MaciekBigos MaciekBigos
504
BLOG

Ewa - Prezeska Rady Ministrów i Ministr

MaciekBigos MaciekBigos Polityka Obserwuj notkę 3

Tytułowanie Ewy Kopacz mianem „premierki” przez środowiska lewicowe, jest niezwykle trafne. Lewica nie zdaje sobie jednak sprawy dlaczego?

Zacznijmy od samego źródła moich dzisiejszych rozważań, czyli od lewicowego toku myślenia. Istotnie, zdaje sobie sprawę, że dla niektórych zwrot ten wydaje się być wyciągnięty rodem z fantastyki literackiej. Proszę, mimo to - na moment - założyć, że lewica myśli. Wiem, że wymaga to karkołomnej wręcz ekwilibrystyki intelektualnej, na poziomie rozszerzonej matury z wychowania fizycznego, ale to tylko na moment. Teraz będzie łatwiej, ponieważ teraz, gdy Państwa intelekt dokonał niemożliwego, do pełni szczęścia brakuje nam jednego: wyobrażenia, że lewicowe myślenie ma tok. To zaś, jest już prawie tak proste, jak plecy nieżyjącego generała Jaruzelskiego.

Tok ten jest prosty, jak cep. A jego podstawą i celem jest całkowite odwrócenie pojęć. I tak np. nudne, nijakie i mało chwytliwe słowo patriota lewica zastępuje (a jakże!) o wiele nacechowanym emocjonalnie, kulturowo i historycznie słowem faszysta. Podobnie u lewicy rzecz ma się ze słowem tolerancja. Tolerancja u osób wyznających omawiany tu światopogląd nie oznacza akceptacji odmiennych przekonań każdego człowieka, lecz wykluczenie tych, którzy różne od lewicowego zdanie mają. Wtedy to ludzi takich lewica nazywa homo-, lub ksenofobami. Niedługo dojdzie do tego, że przejawem rasizmu będzie dolewanie mleka do czarnej kawy.

Idee myślowe prezentowe przez środowiska ze strony "przeciwnej do prawej", to także feminizowanie pewnych nazw. Tutaj oczywiście koronnym przykładem jest dla mnie ministra Mucha.

Nazewnictwo takie miało być wyróżnikiem pozytywnym. Tymczasem, proszę mi wybaczyć, lecz słowo ministra (ze względu na brzmienie) kojarzy mi się twardo i nieprzyjemnie. Tak więc w mniemaniu mojej osoby, wedle moich skojarzeń "ministra", to hybryda dominy z matroną. Proszę nie oskarżać mnie o seksizm, ani też szowinizm. Wiernie donoszę  bowiem, że nigdy nie oddawałem się perwersyjnym zabawom, ani nie lubię uczucia poniżenia, choć co jakiś czas stawiam się na komisję lekarską do ZUS-u. Nie śnią mi się drabiny, pożary, ani własna matka. Ani nawet własna matka gasząca pożar na drabinie. Po prostu słowo "ministra" dla mnie odbiło się trochę rykoszetem: miało podkreślać rangę kobiety na stanowisku, a znów sprowadziło przedstawicielkę płci pięknej do obiektu paraseksualnego i to w wydaniu dla fanów Lorda Vadera.

Podobnie ma się rzecz z tytułowaniem Ewy Kopacz mianem "premierki", o czym dysputy lewica prowadzi zaciekłe ostatnio. "Premierka", to brzmi dumnie! Otóż premierka Szanowni Państwo, to chyba dla większości z Nas nie kobieta na stanowisku szefa rządu, lecz raczej mała premiera. I to by się zgadzało. Ewa Kopacz nigdy nie była politykiem wielkim, czy wybitnym. Lojalnym, posłusznym - tak, ale nie wniosła do polskiej polityki nic, co mogłoby wyróżniać ją spośród reszty parlamentarzystów. Dlatego też przymiotnik "mała" jest jak najbardziej na miejscu, choć bardziej kobieco brzmiałoby "filigranowa". Teraz drugi człon: premiera. Istotnie, to jakaś premiera będzie. Od czasów Hanny Suchockiej żadna kobieta nie piastowała takiej funkcji. A ponieważ coraz mniej osób w ogóle pamięta, że ktoś taki, jak Hanna Suchocka był, to i Ewę Kopacz na stanowisku PANI PREZESKI RADY MINISTRÓW I MINISTR można poczytywać w kategoriach "premiery", czyli czegoś, co odbywa się po raz pierwszy.

Dochodzimy więc do wniosku, że tym razem lewica w swoim nazewnictwie trafiła nieświadomie, ale mimo wszystko w dziesiątkę. Żeńską oczywiście.

MaciekBigos
O mnie MaciekBigos

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka