Na jednym z blogów napotkałem dziś następujący komentarz: Do tego będzie potrzebne zwycięstwo w listopadzie! Czyli następny krok do odzyskiwania Polski.*I trzeba w tym PiS-owi pomóc, także wskazując tu i ówdzie na jego błędy, potknięcia..., bo każdemu się zdarzają. Pozdrawiam Aleksander Chłopek – outsider221”. (*podkreślenie moje – Obłok).
Z reguły nie czepiam się passusów zawierających jakiś skrót myślowy – jasny do odczytania i oczywisty co do intencji. Jednak odzyskiwanie Polski brzmi niejednoznacznie – szczególnie w kontekście walki o władzę, jaką prowadzą ugrupowania polityczne.
Zapewne Autor komentarza wychodzi z założenia, że Polska została zawłaszczona przez jedno ugrupowanie polityczne (chyba idzie o PO) i trzeba zmienić ten stan rzeczy. Jak sądzę Polska zawłaszczona to stylistyczna hiperbola na określenie sytuacji, w której partia rządząca obsadza aparat państwowy i instytucje zależne od administracji państwowej i samorządowej swoimi członkami, bez względu na ich kompetencje, po to tylko, aby ci pozyskiwali osobiste korzyści. Uważam, że taka sytuacja ma miejsce i jest to patologia władzy. Rozumiem też, że w tej hiperboli mieści się wpływ na kształtowanie świadomości narodu (społeczeństwa) i jednostek, jaki ugrupowanie rządzące uzurpuje sobie i wykonuje - ponad uprawnienia wynikające z konstytucji i ustaw, używając do tego uzależnionych od państwa mediów.
Problem w tym, że ta systemowa patologia dzieje się w sferze władzy i partyjniactwa, zatem w obszarze systemowo wydzielonym z bytu narodu jako takiego. Byt narodu kształtuje się co prawda w jakiejś relacji z władzą, ale nie jest to czynnik dominujący. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że władza ma ograniczony wpływ na rozwój narodu, bo ten odbywa się autonomicznie, a władza może się mu co najwyżej przyporządkować, lub pozostawać we własnej, odrębnej sferze. Dowodem na to jest czas zaborów i peerelu.
Jeżeli zatem władza zawłaszcza Polskę, to mamy do czynienia z patologią, a do odzyskania – przez naród - jest sfera władzy, a nie Polska. Polska jest i będzie własnością swego narodu, bez względu na tego czy innego wodza lub uzurpatora i jego świtę – choćby nawet tymczasowo pozbawiona państwowości.
We wspomnianych wyborach, wspomniany PiS może odzyskać władzę (wpływy, pozycję polityczną), a w następstwie – być może – Polska może odzyskać spolegliwą ekipę władzy.
W zwrocie odzyskać Polskę (przez PiS – w omawianym komentarzu - ale idzie mi też o każdą inną partię) widzę zagrożenie dla porządku podmiotowości. U podstawy pojęcia Polska jest suwerenny naród, potem jego suwerenne państwo, na koniec taka a nie inna, służebna ekipa władzy. Jeżeli Polska czegoś nie ma, a potrzebuje to odzyskać – to właśnie taką hierarchię rzeczy.
Gdy czytam, że jakieś ugrupowanie polityczne ma odzyskać Polskę, to przechodzą mnie ciarki, bo jest to tak, jakby amputowany ogon miał odzyskać psa, aby tym psem do woli merdać. W wyborach wyłaniamy pewien organ Polski – wybieramy go pośród rozmaitych opcji politycznych i następnie przyjmujemy za swój, choćby to obca nam opcja zwyciężyła. Nazywamy to demokracją.
W następstwie wyboru władzy niewiele powinno się zmienić w indywidualnym systemie wartości każdego z nas. Władza ma guzik do moich domowych tradycji, wyznania, wzorców osobowych, widzenia historii – nie jest mi w stanie tego zabrać, więc nie może tego dla mnie odzyskać, a przecież Polska to ja, mój adwersarz, to przecież Pan – mój drogi czytelniku – a także Pani, my wszyscy razem. Niechże więc PiS nie odzyskuje Polski, niech Polska odzyska porządną władze. To doprawdy nie to samo – bo w naszej mocy jest każdą władzę odwołać, jak tylko się zbiesi, a Polskę stanowimy my sami – naszym osobistym dobrem i złem. Bezwarunkowo.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)