Felieton, jako forma luźnej wypowiedzi pisemnej powinien być reakcją na jakieś ciekawe, barwne bądź zabawne wydarzenie. Choć wydawać się może, że takich w Naszej, krajowej polityce nie brakuje, to w ostatnim czasie zdecydowanie jedno wybiło się przed szereg poziomem abstrakcji.
Rzecz o słowach Janusza Piechocińskiego, który powiedział był niedawno coś o koalicji PSL z PO i PiS-em, która miałaby być jedyną słuszną alternatywą po wyborach parlamentarnych. Trzeba powiedzieć, że jest to rzeczywiście ekwilibrystyka myślowa godna dostojnika z PSL. Wizja takiej „wielkiej koalicji” dla dobra ogółu rozbuchała moją fantazję odnośnie kilku wariantów kadrowych możliwych w przyszłym, tak zbudowanym rządzie.
Jako pierwszemu postanowiłem zagwarantować miejsce Stefanowi Niesiołowskiemu. Człowiek to przecież o kulturze tak wysokiej, jak jego polityczne kwalifikacje. Albo i nawet jeszcze wyższej, ale ponieważ człowiek to skromny i wyważony, to nikt głębszych szczegółów obu wspomnianych wyżej aspektów osobowości Niesiołowskiego nie zna.
Co zaoferować takiej osobie? Wahałem się długo. Rzecznik rządu, czy minister rolnictwa. Do jednego i drugiego nadaje się ów Pan tak samo. Co przemawia za kandydatura na rzecznika?
Ano właśnie to, jak ów ewentualny rzecznik przemawia i rozmawia. Wszyscy wiemy, że człowiek to w rozmowie koncyliacyjny, stonowany, nigdy nie daje się porwać emocjom, a jeśli nawet, to są to emocje szczere i – co może ważniejsze – niepohamowane. Bo też jak zahamować coś, co hamulców nie ma?
Na ministra rolnictwa Pan Niesiołowski kwalifikacje może i ma mniejsze, ale wieloletnie i poparte tytułem naukowym. Wszak od dzieciństwa obcował już ze szczawiem i mirabelkami, a jako – bodajże – profesor, zna się na owadach. Mówiąc krócej przyrodę i naturę zna od podszewki, by nie rzec, że od ściółki, runa i muchówki.
Po tak karkołomnej kandydaturze, cóż może zdarzyć się kadrowo więcej i ciekawiej? Przyznam, że chętnie dałbym stanowisko marszałka Sejmu Jarosławowi Kaczyńskiemu. Stanowisko zacne, jak i On sam – dumne, reprezentatywne i wysokie. No może z ostatnim w odniesieniu do Prezesa przeszarżowałem, ale dwa wcześniejsze – trafione. Ponadto Jarosław Kaczyński od dawna nie chce być najważniejszą osobą w państwie. Woli być eminencją mniej ważną, ale broń Boże – nie szarą. Dlatego wydaje mi się, że stanowisko marszałka było by dla Niego w sam raz. Bo skoro nie pierwsza, to druga osoba w państwie brzmi dobrze. A jeśli dodać do tego możliwość sterowania tą Pierwszą…
A co z ludowcami? O nich się nie martwię, bo na pewno w rodzinie znajdzie się ktoś na każde ze stanowisk.



Komentarze
Pokaż komentarze