Obłok Obłok
215
BLOG

Pod żyrandolem - czyli żabką w szambie

Obłok Obłok Polityka Obserwuj notkę 4

Prezydent RP wziął głęboki oddech i wskoczył  w coś na kształt szamba. Pływa tam teraz żabką, dostojnie zwaną stylem klasycznym. Celem tej ekskrementalnej misji jest ponoć wyłonienie polskiego premiera. Czy jest to obowiązek prezydenta RP?  Na etapie wyłaniania kandydatur partyjnych - zdecydowanie nie!

 
 W procesie  wyłaniania rządu Prezydent ma prowadzić konsultacje z przywódcami stronnictw sejmowych - do nich należy wyłonienie kandydatów na osobę, której Prezydent powierza sformowanie rządu. Każda z partii - ustami swego przywódcy - może przedstawić swoją kandydaturę, a Prezydent ma ustalić, która z tych osób osób otrzyma akceptację większości parlamentarnej (rząd większościowy), lub przynajmniej nie zostanie przez parlament odrzucona (rząd mniejszościowy). 
W imieniu partii działających dziś w sejmie kandydatury na premiera mogą wskazać następujące osoby : Donald Tusk, Jarosław Kaczyński, Janusz Palikot, Janusz Piechociński i Leszek Miller. Tylko te osoby mają prawo prowadzić z Prezydentem rozmowy na temat tej lub innej zgłoszonej z ich grona kandydatury - i tylko na podstawie  konsultacji z tymi osobami Prezydent ma wybrać, komu powierzy sformowanie rządu.
Jest to zwykła reguła wynikająca z podziału kompetencji w demokratycznym systemie władzy.
 
Prezydent może sobie być czynnym lub biernym członkiem jakiejś partii - jako obywatel. Zgodnie z taką przynależnością może płacić składki, czynnie uczestniczyć w wyborach jej organów na szczeblu podstawowym, wreszcie w wyborach powszechnych głosować jak ta partia wzywa.  To dla niego cały zakres możliwych więzi z własnym matecznikiem partyjnym.
Nie wiem, czy pan Bronisław Komorowski zawiesił swoje członkostwo w PO. Jeżeli tak, to pewnie nie musi płacić składek i nie wybiera władz swojej komórki partyjnej.  Tak czy inaczej próba wpływu przez pana Bronisława Komorowskiego na wybór kandydata PO do stanowiska premiera jest ingerencją w te mechanizmy wyłaniania władzy, które nie podlegają kompetencjom Urzędu Prezydenta. Być może Pan Bronisław Komorowski sądzi, że jest Prezydentem Rzeczypospolitej wtedy kiedy musi, a politykiem Platformy Obywatelskiej kiedy chce - ale to dowodziłoby kompletnej nieświadomości swej funkcji.
 
Wtrącanie się w sprawy jakiejś partii jest absurdem jeszcze w innym wymiarze. Wyobraźmy sobie, że najbliższe wybory wygrywa PiS, a Prezydent woła do siebie Hofmana czy Lipińskiego i próbuje z nimi ustalać, kto będzie kandydatem PiSu na premiera! Śmieszne, co? Ale idźmy dalej - nie dogada się nimi dwoma co do pasującej mu kandydatury, to będzię gadał - do skutku - z kolejnymi działaczmi PiSu... Paranoja!
 
Polskie życie polityczne toczy wiele patologii. Jedną z najgorszych jest upartyjnienie państwa. Frakcje partii rządzących atakują swoich liderów o kolejne stanowiska dla "swoich", więc liderzy kupczą posadami dla zapewnienia sobie poparcia w swoich partiach. Państwo staje się  majątkiem, którego folwarki oddawane są w w dzierżawę frakcjom partii rządzących. Rozdawnictwo folwarków to istota polityki partyjnej. Tusk doświadczył tego boleśnie. Otoczony nieustannym "daj mi, daj.." strzygł partię, bo nie starczało, ale dawać musiał.  Stworzył dwór dzierżawców i rządził.
Teraz ma szansę zrobić coś dla odnowy Polski - ale otoczenie każe pozostawić mu system państwa folwarcznego. Mógłby tym zachwiać na odchodne - rozpędzić dzierżawców. Mógłby - zgodnie z obowiązkami przewodniczącego partii - wskazać Prezydentowi kandydata PO na nowego premiera i na tym zakończyć sprawę z pałacem prezydenckim. Najlepiej, gdyby tym kandydatem był jakiś państwowiec, a nie partyjny gracz. Od tej chwili monopol na rozmowę z Prezydentem miałby następca. Koniec pieśni.
 
 Tusk mógłby zwołać liderów frakcji swojej partii, żeby wskazali swoje kandydatury na stanowiska rządowe. Szeroki wachlarz alternatywny. Ochodzacy premier uzupełniłby go wartościowymi kandydatami znanymi mu z pracy. Ustaliłby parytet międzyfrakcyjny. Kandytat do schedy przeprowadziłby selekcję i wybrał sobie rząd. Żadnych baronów czy spółdzielców - całkiem nowe otwarcie.
Ten układ rządziłby przez ostatni rok kadencji. Byłaby to swoista wewnętrzna mutacja idei rządu fachowców. W tym czasie Platforma poszukiwałaby swojej odnowionej tożsamości i szykowała sie do wyborów.  
 
 Tusk mógłby - ale mentalność, ale nawyki
 
 Zatem nowego otwarcie nie nastąpi. Główny rozdawca folwarków odchodzi, ale łapę na całym mechaniźmie chce położyć ktoś inny. To nie będzie upartyjnienie państwa - bo to jest, pozostanie i przenosi się nawet na urząd premiera. To będzie wykorzystanie najwyższego urzędu państwowego do mieszania w partyjnym szambie, aby odświerzyć nieco odór zastarzałych ekskrementów. Styl klasyczny. Popis umiejętnośc pana Komorowskiego. Może pałacowe żyrandole tłumią smród. A niech mu będzie - byle tylko pływał krytą żabką, z rytmicznym zanurzaniem głowy pod powierzchnię.
Obłok
O mnie Obłok

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka