Wszystko wskazuje na to, że przejście Janusza Korwin Mikkego do Salonu24, nie jest spowodowane chęcią prowadzenia bardziej otwartej i mniej ocenzurowanej dyskusji. Co więcej, wygląda na to, że jest to czysty przejaw „korwiwritingu”.
Na wstępie kilka słów dla niewtajemniczonych. SEO jest skrótem, który najprościej i po polsku można wyjaśnić, jako optymalizacja stron internetowych pod kątem wyszukiwarek. Prościej? Strona z jakąkolwiek treścią, by była widoczna na najwyższych miejscach wyników wyszukiwania, musi zostać pod wyszukiwarki zoptymalizowana, czyli zawierać treści w formie, która ułatwi np. Google przypisanie danej witryny do konkretnych, wyszukiwanych fraz. Pozycją w wyszukiwarkach nie tylko internetowy, lecz współcześnie także cały marketing stoi.
Firmy, marki, które chcą szybko i skutecznie zaistnieć na rynku zlecają agencjom interaktywnym szereg działań mających na celu poprawienie pozycji swojej witryny w wynikach wyszukiwania. Jedną z metod osiągnięcia tego celu jest pisanie dużej ilości tekstów o danej branży, firmie i wrzucanie ich do Internetu. Tworzeniem takich treści zawodowo zajmują się copywriterzy. Ludzie czasem od zadań niemożliwych, bo trudno jest, a wiem to z doświadczenia napisać 100 w miarę logicznych i merytorycznych tekstów dotyczących tego samego tematu. Tyle tytułem przydługiego wstępu.
To, co robi Pan Janusz Korwin Mikke na Salonie nazwałem na własny użytek „korwiwritingiem” (od copywritingu). Bo choć JKM motywuje swoje przejście wstrętną cenzurą poprzedników Salonu (czyli brakiem swobody wypowiedzi) to, jak już się okazało, sam do swobodnej, otwartej dyskusji się nie kwapi. Ergo: nieważne o czym jest tekst, nieważne jakie są z nim polemiki. Liczy się tylko to, że coś, co po raz kolejny nabije Panu Januszowi kliknięcia w Internecie jest i znajdować się będzie, jak domniemam w coraz to nowych odsłonach regularnie. Machina marketingu internetowego działa w najlepsze. To, że jej działanie nie uwzględnia dyskursu? Kto by na to patrzył?! Ba! Sam mam świadomość, iż tym tekstem również i ja Panu Januszowi „klikalność” niejako nabijam, bowiem tekst muszę opatrzyć tagami odnoszącymi się do osoby Prezesa KNP. Trudno przeżyję…
Moim zdaniem JKM zdaje się zapominać, że kij ma zawsze dwa końce. Do tej pory ów Pan świetnie radził sobie w środowisku internautów, a więc jednej z bardziej „żywych politycznie” grup. Internauci potrafią wywindować kogoś na świetny wynik, ale potrafią też w krótkim czasie strącić kogoś w przepaść politycznego niebytu.
Pan Janusz żaląc się na cenzurę dał przyczynek do myślenia, iż pragnie bardziej otwartej dyskusji. OK., ma możliwość do takowej teraz. Nie odpowiadając jednak na komentarze (lub ich część), sam siebie skazuje na wyautowanie wśród internautów.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)