Mianem Lemingradu przedstawiciele polskiej prawicy lubią określać Warszawę. Stolica bowiem, wydaje się być dla miastem najlepiej obrazującym ideę osoby zamykającą się w stwierdzeniu „młody, wykształcony, z dużego miasta”.
Na samym początku należy zadać sobie pytanie, gdzie w takim razie jest idylliczna przestrzeń skupiająca młodą prawicę? Czy odpowiedzią może być tutaj poniekąd analogia do czasów Młodej Polski? Przecież to w tamtym czasie rozkwitała chłopomania, czyli twierdzenie, w myśl którego miasto (duże ośrodki miejskie) były siedliskiem tego, co najgorsze; deprawujące, złe, niemoralne i szkodliwe dla Naszej Ojczyzny. Wieś natomiast posiadała w sobie pierwiastek zwykłej, a więc czystej i niczym niezmąconej prostoty zachowań i światopoglądu. Białe jest białe, a czarne jest czarne. Postrzeganie świata przez ówczesnych mieszkańców wsi było proste, bo oparte na tradycji, wierze, przywiązaniu do ziemi i Ojczyzny.
Za taką odpowiedzią mogłoby chociażby przemawiać hasło prawicowego przecież tygodnika „Wsieci”, reklamującego się, jako „Tygodnik Młodej Polski”. Skoro tak, to dlaczego stolicę i inne duże miasta można określić mianem mekki, do której – z uporem godnym lepszej sprawy – pielgrzymuje młodzież ze wsi. Czyżby ludomania działała na młode umysły tylko do pewnego wieku?
Dopiero tutaj sięgamy sedna problemu: każdy musi wybrać, po której stronie czegoś, co wypada nazwać polskim konfliktem cywilizacyjnym jest? Po tej miejskiej: przesadnie nowoczesnej, postępowej, odrzucającej wartości wyższe w pogoni za pieniądzem, stołkami i jedyny kontakt z tradycją mającej przy okazji świąt religijnych. Czy może po tej wiejskiej: radykalno prawicowej, zaściankowej, pachnącej zwietrzałym kadzidłem katolicyzmu. Jeśli ktoś będzie na tyle bezczelny w swoim widzeniu świata i nie opowie się po żadnej ze stron, to i tak prędzej, czy później ktoś go do jednych lub drugich przypisze.
A dlaczego? Dlaczego wybierać musimy? Czyż nie można już nie opowiadać się po którejkolwiek ze stron mając za najlepszą busolę na morzu społeczno-politycznego konfliktu swój własny rozum? Wciąż da się słyszeć głosy, że jeśli nie jesteś z nami, to jesteś przeciwko nam. Bo, jak się nie opowiesz – znaczy żeś tchórz, chorągiewka na wietrze i uciekasz. W tym wypadku jednak owa ucieczka, choć może wydawać się aktem braku stanowczości, to coraz częściej jawi się, jako najnormalniejszy, zdrowy odruch. Człowiek racjonalny w końcu nie będzie chciał, by go kojarzono z radykalizmem. Bez względu na to, z której strony.
Ponadto światopogląd, to nie sprawa 0:1, jak w przypadku powiedzenia, że nie można być trochę w ciąży i trochę dziewicą. Nasze widzenie świata, składać się musi wszak z wielu aspektów, bo i wieloaspektowa jest rzeczywistość.
Ja - zapewne też i wielu innych – nie chcę żyć w państwie okopów i barykad tworzonych pod hasłami absurdu, przesady i radykalizmu. Wolę państwo, w którym buduje się mosty porozumienia. Ale czy ktoś będzie chętny, by mojego głosu w dyskusji o Polsce wysłuchać i się nad nim chwilę bez zacietrzewienia zastanowić?



Komentarze
Pokaż komentarze (15)