Janusz Palikot niby opętany, podróżuje od jednego studia telewizyjnego do drugiego, a nawet trzeciego. Wszędzie ogłasza „powrót do korzeni”, choć wydaje się, że nie wie, jak może mu to zaszkodzić.
Polityk ów od dawna powtarza, że wierzy w szczery, ogromny i silny potencjał społeczny. Bazując zresztą właśnie na nim w 2010 roku założył Ruch (Poparcia) Palikota. Wiara w siłę obywateli opłaciła się, ponieważ na fali entuzjazmu związanego z nowym i jedynym oddolnym ruchem obywatelskim RPP, w wyborach parlamentarnych w 2011 roku uzyskał wynik 10,02%, osiągając tym samym trzeci najlepszy wynik wyborczy.
KONIUNKTURA I MEDIA – NIE LUDZIE
Zaczynało się tak pięknie! Podejrzewam, że posłowie RPP czuli się tak, jakby Boga za nogi złapali, choć w przypadku osób o poglądach lewicowych, to raczej nienajlepsze porównanie. Potem zaczęło się psuć, pękać. Partia odcięła się od mocnych społecznych korzeni, a jej członkowie z liderem włącznie zaczęli szukać nowych, głośnych medialnie pomysłów, zamiast zająć się ciężką parlamentarną pracą. Słowem: zaczęto szukać koniunktury, trendów. Niby jeszcze w porozumieniu ze społeczeństwem, ale przy stale malejącym jego poparciu. Były więc zapowiedzi o paleniu marihuany w Sejmie, a skończyło się na kadzidełkach. Były zapowiedzi budowania szerokiego i stabilnego frontu lewicowego Z Kwaśniewskim, Kaliszem i Siwcem, ale front ów zamiast jednoczyć, rozproszył i podzielił lewicę. Wcześniej (jeśli dobrze pamiętam) miał miejsce nic nie zmieniające wdrożenie do partii Piotra Tymochowicza. Miał być to głośny ruch personalny, a skończyło się – jak zawsze u Palikota – miałko i nijako. Ludzie ostatecznie zobaczyli, że RPP w fifce ma potencjał społeczny, od którego zaczynał. Teraz liczy się, by wszystko było medialne, bo jak jest, to dalej samo pójdzie.
KORZENIE, KTÓRE ZWIEŚĆ MOGĄ
Od kilku dni Janusz Palikot odwiedza media i zapowiada „powrót do korzeni”. Chciałbym zaznaczyć, że jest to pewna nieścisłość, która może mylić wyborców. Otóż, zwykły, przeciętny wyborca „korzenie” palikotowe rozumie po prostu – jako Ruch Poparcia Palikota. Problem zaczyna się w momencie, gdy uświadomimy sobie, że mało który wyborca dostrzega jakąkolwiek różnicę (prócz nazewnictwa) między Ruchem Poparcia, do którego Pan Janusz chce wrócić, a Twoim Ruchem, od którego chce się odciąć. W rezultacie elektorat „powrót do korzeni” odbierze li tylko, jako kosmetyczną grę pozorów. I właśnie z tego powodu hucznie ogłaszany palikotowy ad fontes, może okazać się strzałem we własne kolano, ponieważ JP jeszcze mocniej zakorzeni się w umysłach zbiorowości, jako ktoś, kogo jedyną "zmianą twarzy", jest zmiana pudru na niej. Zamiast o „powrocie do korzeni”, mówić powinien o „powrocie do potencjału społecznego”.
JACK SPARROW?
Dlaczego nie mówi? Ano dlatego, że jest politycznym koniunkturalistą. Nie interesuje go realna zmiana. Ba! Podejrzewam, że nie ma na nią ani siły, ani ochoty, ani nawet zaplecza personalnego, które w zmianie by mu pomogło. Nie chodzi więc o coś, co przyniesie rzeczywisty skutek dla dobra ogółu. Chodzi jedynie o zmianę bandery na tym samym okręcie. Idzie o zrobienie czegoś pozornego, czegoś ca małym nakładem środków i pracy przyniesie sukces, bo skołowane społeczeństwo pogubiło się w nazwach i się nie zna, a hasła odnoszące się do zmian zawsze chwytają.
Pozostając przy określeniach bliskich marynistycznym, wydaję mi się, że Janusz Palikot wciąż sam siebie ma, za kogoś w rodzaju Jacka Sparrowa. Wszystkich będzie robił „w dudka”, a Jemu samemu się i tak upiecze, ponieważ jest taki barwny, no i ma swój kompas, który wskazuje mu od kilku lat, jakie są nastroje społeczne. Może jednak jest coś jeszcze co łączy obu Panów? Tak. Obaj są kreacją. Z tym, że kreacja disnejowskiego pirata ma rozmach i klasę.
.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)