Premier Rzeczpospolitej objął arcyważne stanowisko w UE, a lider największej partii opozycyjnej odniósł się do tego w najlepszy z możliwych sposobów, bo stawiając dobro kraju ponad podziałami. Tak ostatnie wydarzenia powinno się widzieć i oceniać. Niektórzy jednak wciąż wolą patrzeć przez "negatywny" pryzmat.
Polityka, to przede wszystkich rozgrywki zakulisowe. Rozmowy, negocjacje, sojusze układy. To niekończąca się rozgrywka taktyczna, którą by zrozumieć lepiej musimy niejednokrotnie patrzeć na nią przez pryzmat. Pryzmatem mogą być interesy danego państwa na arenie międzynarodowej, doraźna gra polityczna na kolejne wybory lub też zbieg różnego rodzaju mniej lub bardziej jasnych interesów. Jedno jest pewne: polityki nie powinno się, jeśli nie zawsze, to w znacznej większości przyjmować za taką, jaką ją widzimy na pierwszy rzut oka. Nic w niej nie jest jasne, przejrzyste i oczywiste.
Nie mniej, w przypadku niektórych wydarzeń doszukiwanie się negatywów i drugiego dna "na upartego" powoduje wręcz patologiczny, bo zniekształcony obraz rzeczywistości. Twierdzenie to ma również zastosowanie do "aktualności z UE".
Oto bowiem premier Polski został wybrany na najważniejsze stanowisko w strukturach unijnych, a skonfliktowany z nim do granic możliwości lider opozycji odnosi się do tego faktu z najwyższą klasą- stawiając ponad animozjami osobistymi dobro kraju. Moim skromnym zdaniem obu Panom należy się w tym wypadku najwyższe uznanie: Donaldowi Tuskowi za sukces międzynarodowy, a Jarosławowi Kaczyńskiego za to, jak się zachował i co powiedział. Nie ma w moich słowach ani krzty ironii. Tak optymistycznie chcę na "bieżączki" krajowo-europejskie patrzeć.
Niestety, po obu stronach są malkontenci, albo raczej Ci, którzy na to wszystko - jakby byli oświeceni - patrzeć będą z góry, z szerszej perspektywy. Przez wspomniane na początku negatywne pryzmaty.
Nie uchodzi przecież stwierdzić, że Jarosław Kaczyński zachował się godnie i z klasą. Nie. Przecież to kolejny raz mamy do czynienia z "maską", z "grzeczną wersją" prezesa PiS, który świetne słowa wypowiada z tyłu głowy mając to, że musi być miły, bo wzrastają Jego szanse na stanowisko premiera przy następnych wyborach. Musi być ugrzeczniony, bo takiego go zniesie większy procent społeczeństwa. Wypowiada więc słowa godne pochwały, a w sercu ma nienawiść do oponenta godną pogardy. Jeśli uwierzę, że Pan prezes powiedział to, co myśli - jestem naiwnym cymbałem.
Podobnie z Donaldem Tuskiem. Nie mogę się cieszyć, że objął ważne stanowisko w Unii Europejskiej. Może raczej fasadowe i raczej tytularne, ale ważne. Nie! Tusk nie objął nic! Tusk rzucił się w objęcia Europy, żeby uciec przed odpowiedzialnością za psucie kraju! On zapewne wiedział, że w Polsce długo i spokojnie nie posiedzi "nie ruszany za swoje grzeszki". Wiedział co go czeka, więc uciekł. Co lepsi dodadzą, że uciekł do kliki ludzi jeszcze gorszych i bardziej wątpliwych moralnie niż on sam.
Tak to już jest. W dzieciństwie mniej spostrzegamy, mniej rozumiemy i bardziej się cieszymy. Jako dorośli widzimy ten szerszy plan realiów. Patrzymy na życie przez pryzmat i dostrzegamy to, co złe... A cieszą się głupki i naiwniacy.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)