Miałem z pół wieku temu w swoim życiu niefortunne epizody hippisowskie, Niefortunne, bo chciałem w tym środowisku spróbować LSD ( jak to określa dziś mój syn "prymitywney syntetyczny mózgojeb, ale przynajmniej nie dziurawił szarej substancji"), a nade wszystko sławnej maryhy, czyli zioła, ziela, trawki, a z 15 lat później andzi, czyli gandżji - jednym slowem marihuany,
Gówno z tego wyszło, bo polskie hippy z przełomu lat 60/70 miały jako narkotyki węgierskie pigułki na odchudzanie, które nadużyte dawały joba, a niektórzy doznawali wizji po zżarciu paru toreb dmuchanego ryżu (coś jak dziś popcorn w multiplexie).
Te nieszczęsne konopie do palenia w joincie - dziś latwe do osiągnięcia - były niedościgłym marzeniam Psa, Zappy czy Dzikiego - ówczesnych guru wolnego ruchu, ściganych przez ówczesną milicję z niewielki zapałem, Hippie mieli w dupie socjalizm, ale nie marzyli o obaleniu sekretarzy, tylko o konopiach dla siebie. Pachołki reżymu mieli więc ich też w dupie. Czymże są są marzenia i represje, skoro granice są skutecznie zamknięte i nie da się popalić niczego innego poza sportem czy kapuścianym głąbem.
Jarałem się więc w wyobraźni, słuchając bitelsowskiej "Lucy in the Sky with Diamonds" (LSD), aż minęło wiele, wiele lat, nastąpiła przemiana pokoleń i ustroju - i wreszcie tamte, utęsknione przez naszych bidnych hippisów konopie, stały się podstawą naszej politycznej rzeczywistości
Pierwszym filipem z konopii był Duda, następnym (ą) jest Ogórek - czekać jeszcze, aż dalej z zaciągania się dymem z konopnego suszu wyłonią się kolejne zjawy i wizje - wklepywane przez rzekomo trzeźwych działaczy partyjnych na listę kandydatów do prezydentury,
Nadchodzi też chwila, gdy Nałęcz z Wujcem ( mniej więcej moi rówieśnicy), "napalą się" na nową kreację Bronka. Nie wiadomo jeszcze, w jakiej postaci odnowiony Komorowski wyskoczy z konopii, ale zapewne będzie tradycyjnie strzelał w Obłoki z flinty nabitej czekoladowymi loftkami, z odciśnietym orzełkiem i sentecją "Make War no Love"; na czas kampanii wyborczej odzieje się we wzorzyste portki, nałoży koszulę "w łączkę" i znowu zapuści wąsy - znak wywolenia spod władzy generałów z Pentagonu
Komorowski z konopii to hit transformacji i niewiadoma feerycznych iluzji, za to wiadomo, że dmący w Dudę będą posilać się na początku Ogórkową - samymi konopiami, z lufki na luffkę wyżyć się nie da.
W rozpoczętym przed chwilą roku nie będę musiał wsiadać w pociąg relacji Kłodzko-Letohrad, żeby w aptece przy tamtejszej (czeskiej) stacji kupić "trawkę" na jointa. Po co? Żeby wzorem amerykańskiego prezydenta palił , ale się nie zaciągał?
Klasyczną po paleniu trawki śmiechawkę-głupawkę dostanę w moim kraju za darmo (no może za podatki) w ramach rozpoczynającej się kampanii wyborczej na najważniejszy urząd - Prezydenta Rzeczpospolitej. Początki są optymistyczne.
Przez wiele lat mego życia, w rozmyślaniach o naszych dziejach, natrętnie wracały mi słowa, jakie di Lampedusa włożył w "Lamparcie" w usta starego księcia Saliny -"jak wiele musi się zmienić, żeby wszystko pozostało po staremu"
Dziś, kiedy starość uspokaja porywy młodości "durnej i chmurnej", dochodzę kolejnej, już własnej refleksji Cokolwiek, czego bym sobie nie zamyślił i co się nie spełniło, gdym tego pragnął w porywach młodości, wraca po latach - odmienione, ale prawdziwsze.
Chciałem w młodości zaznać rzeczywistości nierealnej i absurdalnej, choćby przez witkacowskie eksperymenty z narkotycznym stymulowaniem jaźni, a teraz spełnia się to zwyczajnie, przy zdrowej diecie i umiarkowanej ilości używek.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)