1 obserwujący
6 notek
9480 odsłon
  1034   0

Awatar w Kijowie - koniec rewolucji

A. Jaceniuk - Awatar
A. Jaceniuk - Awatar

 

Pod koniec stycznia nad Dnieprem wezbrała fala przejęć lokalnych budynków administracji państwowej i samorządowej. W Zaporożu i Czerkasach po całodziennych demonstracjach, wieczorem grupy manifestantów składające się z około 100 osób próbowały przejąć budynki Obwodowej Administracji Prezydenta.

Mer Charkowa, Genadij Kerens, który do obrony budynków publicznych organizował grupy/oddziały „tituszek”, powiedział, że uczestników przejęć mogłoby być nie stu a milion. Trzeba spełnić tylko jeden warunek: ludzie muszą mieć dla kogo wyjść na ulicę. Dziś takiej osoby na Ukrainie nie ma.

Choć autor tego artykułu nie jest postacią tak barwną, jak mer ukraińskiego miasta, któremu niejednokrotnie zdarzało się przebywać za kratkami, to jednak pół roku temu na łamach Rzeczpospolitej (Czarne chmury nad magnatami) pisał, że przed rewolucją społeczeństwo ukraińskie powstrzymuje brak autentycznego przywódcy. I dziś, choć milionowy tłum manifestantów i setki ekstremistów zalewają kijowski Majdan, to żaden z obecnych liderów nie jest w stanie prowadzić ludu w przez siebie wskazanym kierunku.

Oleh Tiahnybik, Arsenij Jacenjuk, czy Witalij Kliczko choć są oficjalnymi liderami opozycji i uczestniczą w rozmowach z prezydentem Janukowyczem, to na kijowskim placu niejednokrotnie byli wygwizdywani. Ten ostatni, główny pretendent do schedy po W. Janukowyczu był nawet „zgaszony” gaśnicą przeciwpożarową, a lider Batkiwszczyny w mieście wspomnianego Kerensa został ostatnio na zielono oblany gencjaną. Dlaczego? Dlatego, że naród nie wierzy im prawie tak samo, jak władzy. Dla Naddnieprzan nie jest tajemnicą, że zarówno Jaceniuk, jak i Kliczko posiłkują swoje partie pieniędzmi oligarchów. Jaceniukowi nie obce są fotele ministerialne. Piastował już przynajmniej z osiem wysokich stanowisk w różnych rządach ze średnią trzech miesięcy na urząd. Ze względu na swą spolegliwość wobec wielkich ukraińskiej sceny politycznej i gospodarczej nosi nawet zaszczytny tytuł „łutszyj drug oligarchow” (najlepszy przyjaciel oligarchów). Obecnie jest wspomagany zarówno przez Firtasza, jak i R. Achmatowa, Kliczko tylko przez Achmatowa. Za to mistrz świata w boksie nie budzi zaufania Ukraińców ze względu na brak doświadczenia w polityce i skrzętnie podkreślany przez prorządowe media niemiecki „rodowód”. Choć urodził się na Ukrainie i jako wielokrotny mistrz świata w boksie jest dumą Ukraińców, to kijowska ulica często postrzega go jako produkt eksportowy „Made in German”. Natomiast wzięty trybun i piewca sławy UPA, który, aby rozszerzyć swój elektorat nawet złagodził szowinistyczne hasła swego ugrupowania i skrzętnie zakrywa ścieżki jego finansowania, jest jednak na tyle skrajny, że na większość społeczeństwa działa raczej jako straszak niż magnes. Grzechem wspólnym i głównym zarazem całej trójki jest to, że nie są wyrazicielami ludu. Nie czują prawdziwych emocji naddnieprzańskiej 22- letniej wspólnoty. Żaden z nich, choćby na usługach SBU, nie jest elektrykiem z Kriworożstali, który pociągnąłby za sobą tłumy spragnione idealnego przywódcy. Choć ostro mówią o grzechach obecnej władzy, chcąc zmniejszyć dystans do narodu i wygrać walkę na słowa z konkurencją polityczną, to dla ogółu są raczej chłopcami z żurnali, albo z polskiego komiksu. Ludźmi, którzy nie rozumieją swego narodu i którym lud odpłaca niewiarą. Trzeba jednak przyznać, że najbliżej narodu stoi, Oleh Tiahnybok. Z kwiatka do kożucha staje się, przy uciesze i wsparciu Bankowej, postacią pierwszoplanową ukraińskiego trio. Skupia się jednak bardziej na propagowaniu ideologii UPA, niż słuchaniu i wyrażaniu głosu ludu. Dla wielu to drogowskaz w przeciwną stronę. Ideologia nacjonalistyczna może być alternatywą dla grup społecznych zachodniej Ukrainy, które z tradycji UPA chcą pamiętać bardziej prześladowania sowieckie Ukraińców, niż mordy na Polakach i Żydach oraz kolaborację z Niemcami. Na Wschodzie i w centrum kraju szeregi Swobody zasilają młodzi ludzie skrajnie zdesperowani i szukający rozwiązań antysystemowych. Sam przywódca Swobody wzoruje się na wodzach UPA. Ten sam styl przemowy i to samo rozkładanie akcentów. Z ostatnim komendantem UPA dzieli nawet wyuczoną profesję – medycynę.Pozostali wodzowie rewolucji, komendanci Majdanu i cały Majdan nie mają zamiaru podporządkować się trzem ukraińskim muszkieterom. Próba jego politycznego przejęcia skończyła się jedynie nowym pseudonimem Arsenija Jaceniuka. Lider Batkiwszczyny zadeklarował na Majdanie, że zaprzestanie rozmów z władzą, ale zażądał, aby od tej pory wszyscy się jego słuchali. „Kto odmówi posłuszeństwa to kula w łeb” - zapowiedział. Wszyscy się uśmiechnęli, a od tej pory jego nowe imię to „Sania pula w łob”.  Wodzowie majdanu są dziś na tyle radykalni, że ich entuzjazm niszczenia raczej ludzi przeraża niż pociąga. Najbardziej znany z nich i najbardziej skrajny w swych żądaniach i poglądach, były minister w rządzie J. Tymoszenko, Jurij Łucenko dosłużył się nawet pseudonimu „Awatar”. Różni się on jednak od legandarnego poprzednika tym, że lubi sobie, mówiąc kolokwialnie, golnąć. Alkohol we krwi stwierdzono u niego także wtedy, gdy został pobity przez Berkut podczas jednej z pikiet sądu. Według sondaży nie ufa mu 60% społeczeństwa. Z wcześniej wymienionych liderów negatywnym zaufaniem tylko nieco poniżej 50% może się poszczycić jedynie W. Kliczko. Dwóm pozostałym; Jaceniukowi i Tiahnybokowi nie ufa prawie tyle samo, co podchmielonemu Awatarowi.

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale