Czekałem na program nowego rządu RP bez entuzjazmu ale z uwagą. Ciekawiło mnie co zostanie z polityki liska-tuska-chytruska w rozdaniu politycznym, gdzie stery Rzeczypospolitej przeniesiono z siedziby rządu do pałacu prezydenckiego.
Awans ministra od generałów do rangi wicepremiera wskazywał na wzrost znaczenia opcji militarystycznej - której patronem jest Bronisław prezydent Komorowski, kawaler ukraińskiego Orderu Rozgniecionego Kurzego Jajka.
Podobno ubranko, jakie nosił pan prezydent w chwili ojajczania majestatu Rzeczpospolitej znalazło się w zbiorach IPN - jako świadectwo odwiecznej przyjaźni polsko-ukraińskiej, której będziemy bronić do ostatniego czystego garnituru.
I
B.Komorowski, obecnie zatrudniony jako prezydent RP, jest zdeklarowanym zwolennikiem wojskowego sojuszu polsko-amerykańskiego. Dałby się za niego poplasterkować, nie bacząc, że sojusznik zza Atlantyku nie pała wzajemnością. Owszem, Polska jest potrzebna Ameryce jako gówniarz-prowokator.
To taktyka wywiedzina wprost z obyczajów "afroamerykańskich" slumsów - wysyła się bezbronnego smarkacza na ulicę, żeby zaczepiał i prowokował obcych, a jak dostanie w ucho to z bram i zaułków wyłaniają się bandziory "szybkiego reagowania", lejąc bez miłosierdzia sprowokowanego. W ramach "sprawiedliwego odwetu" mogą nawet zabić, a co najmniej obtłuką do nieprzytomności i obrabują do do gołej skóry.
Prowokujący gówniarz nie liczy się w tej grze - ma po prostu skutecznie zaczepić i spiepszać. Działa na własne ryzyko - jeżeli się udało wyjśc bez szwanku to awansuje w hierarchii gangu. Jezeli został poturbowany to sam musi lizać swoje rany
Dziś Polska na przemian z Ukrainą prowokuję Rosję, co zdaje się wprawiać B. Komorowskiego w ekstazę, szczególnie wtedy, gdy Rosja temu lub owemu przyłoży - bo wtedy "sprawiedliwi" ruszają niby bronić i chronić zaczepnych chłystków, a w istocie chcą przylać broniącemu się przed zaczepkami.
Śmieszny zwierzchnik naszych sił zbrojnych ukochał tę grę uliczników, ale ma świadomość, że wystawia Polskę klapsy albo i większe obrażenia. Gada więc, że z każdej bramy może w razie czego wypaść nasz obrońca, a gdyby się spóźnił to i tak kupimy sobie scyzoryk albo kij bejsbolowy (może nawet jakąś spluwę) do obrony i będziemy zdolni do zaczepki i chwilowej obrony na własny rachunek. Nie szkodzi, że wydamy ostatnie pieniądze na ten oręż - przecież prawo ulicy mówi, że skoro się sprawdzimy, to szef gangu pozwoli nam odkuć się - założymy pod jego auspicjami jakiś dochodowy biznes! Dostaniemy wyłącznośc na sprzedaż prochów i prostytucję na chodniku pod naszym domem, a może nawet na meliny na niektórych piętrach. Wielki boss nie pozwoli nas skrzywdzić.
II
Wiem, że mówimy o Polsce, jej politykach i siłach zbrojnych - Wojsku Polskim. Premierka Kopaczowa posłużyla się w swoim ekspose apoteozą ofiary krwi polskiego żołnierza, aby podkreślić zasadność naszego uganiania się po świecie w czeredzie kundli za ogonem amerykańskiego kojota. Odegrany w sejmie jarmarczny skecz z oficerem Wojska Polskiego miał wykazać, że walczymy słusznie, bo ponosimy ofiary. Doszło do potwornej w istocie manipulacji. Skoro tradycją polskiego żołnierza jest ofiara krwi za wolnośc naszą i waszą - to, zdaniem premierki, każdy, kto przelał swoją krew działał w słusznej sprawie. Możemy wystawiać w ramach naszej armii siły okupacyjne walczące z partyzantami w ich dalekiej ojczyźnie - i to jest bezwzględnie szlachetne, bo tam giniemy lub ponosimy rany.
Hasło - zbrójmy się, bo Ameryka nas potrzebuje, a my potrzebujemy Ameryki, żeby nas obroniła - jest w istocie rzeczy rezygnacją z suwerenności. Istota tkwi w tym, że nasze mikre siły mają zostać wykorzystane w miejscach nie związanych z naszym położeniem i interesami, a tu i teraz ma nas bronić obce wojsko. Możemy się wykrwawiać na odległych pustyniach i wsród skał dalekich gór, licząc na to, że w razie czego ktoś zechce nas obronić tutaj. Problem jest z tym czy zechce. Polski zwierzchnik sił zbrojnych ma świadomość modlitewną - błaga Pentagon żarliwie i na klęczkach, więc uważa, że modły muszą się spełnić.
Premierka Kopaczowa zaakceptowała i wiernopoddańczo wyniosła jako rację stanu mrzonki Komorowskiego. Nie ma zreszta większego wyboru
III
Prezydent (w sposób dyskusyjny w świetle konstytucji) wmieszał się w wyłanianie składu Rady Ministrów i umocował tam swego namiestnika. Wicek premierki, niejaki Siemoniak, jest ścichapęk szefem tego rządu w sprawach polityki zagranicznej i obrony narodowej. Kieruje nim inny ośrodek władzy wykonawczej, nie premier. Tam, gdzie miała być koordynacja i współpraca jest dyktat. To nie jest polityka, to graniczy z zamachem stanu, a spełnia wszelkie warunki przewrotu gabinetowego.
W pierwszych swoich notkach na tym Salonie zastanawiałem się nad rolą Komorowskiego w aferze podsłuchowej, odejściem Tuska z rządu oraz zmianami w Platformie. Pisałem tamto w czerwcu i wiele się nie pomyliłem - w zasadzie wszystko się sprawdza, poza tym, że wykopany Tusk poszedł na stołek unijny niejako w locie, a nie przez rezygnację, odczekanie i późniejszą aplikację do struktur międzynarodowych.
Komorowski w mistrzowski sposób wykorzystał etyczny rozpad ekipy Tuska i nie pozwolił na wyszarpanie sobie ani kąska padliny po Platformie. Stał się niekwestionowanym władcą gnijącego ścierwa - uszeregował porządek żerowania i pozostawił premierce sprawy kosmetyczne. Kopaczowa rzuciła się na to z babskim zacięciem, bo makijaże -nawet na zombie- to przecież domena kobiet.
Istota nowego otwarcia - czyli Polska w świecie odmienionym kryzysem ukraińskim - jest poza rządem RP. Weszliśmy w nowy jakościowo etap pociągania za sznurki i kierowania z odległej kanapy. Premierka oświadczyła, że w sprawie polityki zagranicznej będzie pragmatyczna - czyli po naszemu - nie ma żadnego stanowiska, ponosi odpowiedzialność, ale nie decyduje ani ona, ani Rada Ministrów.
Tusk dość umiejetnie balansował między Brukselą (Berlinem) a Waszyngtonem (Londynem). W unijnych sporach o kierunki polityki zewnętrznej i wokół systemu finansowo-bankowego Unii stał okrakiem. Z jednej strony nie był dość atlantycki - z drugiej niezbyt kontynetalny, a w istocie rzeczy był i proniemiecki i probrytyjski. Dość sporo uwagi zajmowało mi rozczytywanie jakie jest stanowisko Polski w kluczowych sporach wewnątrzunijnych w różnych przedziałach czasowych. Nigdy nie byłem pewny wyniku analiz. Lisek-tusk- chytrusek był nie do uchwycenia.
IV
W swoim czasie Bronisław prez. Komorowski wdał się w zabawę z godłem Polski. Zachodziłem w głowę po co nam orzeł z czekolady. Wreszcie w czerwcu tego roku, gdy zobaczyłem Komorowskiego obok jego siły przewodniej, Baracka Obamy, zrozumiałem strzelistość aktu wiernopoddańczego - jakżesz bliski kolorystycznie musi być czekoladowy polski orzeł teraźniejszemu czekoladowemu władcy z Waszyngtonu.
Dziś nasza wiernopoddańczość nie potrzebuje już tak subtelnej manifestacji. Premierka Kopaczowa odczytała w swoim ekspose, że Polska jest za rychłym zakończeniem rokowań TTIP. To kolejny akcent antyunijny i proamerykański.
Oto udziały w liczbach bezwględnych w gospodarce światowej:
UE - 17,577 (w tym strefa euro 13,115)
USA - 15,094
BRICS - 13,774
BRICS jest wielkim problemem USA, ponieważ dąży do rozliczeń wewnętrznych bez dolara (uwzględnia waluty wzajemne, także euro) i uniezależnienia swoich walut od MFW i organizacji pochodnych. Parytet BRICS jest już bliski USA, więc przyszła konfrontacja tych dwu systemów ekonomicznych wcale nie musi być korzystna dla Ameryki, tym bardziej, że UE jest neutralna, a nawet wzmacnia rolę euro w rozliczeniach światowych w powiązaniach z BRICS, marginalizując dolara.
Wzajemne relacje w trójkącie są zróżnicowane:
USA wobec BRICS jest bardziej wrogie niż neutralne, BRICS separuje się (uniezależnia) wobec USA; USA dąży do dominacji nad UE (wykorzystując kraje UE spoza strefy euro), UE jest podzielona w stosunku do USA, strefa euro jest sceptyczna, reszta (przede wszystkim Wielka Brytania) jest proamerykańska. Wzajemne relacje między UE a BRICS są pozytywne i uwzględniają rozwój wspólnych kontaktów poza strefa dolarową.
Układ TTIP ( w zależności od ustaleń prowadzonych w 14 protokółach) może mieć wpływ na powiązanie gospodarki UE z amerykańską i odwrotnie, marginalizację BRICS i zamknięcie perspektyw rozwojowych UE z tym układem. Kształt TTIP decyduje o być albo nie być USA. Przy braku tego porozumienia system finansowy Wall Street pęka jak bańka mydlana.
"Objawienie" premierki Kopaczowej jest sygnałem politycznym, że Polska dystansuje się od trzonu Unii na rzecz Ameryki nie tylko w sprawach stricte politycznych (sojusze, strefy wpływów), ale także w sprawie systemu finasowego i geopolityki gospodarczej.
Na marginesie tego wszystkiego jest konfrontacja rosyjsko- ukraińska i nasz stosunek wobec niej. Tu sprawa jest jasna - Ukraina stała się problemem ekonomicznym i Polska może tu co najwyżej sobie pogwizdać. Niemniej jednak jeszce kilka lub kilkanaście miesięcy będzie można straszyć Polaków ruskim zagrożeniem, a Bronisław Komorowski będzie mógł bawić się kolejnymi batalionami i zabaweczkami ich wyposażenia. Forsę wydamy. Ameryka zarobi.
Egzekutywa platformiano-prezydencka postanowiła, że nasz dziejowy sojusz gwarantuje nam- ot co! Nie ogłoszono tego dobitnie, bo żyją jeszcze ludzie coś tam pamiętający, a wszystko o wiecznym sojuszu i gwarancjach napisano przecież za peerelu. Leniwe "yntelekty" naszych dzisiejszych władców wzięły stare teksty, wymazały "Kreml", wpisały "Biały Dom". Piękne było po przeczytaniu, zachwycili się nam prezydent i kamaryla, więc mamy co mamy.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)