Aby zrozumieć - na własnej historii - powiązania militarne ruchów separatystycznych na Ukrainie z państwen rosyjskim, warto przywołać III Powstanie Śląskie. Nie będzie tu pełnej analogii, bo to inne czasy i inna sytuacja polityczna - ale co do niektórych procesów podobieństwa są pouczające.
Dwa pierwsze polskie powstania na Górnym Śląsku były ruchami samorzutnymi, skierowanymi przeciw administracji niemieckiej. Motywacje powstańców były konglomeratem różnych tendencji - separatystycznych (autonomia), rewolucyjnych i propolskich. Rodząca się II Rzeczpospolita była w tym czasie zaangażowana w wojnę o byt z bolszewikami, więc materialne poparcie Polski dla pierwszych powstań na Śląsku było znikome.
Pewnym sukcesem pierwszych powstań było utworzenie obszaru plebiscytowego, czyli poddanie terenów Górnego Śląska administracji wojskowej państw Ententy - a więc uznano, że nie posiadają one ustalonego statusu państwowego.
W zarządzonym plebiscycie Ententa dążyła do ustalenia sytuacji dwubiegunowej - podział na tereny przynależne Polsce lub Niemcom (chociaż całkiem znaczące były tendencje autonomiczne, oparte na prozumieniach Ślązaków niemiecko- i polskojęzycznych).
Reasumując - w latach 1919/20 społeczność międzynarodowa uznała prawa mniejszości polskojęzycznej Górnego Śląska do samostanowienia. Wystarczył ku temu ruch powstańczy skierowany przeciw legalnej przecież administracji niemieckiej.
Tego roku na Ukrainie doszło do sporych zmian w kształcie państwa, które znalazło się w kryzysie władzy, a mimo tego podjęło się realizacji całkiem nowych strategii w polityce wewnętrznej oraz sojuszach gospodarczych i militarnych.
W obliczu tych zmian ludność wschodnich regionów Ukrainy wypowiedziała posłuszeństwo administracji państwowej, tworząc ruch separatystyczny i ustanawiając własną administrację lokalną. Władze państwowe Ukrainy zareagowały podobnie jak Niemcy wobec I Powstania Śląskiego - bez żadnych prób porozumienia, czy politycznego stabilizowania sytucji, podjęły akcję militarną. Pierwsze powstanie na Śląsku zostało stłumione, to ukraińskie walczy nadal.
Podobieństwo nie jest pełne. Na Śląsku powstańcy zerkali na Polskę, która dopiero się restytuowała i toczyła wojnę wschodnią, na Ukrainie separatyści patrzą z nadzieją w kierunku Rosji, która ma się nieźle i stanowi znaczącą siłę.
Ówczesne Niemcy, podobnie jak dziś Ukraina, znajdowały się w kryzysie, jednak nie miały gdzie zabiegać o wsparcie międzynarodowe - inaczej niż dzisiejszy Kijów, który działa z obcej inspiracji i liczy na międzynarodowe wsparcie.
Oficjalne stanowisko Polski nie było jednoznaczne , podobnie jak stanowisko dzisiejszej Rosji nie jest jasno wyartykułowane. W każdym razie po dwu powstaniach doszło w marcu 1920 r. na Górnym Śląsku do plebiscytu, zakończonego dla żywiołu polskiego wynikiem niekorzystnym.
Wynik ten spotkał się z rychłą reakcją - III Powstaniem Śląskim. W odróżnieniu od poprzednich była to znakomicie przygotowana akcja militarna - przeprowadzona tym razem przy niemałym zaangażowaniu Polski. Mimo, że ówczesny premier (Witos) był przeciwny działaniom wojskowym, a Piłsudski (wtedy jeszcze Naczelnik Państwa) zirytowany partyjniactem usunąłsię na drugi plan, to jednak Wojsko Polskie zapewniło powstańcom pomoc w wyposażeniu w prowiant i uzbrojenie, wspomogło ich kadrą dowódczą, a także bezpośrednim wsprciem żołnierskim. Zacytuję za Wiki:
"Naczelnym dowódcą został podpułkownik kawalerii Wojska Polskiego Maciej hrabia Mielżyński, a następnie od 6 czerwca ppłk Kazimierz Zenkteller. Wielu wyższych oficerów sił powstańczych miało stopnie oficerskie w Wojsku Polskim. Większość oficerów pochodziła spoza Górnego Śląska, głównie z Poznańskiego, Galicji i Zagłębia Dąbrowskiego.[9] W powstaniu po stronie polskiej brało udział pomiędzy 30 a 40 tysięcy miejscowych Górnoślązaków, w tym część kadry dowódczej, około 700 oficerów, 1300 podoficerów i 7000 szeregowych żołnierzy Wojska Polskiego, a także kilka tysięcy ochotników z głębi Polski, głównie z dużych miast – Poznania, Bydgoszczy, Warszawy, Łodzi, Częstochowy, Sosnowca, Krakowa i Lwowa[10].
W przeddzień powstania ppłk Mielżyński przesłał gen. Sikorskiemu meldunek, w którym określił liczebność podległych mu sił na 40 470 ludzi"
Mimo że obszar działań powstańczych był kontrolowany przez przedstawicieli Ententy i bezpośredni. wojskowy udział Polski w powstaniu był oczywisty, to jakoś nikt nie trąbił o wojnie polsko-niemieckiej, czy agresywnych, zaborczych działaniach Piłsudskiego.
Angażując się w III Powstanie Polska miała dwa cele polityczne. Jeden to powiększenie swego terytorium o ważny okręg przemysłowy, drugi to neutralizacja separatystycznych tendencji wśród powstańców (i na Śląsku). Nie wolno przy tym zapominać o tym, co przyciągnęło do powstania ochotników z całego kraju - był to zwykły patriotyzm i poczucie więzi narodowej. Każdy naród ma prawo do takiej daniny krwi wobec swoich pobratymców, znajdujących się za granicą i w opresji.
Jasnych dziś - z pespektywy historycznej - ówczesnych celów Polski nie da się prównać bezpośrednio z dzisiejszymi celami Rosji wobec wschodu Ukrainy. Przez minione stulecie świat zmienił się zasadniczo - dzisiaj rzeczywistośc medialna może zatrzeć lub wykrzywić każdy, najprawdziwszy obraz rzeczywistości realnej. Coraz częsciej ludzie kształtują swój obraz świata w oparciu o wiarę w źródło informacji, a także stają się ofiarami zmasowanych ataków propagandowych, atakujących wyszukanymi środkami sferę emocjonalną i odwołujących się często do niskich odruchów. Myślenie podrożało, za to nienawiśc i obelgi są w obrocie powszechnym.
Pełnia faktów i rzetelne analizy sytuacji są niedostępne w zwykłym obiegu informacji, można jednak spróbować jakiś przymiarek do ujęcia sedna rzeczywistości.
Jak sądzę, Rosji nie idzie o uprzemysłowiony kawałek Ukrainy. Zasadnicze, jątrzące jądro jej problemów trerytorialnych zostało załatwione bez jednego wystrzału, przez przysłowiowe zielone ludziki, czyli przebranych w lądowe, anonimowe mundury podoficerów floty czarnomorskiej z Sewastopola. I nie chodziło o cały Krym, tylko o status bazy wojskowej kontrolującej Morze Czarne. Ten status był dla Rosji idiotyczny - umowa o wieloletnie użytkowanie! Wiecznie pijany Jelcyn mógł patrzeć tylko za wódą, a nie na strategiczne interesy Rosji, ale tymczasowy status rosyjski Sewastopola był dla jego następcy nie do przyjęcia - baza była zależna od zakrętów politycznych Ukrainy. Gdy Kijów obrał kurs konfrontacji z Rosją, to Moskwa przeprowadziła przepiękny polityczny blitzkrieg - Sewastopol i otaczający go okręg wojskowy został administracyjną częścią Rosji i już. Zmiany statusu państwowego Autonomicznej Republika Krymu była środkiem do formalnej aneksji Sewastopola, a nie celem samym w sobie.
Rosja nie chce niczego innego, jak neutralnej Ukrainy. Jako gwarancję tej neutralności widzi silne powiązanie gospodarcze. Potencjał tej współpracy ma być znaczący dla Ukrainy - to swego rodzaju kleszcze, gwarantujące, że Ukraina, mając do dyspozycji rosyjski rynek zbytu i bazę surowcową, nie zechce sprowadzać do siebie wojsk krajów wrogich Rosji. Stąd był tani gaz, stąd kupowanie na Ukrainie wszystkiego co wyprodukuje - ot, takie utrzymywanie braciszka, żeby nie łaził po ludziach, ale polegał na rodzinie. Tymczasem ta stosunkowo komfortowa sytuacja stała się podłożem do rabowania Ukrainy przez jej własnych oligarchów. Nawet najwięksi zwolennicy kursu antyrosyjskiego w Kijowie nie mówią o wyzysku gospodarczym ze strony Moskwy. Zła sytuacja wewnętrzna Ukrainy to wyłącznie wynik zgnilizny toczącej tamtejsze elity. Wskazywanie Rosji i Putina jako przyczyny zła i przypisywanie tej sile tendencji antyukraińskich jest fałszowaniem sytuacji i próbą wekslowania ocen publicznych na fałszywy tor.
Antykijowskie powstanie na wschodzie Ukrainy jest dla Kremla niemałym problemem. Putin nie może pozostawić swoich pobratymców osamotnionych - byłoby to przeciwne silnym tradycjom rosyjskiego pierwotnego patriotyzmu, który jest drugim obok surowców energetycznych bogactwem Rosji. Witos mógł sobie pozwolić na odwracanie się plecami do Śląska. Putin nie może nawet pomysleć o odwróceniu się od Donbasu, a tymczasem tamtejsze walki są pretekstem do niewybrednych ataków propagandowych na Rosję - nie tylko na samej Ukrainie.
Kreml musi myśleć wielowariantowo. Wariant w toku to zwycięskie wygaszenie powstania i negocjowanie warunków autonomii zbuntowanych obszarów - w ramach państwowości ukraińskiej. Obecna, bezkompromisowa postawa niestabilnej i tymczasowej administracji kijowskiej uniemożliwia negocjacje.
Otwiera to warianty kolejne - eskalację nacisku na Kijów metodami jawnymi i skrytymi. Metoda jawna to eskalacja nacisku militarnego według koncepcji wymyślonej w Polsce dla III Powstania Śląskiego - z zachowanym celem podstawowym, jakim jest ustrój federalny Ukrainy, wprowadzony przez obecne, lub dowolne, niezależnie wyłonione władze państwowe. Zresztą ta federalizacja nie jest wymogiem kluczowym, jest tylko elementem gwarantującym neutralne zachowania Kijowa wobec terenów wschodnich.
Wariant niejawny to wywołanie rewolty wewnętrznej przez sojusz z siłami ukraińskiej prawicy, przy wykorzystaniu ich obecnego potencjału militarnego i stworzenie rządu kontrolowanego. Wariant szerokiej wojny domowej jest niekorzystny ze względów ekonomicznych i społecznych, daje jednak możliwość skierowania "gniewu ludu" przeciw oligarchom i skorumpowanym elitom politycznym. Każda aktywnośc społeczna jest dla dzisiejszej władzy na Ukrainie zabójcza - dlatego zdławiono Majdan. (Jaskółką wariantu prawicowego przewrotu była inicjatywa Putina stworzenia korytarza humanitarnego dla wyprowadzenia z kotła ochotniczych oddziałów kijowskich).
Rodzi się pytanie, dlaczego Rosja, deklarująca wolę poszerzanie współpracy z Unią Europejską, nie pozostawi Ukrainy w spokoju, a podtrzyma z nią więzi gospodarcze w nowych standardach. Problem jest w tym, że dla obecnej władzy na Ukrainie zmiana wariantu gospodarczego jest manewrem pozornym (pełen akces do Unii jest przez dziesięciolecia niemożliwy). Według obecnej kijowskiej strategii Ukraina ma stanąć w szarej strefie gospodarczej między Rosją a Unią - jednym słowem ma stać się ogromnym centrum przemytniczym. Wprowadzenie niektórych standardów unijnych i obniżenie partytetu współpracy z Rosją postawi gospodarkę Ukrainy w długotrwałej sytuacji przejściowej - ze znacznym pogorszeniem i tak złej sytuacji społeczeństwa. Elity bogacące się na patologiach gospodarczych będą się miały lepiej, ale napięcia społeczne trzeba będzie niwelować. Spowoduje to konieczność ubiegania się o światowe środki pomocowe, które Ukraina otrzyma kosztem udostępnienia swego terytorium siłom wrogim Rosji. Ten wariant, zakładający wzrost bezpośredniego zagrożenia militarnego przy granicach Rosji, jest dla Kremla z oczywistych powodów nie do przyjęcia.
Wydaje się, że w przypadku urealniania się takiej takiej perspektywy Moskwa zastosuje nieograniczone środki - aż po otwartą wojnę, z wykorzystaniem wszystkich sił zbrojnych włącznie. Dzisiejsze przepychanki z użyciem paru rosyjskich batalionów, z ochotnikami i kilkudziesięciu wozami bojowymi są zwykły starciem w skali powstania śląskiego. To nieomal chłopięca zabawa w porównaniu z tym, co może się stać, gdy Ukraina nie zagwarantuje Rosji swojej neutralności.
Mówi się, że Putin testuje świat, ale mamy do czynienia także z funkcją odwrotną - Ukraina jest testerem stosowanym przez zachodnich jastrzębi wobec Rosji. Ten biedny kraj stał się polem konfrontacji, a sprzyja temu jego własny własny establishment - kompletnie zdegenerowana garstka polityków i oligarchów, mająca na widoku wyłącznie osobiste korzyści.
III Powstanie Śląskie zakończyło się sukcesem - wyniki plebiscytu społeczność międzynarodowa zweryfikowała w gabinecie, ze znacznymi korzyściami dla Polski. Być może był to bonus za powstrzymanie zarazy bolszewickiej, w każdym razie finał polityczny był pomyślny.
Dzisiejsza społeczność Europy jest podzielona w stosunku do napięć między Rosją a Ukrainą. Kraje Unii znalazły się w pułapce - chcą mówić jednym głosem, ale dzieli je stosunek do problemu kluczowego - samej neutralności politycznej i militarnej Ukrainy, a dalej udzielenia Rosji wiarygodnej gwarancji utrzymywania takiego statusu przez Kijów - czego Putin domaga się wprost.
W tym stanie rzeczy los powstańców na wschodzie Ukrainy nic nie znaczy dla światowych polityków - można wokół ich aspiracji mleć ozorem, a z nich samych robić w propagandzie narzędzie Putina. Powstanie jest dla zachodu zjawiskiem niekorzystnym, bo prowadzi do rozważań nad grą polityczną wokół Ukrainy. Tej gry nie wymyślił Putin, ani sami Ukraińcy. I Rosja i Ukraina znalazły się w sytuacji zaplanowanego gdzieś daleko konfliktu. Najsmutniejsze jest to, że znalazły się na Ukrainie siły, które tę grę podjęły, bez względu na możliwe niekorzystne skutki.
Jaceniuk ogłosił wczoraj wprost odejście Ukrainy od statusu państwa neutralnego. Nie bardzo wiadomo jakie ma do tego upoważnienie, nie wiadomo też jakie sojusze zamierza nawiązać - jest to jednak jednoznaczne wyzwanie wojenne wobec Rosji. Śmieszne i straszne jednocześnie. To nie jest balansowanie na cienkiej, czerwonej linii wokół jakiegoś powstania, to już gra losem całego narodu. A co mu tam, przecież ogłosił na cały świat, że wszystkiemu jest i będzie winien Putin



Komentarze
Pokaż komentarze (21)