Chcąc nie chcąc – za 2 miesiące Andrzej Duda stanie pod żyrandolem pałacu prezydenckiego i przez 5 lat będzie tam tkwił. Jest to specyficzna scena – jej gwiazdor nie jest niczym ograniczony, bo wybór powszechny i bezpośredni pozwala mu prezentować co zechce.
Tyle tylko, że pod żyrandolem można wiele prezentować – a realnej władzy niewiele. Realna siła sprawcza polskiej prezydentury jest zależna od siły środowiska politycznego, z którego prezydent się wywodzi.
Prezydent ma jednak swoją autonomiczną wagę, ustrojową i medialną, którą chce czasem przełożyć na zakulisową grę polityczną w obszarach pozostających poza jego prerogatywami. W Polsce źle się to kończy – dla środowisk wyłaniających prezydenta. Gry wewnętrzne między Kwaśniewskim a Millerem udupiły partię komuchów, gra między Komorowskim a Tuskiem kładzie na łopatki PO.
Żyrandol pałacu świeci jasno i można go wykorzystać według zasady pod latarnią najciemniej.Autonomia urzędu prezydenckiego, przy niewielkich uprawnieniach wykonawczych, predysponuje ten urząd do gier zakulisowych w zamkniętym obszarze polityki systemowej - wśród elity władzy, elit biznesowych i opiniotwórczych Polski i świata, w zamkniętym obiegu dyplomatycznym, także wśród generalicji i służb. Konstytucja sytuuje prezydenta jako zakulisowego gracza, który jednak jawnie, w świetle żyrandola spełnia obowiązki ceremonialne („reprezentuje Rzeczpospolitą” – cokolwiek to znaczy).
Kim będzie Duda w świetle żyrandola, a kim w cieniu pałacowego gabinetu? Opowieści dziwnej treści, jakie snuł w trakcie kampanii, mogą się ucieleśniać tylko w interakcji z ekipą rządową, gdzie jednak dominuje urząd premiera. Gdyby jakimś cudem udałoby się Platformie utrzymać większość sejmową i władzę wykonawczą, to Duda będzie sprawował swój urząd w warunkach kohabitacji, czyli będzie miał pod górkę.
Gdyby centrum rządowe padło łupem PiS-u, to Dudzie też nie będzie łatwo. Kaczyński starzeje się nieubłaganie, a za jego plecami czai się głodna władzy i wpływów sfora ambitnych graczy. Duda wcale nie jest liderem tego środowiska, różne Błaszczaki podkreślają wiodącą rolę Kaczyńskiego – co oznacza, że czołówka PiS-u wcale nie chce uznać Dudy za jedną z wiodących postaci partii i środowiska. Duda będzie miał wsparcie pisowskiego palatynatu w warunkach kohabitacji z PO, ale już przy pisowskich rządach będzie usuwany pod margines żyrandola – jako jeden z wielu kontrkandydatów do schedy po Kaczyńskim.
Palatyni PiS-u mają problem pogodzenia się z sytuacją, gdy nagle - z gruszki ni z pietruszki – przybył nowy człowiek do grona liderów środowiska. „Swój” prezydent jest świetnym instrumentem do prowadzenia polityki opozycyjnej i konfrontacyjnego „punktowania” rządów innej partii, jednak w warunkach objęcia rządów przez PiS będzie zawalidrogą dla indywidualnych aspiracji grona liderów partii. Duda, inaczej niż Gliński, wyrósł ponad oczekiwania swego środowiska i choć było to zrządzenie ślepego losu, będzie musiał za tę siurpryzę zapłacić.
Czy w warunkach współrządzenia z PiS-em Duda da się zepchnąć na margines ceremonialnych funkcji pod żyrandolem, czy może podejmie z pozycji swego urzędu walkę o podporządkowanie sobie partii - tak jak to robił Komorowski? Jest też „opcja Kwaśniewskiego”, czyli skonstruowanie własnej, autonomicznej, schowanej w cieniu „grupy trzymającej władzę”, ale czy mu „towarzysze partyjni” pozwolą? Kwaśniewski mógł sobie na to pozwolić, bo był we własnym środowisku niekwestionowanym autorytetem, ale Duda?...
Co przed prezydentem-elektem? Skończył się jarmarczny taniec na linie, wkrótce brawa dla linoskoczka ucichną i przyjdzie twardo stanąć na nieprzyjaznej ziemi bezwzględnych gier politycznych, gdzie nijak się nie da odróżnić wroga od przyjaciela, a sojusze zawiera się tylko po to, aby je zrywać ze szkodą dla partnera.
Myślę, że – nazywając rzecz kolokwialnie – Duda ma przesrane.



Komentarze
Pokaż komentarze (20)