Jest problem
Uważam że rozpoczęty w 2016 roku cykl „Nie banderowska Ukraina”, wymaga kolejnego kroku. Oto bowiem różnorakie działania podejmowane przez nasze elity prowadzą do ślepych zaułków.
Dlatego potrzebujemy wspólnej pracy nad pytaniami, od których zależy wiarygodność polsko-ukraińskiego dobrosąsiedztwa.
Pierwsze powinno dotyczyć sposobu upamiętnienia ludzi, którzy potrafili przeciwstawić się zbrodni.
Drugie — sposobu, w jaki tradycja organizacji odpowiedzialnych za zbrodnie staje się na oczach Europy wzorem narodowego bohaterstwa.
Oba pytania mają dla mnie znaczenie praktyczne. Powracam w ten sposób do programu Brama Kresów, zainicjowanego przed kilkunastu laty. Jego celem było przywracanie dziedzictwa Kresów do żywej pamięci polskich rodzin poprzez turystykę edukacyjną, spotkanie ze świadectwami i pedagogikę pytań.
Program „Brama Kresów — pamięć, wolność, solidarność” potrzebuje porozumienia ludzi gotowych przyjąć odpowiedzialność za prawdę przekazywaną następnym pokoleniom. Takiego porozumienia nie zapewni samo uzgodnienie tras zwiedzania, partnerstw muzealnych czy kalendarza uroczystości.
Trzeba zapytać, jakie postawy zamierzamy przedstawiać jako godne naśladowania i czy stosujemy wobec nich uczciwą miarę.
Ukraińcy mocny sumień
Pierwszym sprawdzianem jest pamięć Ukraińców mocnych sumień — ludzi, którzy chronili polskich sąsiadów przed mordami OUN-UPA. W ich decyzjach ujawnia się szczególna siła moralnej samodzielności. Potrafili uznać zobowiązanie wobec zagrożonego człowieka za ważniejsze od żądań organizacji występującej w imieniu narodu. Podejmowali ryzyko, którego ciężaru nie wolno pomniejszać okrągłymi, wypowiadanymi okazjonalnie deklaracjami.
Ich postawa stawia pytanie także nam: co uczyniliśmy z otrzymanym świadectwem?
Kto w Polsce i na Ukrainie upominał się o ich imiona? Kto zbierał relacje, szukał potomków, opracowywał materiały dla nauczycieli i rodziców? Kto zapewniał trwałą opiekę nad upamiętnieniami? A gdzie publiczne uznanie kończyło się wraz z uroczystością, pozostawiając bez wsparcia ludzi próbujących prowadzić dalszą pracę?
W tym miejscu potrzebna jest uczciwość również wobec dotychczasowych inicjatorów. Nie wolno przekreślać wykonanej pracy ani uznawać każdego skromnego rezultatu za dowód pozoru. Brak pieniędzy, słabość organizacyjna, zagubiona dokumentacja i świadome uchylanie się od odpowiedzialności to różne sytuacje. Trzeba je rozpoznać.
O powadze tego uznania świadczy jednak jego dalszy ciąg: obecność w edukacji, dostępność świadectw, gotowość nazywania sprawców zagrożenia oraz odpowiedzialność za podjęte zobowiązania.
Taki sens przypisywałem Alei Róż Solidarności — projektowi upamiętniania Ukraińców mocnych sumień poprzez współpracę nadgranicznych gmin. Rozmowy rozpoczęte w 2008 roku, tablica odsłonięta w Horodle w 2010 roku i późniejsza propozycja partnerstwa dwudziestu dwóch gmin miały prowadzić do trwałego zakorzenienia wdzięczności.
Dzisiaj również tę inicjatywę warto poddać rzeczowemu rozpoznaniu: co się powiodło, co zatrzymano, czego zabrakło i jakie zobowiązania możemy odnowić.
Sponsorzy rebanderyzacji
Drugie pytanie dotyczy procesu, który określam mianem rebanderyzacji: upowszechniania afirmatywnego obrazu Bandery i tradycji OUN-UPA przy odsuwaniu odpowiedzialności za zbrodnie poza główną opowieść o bohaterstwie.
Trzeba nam zapytać o społeczne i instytucjonalne źródła tego procesu. W jakim stopniu wyrasta on z przekazu rodzinnego i lokalnej pamięci walki z władzą sowiecką? W jakim jest następstwem działalności organizacji, instytucji edukacyjnych, mediów, środowisk emigracyjnych i władz publicznych? Jaką rolę odgrywają finansowanie, patronaty i interesy polityczne? I rządowe polityki historyczne, prowadzone nie tylko na Ukrainie.
Szczególnie ważne wydaje mi się pytanie, czy i w jaki sposób polityki te wspierały ośrodki zainteresowane kształtowaniem napięcia ukraińsko-rosyjskiego. Samo wskazanie takiej możliwości nie jest jeszcze ustaleniem, że istniał wspólny plan ani że poszczególni uczestnicy działali z tych samych powodów. Odpowiedź wymaga dokumentów, nazwanych decyzji i rozpoznania rzeczywistych powiązań.
Również przeciwstawienie procesu „organicznego” procesowi „implementowanemu” może okazać się zbyt proste. Lokalne przywiązanie do symbolu może zostać wzmocnione przez instytucje, a instytucjonalna kampania może z czasem zakorzenić się w rodzinnej pamięci. Trzeba poznać te zależności, aby rozumieć odpowiedzialność za ich skutki.
Należy przy tym odróżnić wspieranie suwerenności Ukrainy od wspierania określonej polityki historycznej. Podobnie używanie symbolu nie dowodzi jeszcze znajomości i aprobaty całej ideologii, z którą symbol był związany. Właśnie dlatego potrzebne są pytania o treść przekazu: czego uczono, co pomijano, jakie świadectwa udostępniano i jak odpowiadano na krytykę.
Pozostaje jednak zasadniczy problem moralny. Walka o niepodległość nie unieważnia odpowiedzialności za mordowanie bezbronnych ludzi. Antysowiecki lub antykomunistyczny charakter działalności nie może automatycznie nadawać wszystkim jej uczestnikom statusu wzorów wychowawczych. Ta miara powinna obowiązywać niezależnie od narodowości sprawców i ofiar.
Szczególnie w narodzie Papieża wzywającego do integracji dwóch płuc Europy.
Cześć i chwała bohaterom
Oba pytania spotykają się w postaci ukraińskiego sąsiada, który odmówił udziału w zbrodni albo ostrzegł zagrożoną polską rodzinę. Jak przedstawić sens jego odwagi, jeżeli przemilcza się, komu się przeciwstawił? Jak uczynić go wzorem dla młodych ludzi, jeżeli nie wyjaśnia się konfliktu między nakazem organizacji a głosem sumienia?
Pamięć ratujących jest zatem testem prawdy. Sprawdza, czy potrafimy uznać pierwszeństwo osoby przed ideologicznym żądaniem posłuszeństwa. Sprawdza również, czy nasze deklaracje pojednania wytrzymują spotkanie z konkretnym świadectwem.
Warto jest zatem uporządkować oba zagadnienia w osobnych programach badań. Powinny one ustabilizować język, określić wymagania wobec dowodów oraz umożliwić porównywanie ustaleń. Narzędzia cyfrowe mogą pomóc odnajdywać rozproszone materiały i ludzi zainteresowanych współpracą. O wiarygodności pracy zadecydują jednak krytyka źródeł, jawność przesłanek i gotowość poprawienia własnego sądu.
Warto otworzyć pracę badawczą, nauczycieli, muzealników, samorządowców, społecznych opiekunów pamięci oraz rodziny przechowujących świadectwa. Potrzebne są głosy z Polski i Ukrainy, także te, które zakwestionują nasze hipotezy, przedstawiając sprawdzalne argumenty.
Brama Kresów może stać się miejscem takiego spotkania. Jej fundamentem powinno być przekonanie, że wolność narodu wymaga ludzi zdolnych do samodzielnego osądu moralnego, a dobrosąsiedztwo wymaga prawdy o doznanej krzywdzie i otrzymanym dobru.
Czy potrafimy wspólnie uczynić Ukraińców mocnych sumień wzorem odwagi — i przyjąć konsekwencje tego wyboru dla naszej edukacji, upamiętnień i publicznych zobowiązań ?


Komentarze
Pokaż komentarze