Ukraina jest rozpadającym się państwem rządzonym przy pomocy terroru. Jest nim objęte całe terytorium, może za wyjątkiem obszarów opanowanych przez tzw, separatystów.
Terror ten polega na zastraszaniu i stosowaniu przemocy wobec agend państwa i administracji lokalnej przez paramilitarne organizacje związane z ruchami politycznymi i oligarchią gospodarczą.
Początek dała tzw. samoobrona majdanu (nie mylić z ruchem Majdanu Wolności), organizująca ataki na siedziby władz miejskich i państwowych - początkowo w samym Kijowie, a potem w kolejnych punktach Ukrainy. Pierwszym efektem było wygnanie Janukowycza, następnie terroryści przejęli wpływ na formowanie nowych władz państwai objęli kontrolą administrację lokalną w zachodnich i centralnych regionach Ukrainy.
Ustanowienie nowych władz nie przerwało rzecz jasna terroru - przeciwnie, doprowadziło do jego instytucjonalizacji. Znaczna część organizacji paramilitarnych, z tzw. prawym sektorem na czele, uzyskała status państwowy w postaci tzw Gwardii Narodowej, luźno zarządzanej przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Pokrótce Gwardia zdominowała aparat Ministerstwa i doprowadziła do zmian w jego kierownictwie.
Wobec słabości ekonomicznej państwa doszło do porozumienia na płaszczyźnie polityczno-finasowej między siłami paramilitarnymi i ich zapleczem politycznym, a oligarchami, którzy wzięli na siebie finansowanie ruchu terrorystycznego.
Sektor terrorystyczno-oligarchiczny objął - przy obojętności lub akceptacji rządu i prezydenta - kontrolę na większością terytorium Ukrainy, z wyjatkiem obszarów opanowanych przez tzw. separatystów, czyli ruch społeczności lokalnych na wschodzie Ukrainy, które utworzyły wlasne ośrodki władzy.
Konstytucyjne (?) władze państwowe Ukrainy pozostaja pod kontrolą i presją sektora terrorystyczno-oligarchicznego, wydają się być jego zakładnikami w walce o objęcie swoimi wpływami dotąd nie opanowanych obszarów Ukrainy.
Sojusz terrorystów, oligarchów i rządu w walce o objęcie kontroli nad resztą terytorium Ukrainy zaowocował wspólną akcją, noszącą - o ironio - nazwę "operacji antyterrorystycznej"(ATO).
Sama ATO nie ma zresztą centralnego dowodzenia - podlegające rządowi siły wojskowe i terrorystyczno-oligarchiczna gwardia narodowa działają niezależnie, porozumiewając sie sporadycznie w działaniach lokalnych. Prezydent Ukrainy może sobie ogłaszać rozejm na terenie katastrofy lotu MH 17, wojsko posłucha, separatyści mogą się przyłączyć - co wcale nie znaczy, że uszanuje to gwardia narodowa. Właśnie w czasie rozejmu gwardia narodowa zaatakowała i opanowała Torez - leżący w strefie pokojowej.
To, że na wschodniej Ukrainie działają po stronie kijowskiej dwie niezależne siły .komplikuje rozczytanie sytuacji i konkretne przypisanie odpowiedzialności za rozmaite wydarzenia - ofiary śmiertelne wśród ludności cywilnej, czy nawet zestrzelenie malezyjskiego samolotu. To ostatnie mogło być atakiem terrorystycznym - ale przyjęcie tej tezy wcale nie oznacza odpowiedzi na pytanie - czyim?
W przekazie propagandowym słyszymy o wojnie Rosji z Ukrainą, gdy tymczasem mamy do czynienia z wojną domową, w której działania militarne prowadzą co najmniej 3 siły (gwardia narodowa, armia rządowa, separatyści).
Z terytorium Rosji płynie wsparcie dla separatystów. Ma charakter obywatelski (oddziały ochotnicze) i zapewne instytucjonalny (jakieś wsparcie rządu rosyjskiego). Oficjalne stanowisko wielu znaczących państw świata zawiera potępienie Rosji, że ta NIE ZAPOBIEGA i NIE PRZECIWDZIAŁA ruchowi separatystycznemu.
Formowane w Rosji oddziały ochotnicze zapewne mają wsparcie państwa - przynajmniej w umożliwieniu zaopatrzenia w rynsztunek bojowy. Jednak takie zaangażowanie nie jest symetryczne z zaangażowaniem rządu ukraińskiegi, dlatego rzetelnie nie można mówić o wojnie rosyjsko-ukraińskiej.
Separatyści ogłosili autonomię swojego regionu wobec działań ukraińskiego sektora terrorystyczo - oligarchicznego i przed nim się bronią. Rozwiązanie - czyli zakres autonomii i federacyjna struktura Ukrainy to kwestia rokowań i porozumień, a nie wojny domowej. Niestety - wszelkie tego typu próby napotykają na zdecydowany sprzeciw ze strony zaplecza politycznego sił terrorystyczno-oligarcznych, wsparty terrorem wewnętrznym skierowanym przeciwko ludziom dążącym w Kijowie do kompromisu.
Separatyści chcą jednego - konstytucyjnych gwarancji, że przybysze z zachodu Ukrainy nie sterroryzują ich domostw i wspólnot obcym porządkiem ideologicznym, wprowadzanym przez przykładanie do piersi luf kałachów.
Obawy, że tak może się stać nie są wcale płonne, bo przecież to się dzieje na Ukrainie, wszędzie i każdego dnia. Ostatnio miały miejsce przypadki ostrzelania siedzib "nieposłusznych" władz lokalnych na zachodzie Ukrainy - wiadomości szybko spadły z czołówek naszych mediów, gdy okazało się, że sprawcami są ludzie związani z prawym sektorem, a nie - jak chciano - rosyjscy czy donieccy agenci.
Kiedy mówimy o deptaniu wolności, powinniśmy widzieć przede wszystkim człowieka, który wolności chce i jest jej pozbawiany. Każdy człowiek chce wolności wyboru otaczającego go porządku.
Różne moskwy,waszyngtony, merkle, putiny i obamy ( i wcielający się w nich komentatorzy zdarzeń) nie patrzą na człowieka i jego zwykłe, codzienne aspiracje , wśród których podstawową jest obrona porządku własnego domostwa i otoczenia przed agresywną ingerencją obcych.
Donieck i jego mieszkańcy mają przyjąć dyktat terroru z zachodu Ukrainy, albo zginąć. Amen.



Komentarze
Pokaż komentarze (21)