Będąc zwierzyną cieszyłbym się niezmiernie, gdyby okazało się, że poluje na mnie Prezydent Komorowski. Po Jego wystąpieniach w kampanii i w debacie z Andrzejem Dudą doszedłem do wniosku, że prezydent strzela celnie tylko we własne kolana.
Nigdy nie kryłem się z tym, że Polska rządzona choćby z tylnego fotela, ale jednak przez Jarosława Kaczyńskiego, nie jest wizją, którą chciałbym kiedykolwiek jeszcze zobaczyć wcieloną w rzeczywistość. Tak. Istotnie jestem z tych, którzy wciąż Prezesa, a raczej Jego dyktatorskich ambicji wciąż się boją. Boją się w odniesieniu do każdego aspektu Państwa. Dlatego też stanowczo i niezmiennie twierdziłem, że co by się nie działo, głos oddany w wyborach prezydenckich na obecnego Prezydenta jest – według mnie - jedynym i może nie najwspanialszym, ale na chwilę obecną najlepszym rozwiązaniem. Po tej kampanii wyborczej i debacie telewizyjnej z Andrzejem Dudą moje zdanie uległo zmianie.
Otóż na Komorowskiego głosować nie warto! Nie warto, chociażby dlatego by – mówiąc wprost i po ludzku – utrzeć mu trochę nosa! Ewidentnie po ostatnich zachowaniach Naszego Prezydenta widać, że do „Głowy Państwa” uderzyła woda sodowa! I to bardzo mocno. Nie myślałem, że będę tak o Prezydencie Komorowskim pisał, ale cóż, jak mus, to mus.
Nie będę pisał, jak Pan Redaktor Tomasz Lis, co Prezydent powinien zrobić teraz, by wygrać z Dudą. Wiem natomiast, co powinien zrobić, by z kandydatem PiS-u przegrać. Odpowiedź jest prosta i krótka: zupełnie nic! Dłuższa wersja brzmi: niech nadal robi to, co robi.
Co uważniejsi obserwatorzy życia politycznego wiedzą z pewnością o jakie zachowania mi tu idzie. Ale dla jasności wyjaśnię. Nie chodzi mi o „szoguny”, krzesła i „bule”. Tak zwane „bronki” mnie zupełnie nie interesują. Skupiam się jednak na tym, jak obecny Prezydent podchodzi do najbardziej demokratycznego aktu, jaki można spotkać w wolnym, demokratycznym państwie – wyborów.
Ja, jako wyborca czuję się zniesmaczony. Prezydent bowiem zachowuje się, jakby społeczeństwu robił wielką łaskę, że w kampanii startuje. Jakby miał pretensje, że wolność wyboru jest i że w ogóle Jego ewentualna ponowna wyborowi podlega. Nie pojawił się Prezydent w debacie z „szerokim gronem kandydatów”, a w debacie z Panem Dudą jawił się jako nazbyt pewny siebie, wręcz momentami arogancki. Jeśli ta debata miała przekonać elektorat niezdecydowany lub wpłynąć na „transfer” elektoratu, to podejrzewam, że wyszło to In plus kandydatowi PiS. Dlaczego? Spokój, który do tej pory był uznawany za największą zaletę obecnego Prezydenta ewoluował w „złą stronę”. Teraz jest to - moim zdaniem – nader przesadny i niezdrowy spokój odnośnie „zatrudnienia” na kolejne pięć lat.
Bronisław Komorowski zdaje się zapomniał o dwóch zasadach. W myśl pierwszej, ludzie widząc, ze komuś dzieje się ewidentnie za dobrze, szybko uczynią z takiego kogoś wroga numer jeden. Druga zasada: nie ma ludzi niezastąpionych.
Reasumując uważam, że wyborcy nawet przychylni Komorowskiemu nie zagłosują na Niego, by po prostu pokazać, że pewny Prezydent może być tylko jednego: jeśli dalej będzie tak postępował wygra Duda.



Komentarze
Pokaż komentarze