Bardzo ucieszyła mnie polemika, jaką z dwoma artykułami: abp Życińskiego ("Daleko od Jana Pawła", w: "Gazeta Wyborcza" nr 74 (5987) z dn. 28-29 marca 2009 r.) i Katarzyny Wiśniewskiej ("Kłucie krzyżem", w: "Gazeta Wyborcza" nr 80 (5993) z dn. 4-5 kwietnia 2009 r.) o ks. prof. Waldemarze Chrostowskim podjął Tomasz Terlikowski ("Młot na niepokornych", w: "Rzeczpospolita", nr 84 (8289) z dn. 9.04.2009 r.). Moja ocena, którą wyrażałem już wcześniej, w poprzednim wpisie na blogu, w znaczącym stopniu pokrywa się z opinią wyrażoną w tej polemice. Cieszy zwłaszcza fakt zwrócenia uwagi na instrumentalny sposób potraktowania dziedzictwa Jana Pawła II przez abp Życińskiego i p. Wiśniewską oraz na wagę problemów, jakie stawia przed czytelnikiem ks. prof. Chrostowski. Jednocześnie uważam także, że artykuł pani Wiśniewskiej stwarza okazję do pogłębienia moich spostrzeżeń, poczynionych w poprzednim wpisie, co chciałbym niniejszym uczynić.
Pozwolę sobie na wstępie jedynie wspomnieć dosyć znaczący fakt, że pani Wiśniewska, w przeciwieństwie do abp Życińskiego, nie uznała za stosowne podać stron książki, z której czerpie swoje cytaty, co oczywiście w sposób znaczący utrudnia jakąkolwiek polemikę. Niemniej artykuł pani Wiśniewskiej jest cennym źródłem informacji; tyle tylko, że nie o osobie prezentowanej w nim, tylko o intencjach prowadzących atak na ks. prof. Chrostowskiego. O ile po artykule abp Życińskiego nie można było mieć pewności, jakie są intencje strony inicjującej atak, i mogło się wydawać, że artykuł jest rzeczywiście efektem przeżywanego w trakcie lektury smutku i bólu, a nie elementem gry o zmarginalizowanie krytykowanej osoby, o tyle pani Wiśniewska nie była w stanie tak sprawnie ukryć swoich intencji; już we wstępie ujawnia je, gdy pisze, że: "Swoją wykładnię dialogu chrześcijańsko-żydowskiego przedstawił w końcu duchowny uchodzący za eksperta od spraw judaizmu, piastujący w Kościele niepoślednie funkcje konsultora Rady Episkopatu Polski ds. Dialogu Religijnego i przewodniczącego Stowarzyszenia Biblistów Polskich. A jego audytorium współtworzą studenci dwóch wydziałów teologicznych, gdzie jest kierownikiem katedr." Artykuł kończy tego typu wezwanie do działania: "Pewnie poza abp. Życińskim nikt z hierarchów nie zabierze w tej sprawie głosu. Oby milczenie Episkopatu, jak zawsze opieszałego w przecinaniu podobnych wrzodów, nie utwierdziło ks. Chrostowskiego w przekonaniu, że jego próba wypaczenia dialogu chrześcijan i Żydów może się powieść." Zapytany przez "Gazetę Wyborczą" o ocenę pełnienia ważnych funkcji w Kościele przez ks. prof. Chrostowskiego, ks. dr Janusz Salomon wyraża taką opinię: "To, że poglądy na temat Żydów tak dalekie od tych, które cały świat kojarzy dziś z Janem Pawłem II, prezentuje przewodniczący Stowarzyszenia Biblistów Polskich, jest bardzo zasmucające. To jeszcze jeden przyczynek do diagnozy, w jakim miejscu jest dziś Kościół w Polsce, cztery lata po śmierci papieża Polaka. Jan Paweł II wielokrotnie dawał do zrozumienia, że gdy chodzi o przyswajanie sobie tej radykalnej posoborowej zmiany nastawienia Kościoła do Żydów, mamy w Polsce jeszcze wiele do zrobienia. Bardzo przykre jest to, że niektórzy ludzie Kościoła obdarzani przez wiernych wielkim autorytetem prowadzą owczarnię w przeciwnym kierunku niż ten, który wskazywał nam Jan Paweł II. Myślę, że biorą na swoje sumienia ogromną odpowiedzialność." Wszystko to sprawia, że nie trzeba już wielkiego wysiłku intelektualnego, aby wykryć cel tego ataku. Oczywiście bardzo trafnie wychwytuje go także Tomasz Terlikowski, gdy pisze, że "wnioskiem płynącym z tekstów jest stwierdzenie, że arcybiskup żyje z ks. Chrostowskim nie tylko w odmiennych światach, ale być może należy nawet do innych Kościołów..., i że w związku z tym należy pozbawić duchownego wszystkich dialogicznych funkcji (to już uwaga publicystki). (...) Celem było odstrzelenie ks. Chrostowskiego, zesłanie go na antypapieski margines, skazanie na wieczne milczenie ("istnieje pewna granica absurdu, wobec której jedyną racjonalną decyzją pozostaje milczenie" - oznajmia metropolita lubelski). Narzędziem do realizacji tego celu stał się zaś Jan Paweł II."
To jednak nie wszystko, co pokazał tekst Katarzyny Wiśniewskiej. Widać już teraz wyraźnie, że artykuł abp Życińskiego był potrzebny "Gazecie Wyborczej" jako "hierarchiczne uprawomocnienie" dla przeprowadzenia ataku. Katarzyna Wiśniewska zaczyna swój artykuł nie inaczej, jak od nawiązania do abp Życińskiego; kończy go także nie inaczej, jak nawiązaniem do abp Życińskiego; spinające klamrą odwołanie do autorytetu sprawia, że artykuł jako całość ma wymowę "dopowiadania do słów autorytetu". Wszelkie tezy mogą teraz być podpięte pod autorytet jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich hierarchów. "Gazeta Wyborcza" chciała uzyskać namaszczenie do wykonania ataku - otrzymała je. Można się spodziewać, że dwa artykuły, z którymi mieliśmy dotychczas do czynienia, to dopiero początek. Artykuł abp Życińskiego stanowił jedynie zapowiedź tego, co będzie dalej.
Nie sposób nie zauważyć jeszcze trzech rzeczy. Po pierwsze tego, że artykuł pani Wiśniewskiej stanowi najlepszy dowód na prawdziwość tezy, że działania obu stron dialogu są dalece niesymetryczne. Uznanie za rzeczywiście mające miejsce i potępienie antysemityzmu wśród chrześcijan nie postępuje jednocześnie z uznaniem za rzeczywiście mające miejsce i potępieniem antychrystianizmu wśród wyznawców judaizmu; co więcej, zwróćmy uwagę na to, że ten wzorzec niesymetryczności zamieszcza w swoim artykule nie Żydówka, ale chrześcijanka, co wskazuje na to, jak głębokie jest jego zakodowanie. Ten kod mówi tyle: gdy ktoś wskazuje na obecność antysemityzmu w szeroko pojętym świecie chrześcijańskim - to dobrze; gdy ktoś wskazuje na obecność antychrystianizmu w świecie żydowskim - to źle. Druga rzecz ma bezpośredni związek z pierwszą - nie sposób nie zauważyć, że spór jest sporem wewnątrzkościelnym, a nie katolicko-żydowskim. Książka ks. prof. Chrostowskiego do tej pory nie wywołała reakcji środowisk żydowskich. Po trzecie zaś, księdzu prof. Chrostowskiemu zarzut czyniony jest m.in. z uwagi na... obronę własnej wiary i tradycji. Bardzo dobitnie świadczy o tym fragment artykułu odnoszący się do postawy ks. prof. Chrostowskiego wobec przeniesienia zakonu Karmelitanek i fragment o stosunku do krzyża. W tym momencie staje się jasne, jaki model dialogu jest bliski sercu "Gazety Wyborczej": w tym dialogu nie ma miejsca na coś takiego, jak własna tożsamość. W tym kontekście nie dziwi więc krytyka, wydawałoby się oczywistego stwierdzenia, że powołaniem chrześcijan są nie rozmowy i debaty, ale ewangelizacja i świętość.
Na koniec mogę tylko dodać, że z każdym takim atakiem coraz jaśniejsze będzie stawać się jedno: to nie ks. prof. Chrostowskiemu jest daleko do Jana Pawła. To autorzy tego ataku wydają się pozostawać od zmarłego Papieża w pewnym oddaleniu.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)