym, że Maryja jest Bogurodzicą, i potępiono herezję nestoriańską. Wobec tych zjawisk sam fakt, że zabroniono nam zmówić modlitwę w skalnych kościołach w Kapadocji jest już pewną, choć też bardzo dużo mówiącą, drobnostką.
Moje doświadczenia jednoznacznie świadczą o tym, że Turcja jest państwem pozostającym daleko od respektowania elementarnych wartości europejskich. Powstaje tym samym pytanie, czy można w ogóle rozpatrywać przyjęcie takiego państwa do Unii Europejskiej. W pewnym sensie pytanie to sięga głębiej, do podstaw filozofii polityki w ogóle: czy budowanie wspólnoty politycznej na jakimkolwiek poziomie może odbywać się z pominięciem wartości budujących tą wspólnotę, czy można oprzeć się wyłącznie na decyzji administracyjnej? Czy polityka jest działalnością ludzką, która w swoim funkcjonowaniu może obejść się bez odwoływania do wartości? Jestem przekonany, że jednym z mających szczególne znacznie poglądów konserwatyzmu w dzisiejszym świecie powinno być przekonanie o zasadniczym charakterze wspólnoty wartości dla budowania jakiejkolwiek wspólnoty politycznej. Nie da się stworzyć wspólnoty samą decyzją administracyjną. Dlatego ktoś, kto w sposób oczywisty, i to nie tylko z uwagi na stosunek do chrześcijaństwa, ale choćby widoczny na każdym kroku przedmiotowy stosunek do kobiet, nie podziela elementarnych wartości, nie może być członkiem Unii Europejskiej. Przyjęcie Turcji dzisiaj byłoby krokiem milowym do budowania organizacji opartej tylko na wspólnocie interesu, odległej od jakichkolwiek konkretnych wartości.
W konflikt po stronie patriarchy Konstantynopola już teraz zaangażował się zarówno prawosławny Kościół rosyjski, jak i rosyjskie władze w osobie samego premiera Władimira Putina. Zaangażowanie politycznych władz rosyjskich pozostaje w oczywistym związku z odnawianiem przez Kreml wizji polityki rosyjskiej jako niosącej pomoc prawosławnym na całym świecie. My także musimy zaangażować się w ten konflikt po stronie patriarchy Konstantynopola. Przede wszystkim, jest to nasza powinność moralna, a w szczególny sposób jest to powinność moralna dla chrześcijan, za których zarówno Prezydent, jak i Premier RP się uważają. Chciałbym bardzo kategorycznie to podkreślić, że, mimo że w tej notatce znacznie mniej czasu poświęcę moralności, to odruch moralny jest tu nieporównanie bardziej istotny, niż sama polityka. Zaangażowanie naszego państwa jednak także powinno wynikać z moim zdaniem jednego z podstawowych założeń, które powinno być u podstaw naszej polityki wobec Rosji, o którym jeszcze nie zdążyłem napisać na tym blogu (jedynie wzmiankowałem je we wpisie pod jednej z notatek z bloku woodyi), dlatego teraz je krótko opiszę: otóż uważam, że polska polityka wobec Rosji powinna składać się z dwóch aspektów: aspektu konfrontacyjnego i aspektu afirmacji. Aspekt konfrontacyjny wiąże się z tym, że musimy przeciwstawić się na wszelki możliwy sposób dążeniu władzy rosyjskiej do odnowienia swoich stref wpływów, i to nie tylko w Polsce, ale w jakiejkolwiek części naszego regionu. Polska powinna stać się przywódcą bloku państw przeciwdziałającego odnawianiu wpływów z czasów bloku komunistycznego - tak należy sformułować pierwszy aspekt naszej polityki. Aspekt afirmacji oznacza, że jednocześnie musimy zdecydowanie prowadzić politykę wspierania wszystkiego tego, co w Rosji jest pozytywne (a mało który naród na świecie ma tak wielki potencjał dobra, jak Rosjanie), tak aby wzmacniać wewnętrzne przemiany w Rosji. Polityka afirmacji powinna się przekładać m.in. na zdecydowaną afirmację prawosławia i wartości z nim związanych m.in. poprzez jednoznaczną politykę historyczną dążącą do upamiętniania prawosławnych i Rosjan walczących o wolną Polskę i potępienia aktów barbarzyństwa wobec prawosławia dokonanych choćby w 1938 roku, oraz nawiązanie przyjacielskich i partnerskich relacji pomiędzy państwem a Polskim Autokefalicznym Kościołem Prawosławnym na zasadach takich, na jakich budowane są relacje państwa z Kościołem katolickim. Dlaczego prowadzić taką politykę? Między innymi (choć nie jest to jedyny cel) po to, aby przeciwdziałać próbie budowania społecznego zaufania do imperializmu rosyjskiego (nie tylko w samej Rosji, ale także wśród mniejszości rosyjskich w innych państwach naszego regionu, choćby na Ukrainie), której istotnym filarem jest to, że przedstawia się państwo rosyjskie jako obrońcę prawosławia. Tym samym polityka afirmacji ma swoje oczywiste zastosowanie także w tej sytuacji: jednoznaczne i kategoryczne zaangażowanie Polski po stronie patriarchy Konstantynopola jest całkowitym zaprzeczeniem wizji zagrażającego prawosławiu Zachodu. Jeżeli Unia Europejska poprze nasz projekt, nie będzie można tego zaangażowania pominąć nawet w samej Rosji. Jest to tym bardziej istotne, że Unia Europejska ma o wiele silniejsze instrumenty aby doprowadzić do zaprzestania polityki marginalizacji prawosławia w Turcji, niż Rosja. Przede wszystkim, Turcja chce wejść do Unii Europejskiej, więc Unia może wytoczyć zasadniczy argument, że od zaprzestania niszczenia chrześcijaństwa na swoim terytorium zależy przyszłość tureckiej integracji. Rosja takiego argumentu wytoczyć nie może. Okazałoby się więc, że to nie Putin, ale Zachód obronił prawosławie w Turcji, co miałoby ogromne znaczenie dla pozytywnego odbioru Zachodu wśród Rosjan.
W zakończeniu chciałbym powiedzieć, że drogą, na której każdy z nas, a nie sami tylko politycy może nieść pomoc dla prawosławnych chrześcijan w Turcji, jest modlitwa. To jest najbardziej podstawowa, najbardziej elementarna forma pomocy dla prawosławnych chrześcijan dzisiaj. Pamiętajmy o zamieszkujących Turcję prawosławnych wtedy, gdy będziemy świętować Boże Narodzenie w naszych domach. Nie dajmy się ponieść pokusie, aby odsunąć na tych kilka dni ten trudny temat. Właśnie teraz należy go szczególnie mocno postawić.
Życzę wszystkim czytelnikom tego bloga, abyście w nadchodzące Święta naprawdę, w głębi serca zrozumieli, co oznacza starożytna chrześcijańska formuła, że Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek mógł stać się bogiem, aby mógł uczestniczyć w wewnętrznym życiu Boga. Życzę też, aby ta prawda o Bogu, który wezwał człowieka do uczestnictwa w swoim Bóstwie, otwierała Wam oczy na prawdę o drugim człowieku: bo prawda o człowieku objawia się dopiero w blasku Bożej chwały.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)