1 obserwujący
3 notki
5346 odsłon
875 odsłon

Podziały, blokady i płonące miasto - wydarzenia w Hongkongu z perspektywy studentów

fot. Aneta Świaniewicz
fot. Aneta Świaniewicz
Wykop Skomentuj4

Tekst został napisany w listopadzie 2019 roku. W tamtym okresie protestami w Hongkongu żył cały świat. Był to temat przewodni zarówno w mediach społecznościowych, jak i tych tradycyjnych. Dziś, w obliczu globalnego zagrożenia, jakim jest pandemia koronawirusa, temat protestów w Hongkongu znalazł się na drugim planie, jednak wciąż warto o nich pamiętać. Protesty trwają po dziś dzień, i nic nie wskazuje na to, żeby się niedługo zakończyły, szczególne biorąc pod uwagę efektywność tamtejszych władz w ograniczeniu rozprzestrzeniania się SARS-CoV-2. Pomimo upływu czasu, treść poniższego tekstu pozostaje aktualna - podziały w nim opisane nie przestają się pogłębiać, a miasto dalej boryka się z powrotem do normalności.

image


    11 listopada 2019 doszło do jednego z największych do tej pory starć między policją a protestującymi. O siódmej rano, według doniesień Hong Kong Free Press jeden z demonstrantów został postrzelony żywą amunicją. Kilka godzin później, na kładce znajdującej się nad jedną z ulic w miasteczku Ma On Shan, 57-latek kłócący się z grupą protestujących został przez jednego z nich podpalony żywcem. 13 listopada, w innej części wyspy, rozpoczęło się oblężenie Chinese University of Hong Kong -  policja otoczyła uczelnię, zabarykadowani studenci zmienili swoją szkołę w fortecę i bronili jej przez całą noc, podczas której poszkodowany gazem łzawiącym został Rocky Tuan, wicekanclerz uczelni, a zdesperowani studenci zrzucali ciężkie przedmioty i koktajle Mołotowa na ruchliwą drogę z mostu przyległego do terenu uczelni. W niedzielę 17 listopada, Politechnika Hongkońska zmieniła się w pole bitwy. Kolejna uczelnia stała się improwizowaną bazą operacji. Administracja szkoły alarmuje, że z laboratoriów wykradzione zostały niebezpieczne związki chemiczne, a CNN otrzymało zdjęcia z wewnątrz uczelni, na których widać kanister gazowy z przyczepionymi tuzinami śrub i gwoździ. Policja otoczyła placówkę z każdej strony, wypuszczając w powietrze chmury gazu łzawiącego. Studenci w odwecie rzucają w ich stronę prowizoryczne bomby z benzyną. Hong Kong Police Force w oficjalnych komunikatach podała informację, że zarówno CUHK jak i Politechnika służyły protestującym jako “fabryki broni” podczas oblężeń, a ilość przechwyconych bomb w niektórych policyjnych raportach sięga ośmiu tysięcy sztuk. Setki demonstrantów zostało aresztowanych. W nocy z 18 na 19 listopada tuziny śmiałków zdecydowały się na opuszczenie otoczonej Politechniki zsuwając się na linach z kładki na terenie uczelni w stronę jezdni, na której czekali na nich koledzy na skuterach. We wtorkowy poranek na zniszczonym kampusie została garstka tych, którzy najwidoczniej nie mieli wiele do stracenia.

***


“Chodzimy na zajęcia w czarnych maskach i ubraniach, czasami też zakładamy żółte kaski. Szczerze mówiąc, na naszym uniwersytecie nie ma zbyt wielu Hongkończyków.” - Edward studiuje na jednej z warszawskich uczelni. Z Hongkongu wyjechał ponad dwa lata temu, na długo przed rozpoczęciem protestów. Pomimo ogromnego dystansu dzielącego go od ojczyzny, stara się wspierać protestujących na odległość w każdy możliwy sposób.


“Moje działania mogą poszerzyć wiedzę kolegów z uczelni odnośnie tego co się teraz tam [w Hongkongu] dzieje, i uświadomić ich, że bardzo się różnimy od Chin kontynentalnych.” Edward intensywnie udziela się na mediach społecznościowych, na bieżąco relacjonując przebieg protestów i nie tylko. Jak sam zaznaczył, istotne jest dla niego uwypuklenie różnicy pomiędzy mieszkańcami Hongkongu a obywatelami Chin kontynentalnych, co widać w jego postach na portalach takich jak Facebook czy Instagram.


Żeby przekonać się o wzajemnej niechęci tych dwóch grup, nie trzeba wyjeżdżać do Azji. Na początku listopada, Edward opublikował na Instagramie relację z zajęć na uniwersytecie, w której nazywa prezentację przygotowaną przez studentów z Chin kontynentalnych “cholernie nudną”, podsumowując: “Właśnie dlatego Hongkong to nie Chiny!” Nie było to przemyślane posunięcie z jego strony, i zdecydowanie podchodzi pod dyskryminację ze względu na pochodzenie, co zostało zauważone przez innych studentów oraz administrację uczelni. Przy okazji naszej rozmowy, Edward wysłał mi prezentację PowerPoint skierowaną do kierowniczki studiów, z którą umówił się na spotkanie dotyczące wyżej opisanej publikacji po tym jak jeden z polskich studentów oskarżył go o rasizm. Prezentacja zawiera zrzuty ekranu pokazujące komentarze pod zdjęciami Edwarda na Instagramie, w których anonimowy użytkownik znieważa jego rodzinę i status ekonomiczny, a w prywatnych wiadomościach grozi pobiciem. Pomimo tego, iż informacje ujawnione w prezentacji nie zwalniają Edwarda z odpowiedzialności za dyskryminację, której się dopuścił, doskonale pokazują one stan relacji pomiędzy młodymi ludźmi z Chin kontynentalnych i Hongkongu. Zapytany o rezultat spotkania, Edward odparł: “powiedziano mi, żebym szukał adwokata, ponieważ postawiono mi zarzut rasizmu. Etnicznie jestem Chińczykiem, więc oskarżanie mnie o rasizm przeciwko drugiemu Chińczykowi to absurd.” Klasyfikacja zarzutu jest niefortunna, aczkolwiek post Edwarda faktycznie dyskryminuje innych studentów na tle pochodzenia. Jest to tylko czubek góry lodowej składającej się z obelg, pomówień i rękoczynów, do których dochodzi pomiędzy tymi grupami, i to nie tylko w Hongkongu.

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo