Obłok Obłok
298
BLOG

Mission Impossible Sienkiewicza

Obłok Obłok Polityka Obserwuj notkę 0
    Oczyma wyobraźni widzę początki naszego bohatera. Był próg lat 90-tych, gdy młody agent Sienkiewicz przedzierał się ku wielkiej karierze. Ciemne okulary i opuszczone na nos rondo kapelusza zaciemniały mu pole widzenia, uniesiony na uszy kołnierz prochowca zagłuszał  płynące z otoczenia dźwięki, ale nasz agent,  z  bystrością  Podbipięty,  ogniem i mieczem  swego  intelektu  siał  postrach wśród  wrogów rdzennych i obcych, którzy pierzchali z lękiem, gdy tylko - filmowym wzorem Toma Cruise - odsłaniał rąbek swego oblicza.
 
     Dzisiaj, po  latach wiernej służby otrzymał wreszcie zasłużoną buławę i jako hetman służb różnych chroni nasze państwo przed czymś tam - co mu się przypadkiem uda.
     Prócz tego  powstrzymuje potop  zła na drogach krajowych  i  autostradach.  Zalewa sądy lawiną wniosków o odebranie prawa jazdy pędzącym kierowcom - oczywiście tylko tym, którzy pokornie dadzą się złapać. Już jako Szef, a nie szaraczek szarej gwardii  RP, wynalazł najprawdziwszego kandydata na najprawdziwszego terrorystę, więc pielęgnował to cudo, aby dojrzało do pełni rozkwitu zbrodniczych zamiarów i w takim stanie zostało wsadzone do paki. 
      Chwalebne dokonania uczyniły go Niezastąpionym przy boku Władcy. Jako  Agent Najwyższego Przywileju do Specjalnych Poruczeń realizował osobiście bohaterskie misje w VIP-roomach  stołecznych knajp, nieczuły na gąszcz oplatających je mikrofonów i tabuny agentów - własnych i wiernych, własnych i zbuntowanych, obcych zza Buga i obcych z kosmosu. Pogaduchy przy kielichu stały się szczególnym, osobistym orężem naprawy Rzeczpospolitej, którym nasz bohaterach posługiwał się ze zręcznością pijanego dziecka we mgle. Przyszłaby kryska na matyska, gdyby nie nowa maniera premiera, że błędy ma naprawiać ten, które robiąc je udowodnił, że się do tego nie nadaje.
 
     Nasz bohater wczoraj ocknął się z letargu - bo jak powiedział MY ,to znaczy premier i on, nie mogą pozwolić na to, aby kto inny rozjaśnił to, co ma zostać w półmroku. Teraz - niczym pan Wołodyjowski na kamienieckim szańcu - minister Sienkiewicz jest ostatnim obrońcą Rzeczpospolitej. Innych pan premier już nie ma w zanadrzu. Moja kariera polityczna jest skończona - oznajmił ze straceńczą determinacją nasz 2w1 (jawny minister i tajny agent w jednej osobie) -  ale jeszcze sobie pohasam i poryję tu i ówdzie, by utworzyć taki obraz rzeczy, jaki ma zobaczyć publiczność, a nakreślił mi go Władca.
     Wszystko się pewnie zakończy tak, jak cała Trylogia  - jednym wielkim buuum, eksplozją  kładącą kres rządowej paradzie pozorów - choć odmiennym epilogiem. U Sienkiewicza pradziada wszystko zwieńczyła msza ku czci poległych rycerzy.  
Z prawnukiem będzie inaczej - wszak końcowe buuum nie pozbawi życia naszych wspólczesnych bohaterów, tylko wymiecie im spod tyłków rządowe fotele.
 
     Sienkiewiczowi pozostanie  do końca życia wykonywanie swej pasji - mission impossible - choć w odmiennej nieco rzeczywistości i przy innym znaczeniu pojęcia. 
     Mission impossible oznacza bowiem "zadanie ponad siły, niemożliwe do wykonania" - była to dotychczasowa, zamykana właśnie, pierwsza część  perypetii życiowych naszego bohatera.  Drugim znaczeniem jest "nieznośne, dokuczliwe" - i to będzie druga odsłona losów naszego super-agenta.
     Koniec kariery politycznej wiąże sie często z objęciem posady w korpusie konsularnym. Łatwo sobie wyobrazić Bartłomieja Sienkiewicza w roli attache od służb tajnych na placówce za oceanem.  Chłopina będzie zarabiał na emeryturę odbierając wytyczne od różnych CIA,FBI czy innych NSA, a po robocie bedzie spotykał się w knajpach z podobnymi sobie niedacznikami na synekurach. Będzie wtedy, tak jak z niedawno z Belką, gadał przy łyskaczu o sprawach sobie nieznanych - z jedną tylko odmianą. Co chwilę będzie nerwowo, ukradkiem zerkał na detektory podsłuchów, w które wyposaży się obficie.  Epilog.  Mission impossible II.
Obłok
O mnie Obłok

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka