Społeczne nastroje pokazują, że nadchodzące wybory parlamentarne, a ściślej rzecz ujmując wybór, na kogo oddać głos, może być dla dużej części elektoratu sporym dylematem.
Na przestrzeni ostatnich lat wybór na kogo głosować był raczej prosty i oczywisty. PiS, PO, SLD, tudzież PSL. Nie notowano wielkich przepływów elektoratu, linia politycznego sporu była określona jasno i wyraźnie, a takiego parlamentarnego układu sił nikt specjalnie nie próbował niszczyć, a przynajmniej nie niszczył skutecznie. Owszem był przecież Ruch Palikota, Solidarna Polska, Polska Razem i jakby przymiotników Ojczyźnie brakowało, to jeszcze należało zapewnić Ją, że to właśnie Ona – Polska - Jest Najważniejsza. Zgódźmy się, że propozycji może i było wiele, ale i tak pytanie stawiane w rozmowach prywatnych brzmiało najczęściej: głosujesz na Platformę, czy PiS?
Obie te partie, choć przez swój nieustanny bój stawały się coraz bardziej monotonne, to i tak potrafiły skupić uwagę wyborcy na sobie, odsuwając alternatywy. Wybór – podkreślmy – był prosty i oczywisty.
Idzie nowe
Zmiany na politycznej scenie (albo też zapowiedź dopiero nadchodzących większych zmian) mogły sygnalizować wybory do Parlamentu Europejskiego, gdzie klinem, przebojem i trendem, lub przede wszystkim trendem, między dwie główne Partie „wbił się” Janusz Korwin-Mikke, ze swoją partią. To pokazało, że duża część społeczeństwa nie patrzy bezmyślnie w szklaną szybkę telewizora, że coś zaczyna nie pasować. Że młodzi aktywnie szukają politycznej alternatywy. Takiej, w której odbiją swoje wyraziste poglądy nawet wtedy, gdy wyrażane są w formie skrajnych, demagogicznych haseł.
Prawdziwa zmiana jednak przypadła na wybory prezydenckie, gdzie fenomenalnie ze swoją charyzmą i brakiem powiązań z kastą polityczną oraz hasłami reformy ordynacji wyborczej, odnalazł się Pan Paweł Kukiz. Wtem stało się coś niezwykłego – uśpiona dotąd aktywność obywatelska, która była w stanie agonalnym według hasła „jeden głos nic nie zmieni, a już na pewno nie głos mój”, nagle ta aktywność, „widząc” słupek z 20% Kukiza powstała z kolan. Można w tym kraju coś zmienić! Nie jesteśmy skazani na tych, „co zawsze”! Możemy własną siłą doprowadzić do przewrotu! Możemy pokazać (głównej) klasie politycznej (PO, PiS) żółtą, a nawet czerwoną kartkę!
Na kanwie tej fali powstawały kolejne ruchy: przepoczwarzony kolejny raz partia JKM, partia Ryszarda Petru, czy Kukiz’15. Ba! Nie omieszkam wspomnieć o partii RAZEM, która, choć najmniej medialna z wymienionych „nowo-tworów”, to zdaje się być ciekawa.
Szybko okazało się niestety, że mamy – dosłownie – polityczną klęskę urodzaju. Tyle tego, że wszystko jakieś niewyraźne i miałkie. Skorzysta na tym PiS? Nie. PO? Nie. A kto?
Nuda, nuda, nuda
Obie główne partie, choć mają swoje twarde i zdecydowane elektoraty, na co wskazują sondaże, to odbierane społecznie są coraz gorzej. Ludzie dość mają, przezroczystej Pani Premier Kopacz, która tylko jeździ i nawołuje do debaty, choć wciąż iście „debatowej” charyzmy nie wykazuje. Mówi i próbuje przekonać, ale nie przekonuje. A straszenie PiS-em, w wykonaniu Pani Premier brzmi, jak czytanie etykiety z zawartością napoju gazowanego: beznamiętne i dla większości bezsensowne – ot przyjąć i zapomnieć.
Co do Pani Szydło, to też najlepiej nie jest. Kandydatka Prawa i Sprawiedliwości ewidentnie traci polityczną parę, tchniętą jeszcze w kampanii prezydenckiej. Dziwne, bo nie wydaje się, żeby ta para mogła ujść spod tak ciepłej „kufajki”, w jakiej ostatnio widujemy Panią Szydło - ale cóż. Parę traci, łapie się Solidarności, górników, odcumowuje wyspy itd. Najgorsze jest jednak to, że musi Ona w ostatnim czasie przebić się ze swoim przekazem przez wszystko to, co i z jaką pasją mówi sam Prezes Jarosław Kaczyński.
Schować „straszak”
Elektorat znudzony jest walką Ewy z Beatą. I choć słychać to w rozmowach, słupki sondażowe (jak zwykle) rzeczywistości nie odzwierciedlają. Nie widać w procentach zmęczenia społeczeństwa nudną i dość nijaką kampanią na frazesy i podróżowanie. Zaobserwować można natomiast coś innego: wynikami ostatniego badania opinii zainteresowało się Prawo i Sprawiedliwość. Platforma wciąż traci, PiS zyskuje. Pojawienie się Prezesa Kaczyńskiego przyniosło efekt: przyciągnął „najtwardszy” elektorat, którego PiS-light nie ujmował swoim przekazem. „Największa partia opozycyjna do tej pory” za wszelką cenę sondażową zwyżkę chce utrzymać, a dobrze wie, że po ostatnich wypowiedziach Antoniego Macierewicza, „straszenie PiS-em” znów może okazać się skuteczne i przynieść sporo pary w samej końcówce dla PO. Robi więc ruch stabilizujący: „Gowin do MON”.
Siła spokoju
Wyborczy dylemat, na kogo glosować (bo nie na leniwe PO i nie na straszny PIS) z uporem godnym lepszej sprawy rozwiązuje Zjednoczona Lewica. Nie dlatego, że się zjednoczyła kumulując poparcie, lecz dlatego, że ma w swoich szeregach Barbarę Nowacką. Pisałem już kiedyś o tym, że to właśnie Ona może być zachętą, kimś, kto przyciągnięcie do lewicy dużą część wyborców. Zaznaczałem również, że szkodzi Jej polityczna współpraca z Millerem. Na szczęście Miller wraz z Palikotem zasiedli (przynajmniej na razie) w tylnych rzędach pozwalając Barbarze Nowackiej przejąć stery.
Ta na konwencji wypadła świetnie: była skromna, nie wyolbrzymiła w żaden sposób swojej pozycji lidera, nie przemawiała do innych „z góry”. Wydawała się spokojna, rozważna i jeszcze nie zmanierowana. Urzekła prostotą i szczerością. Od czasu wspomnianej konwencji codziennie była w jakimś medium. Wszędzie można było odnieść takie same wrażenie: mądra, spokojna, chętna do dialogu, ważąca każde słowo i niezmanierowana politycznie.
„Zagłosuję na Lewicę, bo mają tę Nowacką – słyszę – Jest spokojna, dobrze się jej słucha no i nie jest ani Kaczyńskim, ani Tuskiem, ani Szydło, ani Kopacz”
Taka opinia o kandydatce na premiera i liderce Zjednoczonej Lewicy może rzeczywiście w tych wyborach dodać ZL kilka procenta. Na Nowacką ludzie głosować chcą, ponieważ mają wrażenie, że – mówiąc kolokwialnie – nie jest stąd; z tej klasy politycznej, której mamy dość i z tych twarzy, których nie lubimy. Ja sam uważam, że Barbara Nowacka jest najlepszą spośród trzech Pań kandydujących na stanowisko premiera, choć mam świadomość, że tego boju nie wygra. Nie zawsze jednak wygrać trzeba. Liderka ZL pokazała zmianę jakości debaty oraz zmianę sposobu i treści mówienia do wyborców. Pytanie nasuwa się samo: czy to już polityczna kreacja, czy jeszcze wciąż normalność - brak politycznego obycia?
Wszyscy udają ugrzecznionych, normalnych, otwartych, gotowych do rozmów… Doświadczenie uczy, że to tylko kampanijne pozy. No i proszę; jeszcze przed wyborami, a już mamy fałszerstwo wyborcze.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)