List Jarosława Kaczyńskiego do członków PiS-u jest wyrazisty i jasny w przekazie. Jedyny problem mam z dwoma typami narracji Pana Prezesa.
Nie od dziś wiadomo, że Jarosław Kaczyński jest świetnym mówcą. Można go lubić, popierać bardziej lub mniej, lecz charyzmy w wystąpieniach i umiejętności retorycznych nie należy mu odmawiać. Inna to rzecz, że często owa charyzma wydaje się bardziej kierować Prezesem Prawa i Sprawiedliwości, aniżeli trzeźwy, racjonalny osąd.
Dziś, tuż zanim zabrałem się do napisania tego tekstu przeczytałem treść listu Pana Kaczyńskiego do kolegów z PiS-u, a zamieszczonego na portalu wpolityce.pl (link poniżej).
Sam początek lektury sprawił, iż z góry założyłem, że z każdego kolejnego słowa wyzierać będzie duch „klasycznego Kaczyńskiego”; szukającego układu oraz tropiącego nieprawidłowości w działaniu państwa wynikające z interesów różnych grup nacisków. Człowieka, dla którego demokratyczne państwo jest fasadą czegoś, co z demokracją nie ma nic wspólnego. Prezes PiS pisze bowiem w liście:
Rok 2015, wybory prezydenckie i parlamentarne, jakie mamy przed sobą, zdecydują o biegu spraw w naszej Ojczyźnie w najbliższych latach. Stawka jest bardzo wysoka, znacznie wyższa niż w poprzednich wyborach. Chodzi bowiem nie tylko o to, kto będzie rządził, ale o to czy trwać będzie system stworzony przez Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego. System, w którym relacja między społeczeństwem, miedzy obywatelami, a władzą nie ma cech właściwych dla demokracji, jest jedynie socjotechniczną grą. Jej głównym narzędziem jest propaganda, metodą - manipulacja. Ta gra służy interesom mniejszości.
Dalej rzecz dotyczy afer, które są niemal bez wyjątku tuszowane. Tu nie można Prezesowi odmówić racji. Nie trzeba być bowiem ekspertem od krajowej polityki, by stwierdzić, że Donald Tusk w czasie swojego „premierowania” odważnie wystąpił (jak na niego) li tylko przy okazji jednej afery – hazardowej. A co z wejściem służb do redakcji „Wprost”, co z „aferą zegarkową”? Może nie był tuszowane sensu stricte, ale z pewnością zgrabnie zamiatane pod dywan.
Omijając część tekstu wspomnę, iż bardzo racjonalnie Pan Kaczyński odniósł się do sytuacji oświaty: Niezwykle groźne wydarzenia mają miejsce w sferze oświaty. Wycofuje się nauczanie historii w odpowiednim zakresie, odchodzi od podstawowego kanonu polskiej literatury, a dzieci stają się ofiarą różnych poprawnych politycznie eksperymentów. Przy tym fragmencie (o zgrozo!), aż zadrżałem, gdyż zgadzam się z Prezesem w pełni, a owe eksperymenty, ja sam rozumiem, jako próbę „wrzucenia” do szkół gender, co w moim mniemaniu jest niepotrzebne, niesmaczne i wcale nie symbolizuje nadążania za duchem czasów.
Byłoby w tym liście wszystko w porządku, gdyby po tylu zaiste trafnych spostrzeżeniach Prezesa nie poniosła znów charyzma, każąc mu wrócić do cytowania kultowych zwrotów tak zwanego „języka nienawiści”. A to wszystko tyczyło się Bronisława Komorowskiego.
Jego(Andrzeja Dudy – przyp. autor) główny konkurent jest chroniony przez media tak intensywnie i skutecznie, iż w wielu środowiskach uchodzi za kogoś zupełnie innego, niż jest naprawdę. Jeśli przyjrzeć się jego karierze, jego życiorysowi, to bez żadnych wątpliwości można stwierdzić, że jest reprezentantem lewego, albo nawet skrajnie lewego, skrzydła Platformy Obywatelskiej, a więc nie ma nic wspólnego z tą tradycją, do której on, a szczególnie jego współpracownicy, często się odwołują. Chodzi o pozory, które mają zwieść przede wszystkim tych wyborców, którzy na co dzień nie interesują się szczególnie polityką. Obrona WSI, formacji wywodzącej się z PRL, której związki z Moskwą były silniejsze niż jakiejkolwiek części ówczesnego aparatu państwowego, a która trwała przez 17 lat w III RP, przyjaźń z Januszem Palikotem, brak sprzeciwu wobec lewackich inicjatyw w sferze obyczajowej i sferze życia rodzinnego, nienawistny stosunek do śp. Lecha Kaczyńskiego, zarówno za Jego życia, jak i po śmierci, to kolejne przykłady jego postawy. Nie można nie przypomnieć słów o „ślepym snajperze” i o „takim zamachu, jaka wizyta”, które padły w sytuacji, gdy kolumnę samochodów, w której jechał Prezydent RP zatrzymano z użyciem broni palnej. Nie można zapomnieć o roli, jaką odegrał w haniebnych wydarzeniach wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu. To on przecież inspirował jego usunięcie.
I znowu! Rozgrzebywanie wszystkiego, rozdzieranie starych ran i mieszanie do tego wszystkiego krzyża. Przekaz jest prosty: obecny Prezydent, nie dość, że pochodzi ze skrajnie lewego (więc najgorszego dla konserwatywnej prawicy) skrzydła Platformy, to jeszcze jest wrogiem krzyża, a więc złem wcielonym wręcz.
Żeby było jeszcze do końca „klasycznie” Pan Kaczyński odnieść się musiał do mediów i dziennikarzy.
Musimy umieć o tym wszystkim mówić, społeczeństwo nie może być wprowadzane w błąd, chcemy aby Polska była demokratyczna, a w dobrze funkcjonujących demokracjach kandydaci na najważniejsze urzędy są bardzo szczegółowo prześwietlani przez media. W Polsce jest niestety inaczej, tym większe jest nasze zobowiązanie wobec Rodaków. Wybór należy do nich, ale powinni wiedzieć, między jakimi alternatywnymi rozwiązaniami wybierają. Kampania jest już trudna i wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze trudniejsza. Bez wątpienia będą i już są czynione próby odebrania nam wiary w zwycięstwo, odebrania motywacji. Rozsiewane są, szczególnie w środowiskach dziennikarskich, różne plotki i pomówienia. Stosowana jest wielokrotnie już sprawdzona metoda gry sondażami.
Gdzieś już słyszałem słowa o szerokim froncie, który powstał by nie dopuścić PiS-u do władzy.
Jestem rozczarowany. Nie spodziewałem się co prawda po Prezesie PiS wolty polegającej na uspokojeniu retoryki całkowicie, ale czytając ten list sądziłem w pewnych momentach, że taka „spokojna wersja” JK może być czymś, co rzeczywiście w perspektywie najbliższych wyborów przyniesie Prawo i Sprawiedliwości zwycięstwo. Ale chyba znowu będzie klęska, ponieważ dwie skrajne narracje, to o jedną za dużo.



Komentarze
Pokaż komentarze (23)