Obłok Obłok
434
BLOG

Upiory "Golgoty" - koniec

Obłok Obłok Kultura Obserwuj notkę 20

      "Gogota Picnic" jest spektaklem teatru otwartego (performace) - dość niszowego prądu sztuki scenicznej. Ten kierunek zaczął sie kształtować jakieś 50 lat temu, przy niemałym współudziale polskich twórców (Grotowski). Zasadniczą cechą jest programowe odrzucenie klasycznych zasad - w tworzywie tekstowym i języku inscenizacji. Odbiór spektakli zależy od znajomości kodów artystycznych, właściwych dla tej formuły. Nie ma sensu dyskusja teatrologiczna z nieprzygotowanym widzem - można cośkolwiek objaśniać, oczywiście, jeśli objaśniany chce coś zrozumieć z przed-stawienia. Protestujący przeciw spektaklowi Garcii nie chcą niczego zrozumieć - bo wszystko wiedzieli lepiej - na 3 tygodnie przed polska premierą. Przeciwnicy spektaklu są wytresowani w wygłaszaniu paru mantr - z zatyczkami w uszach i klapkami na oczach. Wkurzają mnie prostacką negacją i świechtaniem wartości religijnych, z których uczynili sobie oręż ordynarnej propagandy, posuwając się ku bluźnierstwu (instrumentalizacją wiary) dalej niż twórca spektaklu.

I
      Scenariusz spektaklu ma charakter impresyjny i operuje sztafażem poetyckim. Skojarzenia są rozległe i nie podlegają ściśle logice. Jest to immanentna cecha pisania i odczytywania warstw tekstowych w tym nurcie. Teatr otwarty niczego nie naucza i do niczego nie przekonuje - z zasady twórczej.
      Z otaczającej  twórcę  rzeczywistości  są pobierane  skróty myślowe, symbole, znaki i rzeczy. Twórca tworzy do nich własne, wolne skojarzenia, które wyraża językiem scenicznym. Podstawowe elementy wyrazu to język ciała aktorów, układy pantomimiczne, plastyka obrazów scenicznych, symbolika elementów scenografii, ilustracja muzyczna i frazy tekstowe. W ostatnich latach wplątane są projekcje wideo. Warstwa zanaczeniowa jest wyrażana językami zaczerpniętymi z szerokiego obszaru sztuki - komiksu, obrazu reklamowego, grafiki użytkowej, wszelkiego autoramentu formalnych eksperymentów twórczych. Twórca nie adresuje do odbiorcy jednoznacznego przekazu, dzieli się jedynie własnymi skojarzeniami. Odbiorca może podjąc tę grę w warstwie własnych skojarzeń z materią spektalu. Nie ma mowy o dyskusji, racjach, wskazówkach czy pojęciowej konkretyzacji przesłania spektaklu. Spektakl jest pretekstem do uruchomienia w widzu jego wrażliwości na znaki i sygnały, a w konsekwencji pobudzenie w nim kreacji - ciągu własnych skojarzeń, dowolnie wyprowadzonych z uczestnictwa w spektaklu.
     Widz w teatrze otwartym jest  współuczestnikiem (współtwórcą) spektaklu, gdyż uzupełnia ciągi skojarzeń w sobie - wlasnym katalogiem znaczeń i reakcji. Nie jest biernym świadkiem i sędzią dyskursu scenicznego, ukształtowanego dramaturgicznie ku jednoznacznemu przekazowi. Mowa ciała aktorów nie jest ilustracją dla słów, tak aby tuman z trzeciego rzędu łatwiej zrozumiał o co chodzi w słowach. Tu aktorzy swym ciałem mają wywołać skojarzenia do pojęć - stąd częsta nagość, lub fragmentaryczny element kostiumowy - symbol znaczeniowy, a nie kostium uzupełniający koloryt posta-ci i żeby jakiejś pańci się podobało, "jak ta Gwiaździcha była ładnie ubrana". 
II
    Niejeden raz słyszałem,jak duszpasterz pytał dramatycznie z ambony - kim jest dla ciebie Jezus w twoim życiu, czy towarzyszy ci przy stole i rozmowie z bliskimi, czy dostrzegasz Jego obecność w swojej codzienności, jak jest z Nim czy bez NIego?
    W scenariuszu przedstawienia Rodrigo Garcia mierzy się z tymi pytaniami dwukrotnie. Raz, gdy prowadzi skojarzenia z Męką Pańską, dotykając  jej skończoności czy może wiecznego trwania. Nie są to rozważania teologiczne czy filozoficzne, raczej tylko sygnał ku problemowi Odkupienia - czy nasze grzechy, dzisiaj i tutaj, sprawiają cierpienie Synowi Bożemu, czy też sprawa dopełniła się 2 tysiąclecia temu na krzyżu, tamtym cierpieniem. 
    Wokół  tego Garcia doświadcza szeregu wątpliwości, we własnej duszy i w obrazie świata - widząc i pokazując  ludzi rozminiętych z Bogiem ze zwykłego niedbalstwa, zapomnienia, wreszcie wsiąknięciem w cywilizację konsumpcji. On sam, człowiek imieniem Rodrigo, przekazuje nam sygnały o stanie swego ducha, wątpliwościach, rozterkach i wyborach. Wszystko to dzieje się w kategoriach relacji z różnych stanów psychicznych i meandrów myślowych - jest amorficznym ciągiem pytań, nigdy bluźnierstwem. Garcia prowokuje pytania, czy Jezus wyśmiewa tych, którzy Jego wyśmiewają, czy porzuca tych, którzy porzucili Jego... Garcia pyta o rodzaj obecności Jezusa wśród ludzi i znajduje w sobie i otaczającym go świecie gorzkie odpowiedzi. Wrażliwy widz, chrześcijanin, musi się zmierzyć z tymi pytaniami i próbami odpowiedzi - bo  są  to pytania o nas i naszych bliźnich, którzy dostąpili pierwszych sakramentów, a dziś chlebem powszednim z modlitwy stała się dla nich pusta bułka od hamburgerów, odrzucona - jak hostia.
    Drugi wątek pytań  jest już bardziej hermetyczny i dotyczy procesów twórczych artystów tworzących dzieła o tematyce sakralnej. Są to ciagi skojarzeń wokół stosunku artysty do Jezusa i Jezusa do artysty w akcie tworzenia dzieła, a później jak te relacje wyzierają z dzieł skończonych. To trudny ciąg sygnałów wrażliwości artystycznej wobec sztuki poświęconej Bogu. Jedno jest pewne - mamy sporo dzieł o problemie zaprzeda-nia duszy diabłu dla osiągnięcia sukcesu w sztuce, Garcia porusza się w sferze obecnoś-ci Boga nie tylko w procesie twórczym, ale w samym materialnym dziele sztuki. Skojarzenia pchają widzów ku dewocjonaliom i coraz bardziej  równorzędnym im gadżetom cywilizacji. W kontrapunkcie mamy pysznie napisany (dla koneserów) wątek rubensowskiego pudla. Gdzież tu jednak urąganie ludzkiej wierze?
III
   Nie dane mi było obejrzeć przedstawienia,  choć  byłem  tego  bliski  w  czasie jednej z podróży - musiałbym specjalnie przejechać po to prawie  pół Francji.  Wygodnictwo zwyciężyło, bo ciekawość nie była ogromnie wielka. Garcia jest klasykiem teatru otwartego. Nurtowi temu kibicuję od powstania, był dla mnie nowatorski dziesiątki lat temu, coś tam nawet sam podłubałem w nim na scenie - dziś z utęsknięniem czekam na nowe eksperymenty w estetyce teatru i wyrzekam, że nihil novi sub sole.
     Wątek osobisty wprowadzam z dwu powodów. Pierwszy to zastrzeżenie rzetelności. Analizę wątków rzekomo bluźnierczych czy obraźliwych dla religijności przeprowadzi-łem głównie w oparciu o tekst scenariusza i fragmenty wideo, poważyłem się jednak na to, bo znam inne spektakle Garcii, więc stosunkowo łatwo i ten mogę uzupełnić wyobraźnią - a nikt inny na tym portalu nie podjął się zwykłej, rzetalnej analizy przedmiotu sporu prawie ogólnonarodowego.
    Odczuwam  też dyskomfort, bo w zasadzie nie wiem, kogo chcę przekonać do przemyśleń nad materią teatralną i esencją religijną "Golgoty". Ze spotkań z nowymi widzami teatru otwartego wiem, że ogromną rolę w percepcji tych spektakli odgrywa uprzedzenie. W zetknięciu z nową formułą teatru pierwszą reakcją jest dezorientacja, jeżeli zatem ktoś coś wcześniej posłyszał na temat spektaklu, to z reguły ta informacja zarządza  odbiorem  przedstawienia. Gdy ma być bluźnierstwo, bo tak powiedzieli, to w  najsubtelniejszej  impresji aktu wiary nie wyrobiony widz będzie się jego doszukiwał - i na siłę  znajdzie !
IV
   Czas przejść do naszej, polskiej awantury wokół przedstawienia "Golgota Picnic". Zachodziłem w głowę, czemuż to jakieś nieoznaczone środowisko katolickie wszczęło ten wielki protest - przy braku wyraźnego stanowiska episkopatu? Wreszcie przypom-niałem sobie, że po francuskiej premierze spektaklu wielki szum przeciw niemu pod-nieśli lefebryści. Sprawdziłem pamięć. Zazębiło się, tyle, że dziwnie. Nie spodziewałem się, że to bractwo znalazło w polskim klerze zwolenników, którzy podjęli się organizacji protestów - bo to otwarci wrogowie Jana Pawła II, kwestionujący nawet ostatnio jego kanonizację.
   
    Teraz to już mi żal tych, którzy posłuchali podpowiedzi i zaczeli głosić coś, o czym nie mają pojęcia. 
Obłok
O mnie Obłok

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Kultura