Wczorajsza debata telewizyjna kandydatów na Prezydenta wykazała – za sprawą jednego z kandydatów - faktyczną nierówność obywateli RP.
Przepis art. 127 Konstytucji określa warunki, jakie ma spełnić kandydat na Prezydenta RP.Są nimi – posiadanie obywatelstwa polskiego i biernego prawa wyborczego (jak do Sejmu, lecz z podniesionym do 35 lat limitem wieku ). Ten sam przepis warunkuje, że kandydata zgłaszają obywatele (minimum 100 000 osób posiadających czynne prawo wyborcze). Konstytucja nie uprzywilejowuje żadnego z kandydatów względem pozostałych – ani z racji liczby obywateli zgłaszających kandydaturę, ani ze względu na zawód czy pełnioną funkcję, ani ze względu na przynależność partyjną (zresztą partie polityczne nie mogą zgłaszać bezpośrednio do PKW swoich kandydatów).
Tak więc - poza formalnymi wymogami osobistymi (obywatelstwo, niekaralność, wiek) – o zaliczeniu w poczet kandydatów decyduje inicjatywa obywatelska i nic więcej ani mniej. Każdy kandydat jest równy pozostałym, a o ich uszeregowaniu czy hierarchizacji politycznej decyduje dopiero wynik wyborów (głosowania). Roszczenie sobie prawa do pozycji specjalnej wśród kandydatów przez jednego z nich – urzędującego Prezydenta – wynika z widzimisię i jest obraźliwe dla obywateli zgłaszających inne kandydatury.
Trudno zrozumieć, dlaczego kandydat zgłoszony przez jedną grupę moich sąsiadów, układa sobie w kampanii wyborczej inne prawa i obowiązki niż przyjęli na siebie kandydaci zgłoszeni przeze inne grupy. Nie rozumiem, dlaczego (grubo ponad) milion ludzi zgłaszających kontrkandydatów obecnego Prezydenta zostało postawionych w sytuacji wyborców pośledniejszych – bo przecież ich dziesiątka kandydatów zostali potraktowani jako motłoch niewart bezpośredniej konfrontacji z „miłościwie panującym”.
Konstytucja jasno określa jak naród wyraża swoją wolę w wyłanianiu poszczególnych kandydatów i nie przewiduje, że część narodu wyłania kandydata „lepszego” (czy stojącego w chwili wyborczego startu ponad innymi).
Kandydat Bronisław Komorowski wykorzystał pełniony aktualnie urząd państwowy do wyniesienia się ponad innych kandydatów i wyniesienia racji swoich zwolenników ponad racje reszty narodu. Paradoksalnie – owo nadużycie pan Komorowski uzasadnia potrzebą ochrony godności swego urzędu. Wolałbym, żeby obecny Prezydent troszczył się o prestiż swego Urzędu i (tym samym) o godność Rzeczpospolitej sposobem urzędowania, a nie sposobem preferowania swojej osoby w kampanii wyborczej.
Już wcześniej kandydat Komorowski utyskiwał publicznie, jakich to afrontów doznaje Rzeczpospolita w czasie jego spotkań wyborczych – zapominając, że w ich trakcie występuje jako kandydat, a nie urzędującym prezydent. Ten sam człowiek doświadczył w czasie oficjalnych wizyt zagranicznych – jako Prezydent , a więc najwyższy Reprezentant Rzeczypospolitej – afrontów politycznych i wręcz naruszenia nietykalności osobistej. Jakoś nie utyskiwał, jakoś nie podnosił godności Urzędu i Państwa – kładł uszy po sobie. Czy próbowano go panierować jajkiem, czy zadrwiono z niego w zaprzyjaźnionym (?) parlamencie – nie reagował stosownie do swojej urzędowej pozycji na okazane lekceważenie.
Jako obywatel Rzeczpospolitej musiałem się dusić upokorzeniem, jakiego Rzeczpospolita doznała w osobie Prezydenta i nie miałem satysfakcji ze stosownej reakcji pana Komorowskiego.
Teraz kandydat Komorowski uderza w moją godność bezpośrednio, czyniąc mnie wyborcą drugiej kategorii – i czyni to z pozycji swego Urzędu. Pycha, z jaką kandydat Komorowski wyniósł się ponad innych, zdaje się być jego cechą osobistą, a może jest to zachowanie reprezentatywne dla jego środowiska politycznego – nie wiem.
Wiem, że przechodząc obok pana Komorowskiego, czy to Prezydenta, czy kandydata, czy człowieka – na pewno nie uchylę kapelusza, a raczej odwrócę głowę. Gdy zaś Prezydent Komorowski kiedykolwiek powie, że jest reprezentantem całego narodu (lubi mówić „wszystkich Polaków”), to już tylko parsknę śmiechem.
Pan Komorowski na Urzędzie nie jest kandydatem specjalnej troski, chociaż uparcie domaga się nadzwyczajnego statusu. Cóż, dzieci specjalnej troski nie zawsze wiedzą co robią, ale on chyba wie – chociaż pewnie nie zdaje sobie sprawy, jaką krzywdę wyrządza Polsce w kategoriach etycznych. Ale etyka w politycznym mainstreamie?...
Smutne jest co innego – wymiar godności państwowej, jaką pan Komorowski osiągnął, świadczy o dzisiejszej kondycji Rzeczpospolitej. Kondycji tak marnej, jak niefortunnym politykiem jest rzeczony „pierwszy obywatel”. Wiele wskazuje, że dojdzie do reelekcji – na zasadzie lansowanej przez środowisko Platformy konieczności „wyboru mniejszego zła”. Bacznie słuchałem i oglądałem wczoraj debatę dziesiątki – i jakoś tego „większego zła” nie zauważyłem. Być może dlatego Komorowski umknął bezpośredniej konfrontacji – chowając się za Urzędem. Wiadomo przecież - już pod latarnią jest ciemno, cóż dopiero pod żyrandolem.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)