Obłok Obłok
185
BLOG

Podrygi (muzyka z taśmy)

Obłok Obłok Polityka Obserwuj notkę 0

 Podrygi to reakcje ciała na bodźce muzyczne, na tyle słabo skoordynowane i pozbawione sensownego układu figur, że nie stają się tańcem. Taneczne podrygi są efektem nieumiejętności lub skrajnego zmęczenia, często wynikają z otępienia słuchu, gdy tancerz odbiera z muzyki wyłącznie głośniejsze uderzenia w bęben i tylko na nie reaguje.

Bieda w tym, że większość polityków umie tańczyć tylko do melodii śpiewanych przez siebie, a konieczność reakcji na inne dźwięki wprawia ich w taki popłoch, że nie stać ich nawet nawet rytmiczne podrygi – wyprawiają wtedy nieskoordynowane łamańce. Sytuację taką nazywają zagrożeniem dla parkietu... tfu, dla państwa.

Tymczasem o sile państwa nie świadczą różne niekorzystne dla polityków sytuacje – ale umiejętność REAGOWANIA.

 

Proces erozji Platformy Obywatelskiej rozpoczął się pod koniec I kadencji rządu Tuska (wyjście Palikota) i nabrzmiał w II kadencji (wyjście Gowina). Oba te wydarzenia wskazały, że Platforma staje się partią wodzowską, a marginalizacja Schetyny upewniła tę diagnozę. Jednocześnie rząd Tuska podjął kontrowersyjne działania wobec struktury państwa – grzebał niefrasobliwie przy ustawowych progach ostrożnościowych zadłużenia i wyciągnął łapy po nie swoje pieniądze (składki złożone przez obywateli w OFE).

Tusk podjął też mało czytelne gry pozycją międzynarodową Polski. Przy wychodzeniu ze światowego kryzysu finansowego część Europy (strefa euro) znalazła się w nurcie rozbieżnym wobec Stanów Zjednoczonych, a Tusk stał okrakiem, paląc to świeczkę, to ogarek – grając o drugą transzę funduszy unijnych. Sukces przy rozdziale unijnej forsy utwierdził Tuska w prowadzeniu polityki chwiejnej, jednak rok 2014 przyniósł kryzys na Ukrainie, a w konsekwencji wyostrzył kolejne różnice w świecie Zachodu.

Dotychczasowa konfrontacja na płaszczyźnie ekonomicznej poszerzyła się o konfrontację stricte polityczną – czyli grę między Rosją a USA o Ukrainę. W Europie starły się pro-amerykańska orientacja atlantycka (z wiodącą rolą Wielkiej Brytanii) i bardziej pojednawcza wobec Rosji koncepcja kontynentalna (z wiodącą rolą Niemiec). Rząd Tuska chylił się ku „atlantydom” w sprawach finansów (nagle zapanował sceptycyzm wobec wspólnej waluty i przeniesienie problemu w lata 2020+), jednocześnie Sikorski, jako szef MSZ, wraz z ministrami Francji i Niemiec, doprowadził w lutym 2014 do (nieudanego) porozumienia między Janukowyczem a politycznym otoczeniem Majdanu – z myślą o kompromisowym zakończeniu konfliktu. Ten akurat aspekt musiał być niemiły bardziej „atlantyckiemu” Komorowskiemu.

W percepcji społecznej Polaków Platforma traciła jednak głównie ze względu na aurę arogancji władzy i lekceważenie sygnałów typu „zegarek Nowaka”. Pierwsze ważne ostrzeżenie przyniosły wybory do parlamentu europejskiego - 25 maja 2014. Remis, ze wskazaniem na PiS, był wyraźna informacją, że własne, pierwsze skrzypce nie są jedynym instrumentem, na jaki rząd powinien reagować.

W chwili wybuchu afery taśmowej pisałem na Salonie24 o ewentualnej dymisji Tuska, jako o ratunku dla Platformy:

Wydaje się mocno prawdopodobne, że za ostatnimi "taśmami prawdy" stoi pałac prezydencki. Komorowski staje się eksponentem interesów którejś z frakcji władzy, można mu też przypisać szczere zatroskanie niektórymi sprawkami w zapleczu Tuska. Udane występy z Obamą (wizyta w Warszawie 6 czerwca ) wzmocniły prezydenta w jego środowisku politycznym, stał się więc obiektem apeli o reakcję w obliczu spadających notowań Platformy i postępującej lichości rządów. (...) ewentualne przesilenie rządowe w obecnej sytuacji martwego sezonu nie zaszkodziłoby Platformie. Komorowski powierzyłby sformowanie nowego rządu komuś tam, mniejsza o to komu, w ten sposób stałby się zbawcą kraju, zbawcą Platformy i w ogóle ho ho ho (...)Moment jest idealny, umożliwia bowiem przeformowanie władzy dostatecznie długo przed wyborami i daje szansę paru popisów ewentualnemu następcy Tuska (notka Zmiana wart - pieje kur z 14 czerwca 2014r.) Polityczna konieczność dymisji rządu Tuska zaraz po ujawnieniu taśm z „Sowy” była dla mnie tak oczywista, że dzień później pisałem o niej jak o zdarzeniu nieuchronnym i nie tyle planowanym, co postanowionym:

Dymisja rządy Tuska, w atmosferze skandalu z taśmami, ma pomóc Platformie w uzyskaniu politycznego efekty CUDU PRZEMIENIENIA. Mechanika rządzenia i tak musi ulec (przynajmniej zewnętrznej) wyraźnej zmianie, więc ujawnione patologie wyznaczą program nowego rządu - to z tymi "błędami i wypaczeniami" będzie walczyć programowo nowa ekipa, niewiele zmieniając w linii głównej. ^Katalog "błędów i wypaczeń" do zwalczenia został już ustalony i skonsultowany ze specjalistami od propagandy, w ślad za tym będą ujawniane kolejne taśmy - naprowadzające społeczeństwo na źródło zła, które , jak już postanowiono, usunięte będzie. Całkiem na marginesie, ciekawe czy obecny premier jest współautorem katalogu, czy też następuje "wrogie przejęcie" fotela.^Skład nowej ekipy już się pewnie klaruje, musi być starannie dobrana wizerunkowo, być może na czele stanie Barbie-wicepremier, może ktoś zewnętrzny - w istniejącym planie politycznym nie ma to znaczenia, gdyż rozgrywającym przemiany będzie Bronisław Komorowski.^Miesiąc w miesiąc społeczeństwo będzie karmione postępami w samooczyszczaniu się Platformy, aż ta uzyska kryształowy wizerunek - w przeddzień konstytucyjnego terminu wyborów parlamentarnych - i przyłoi PiSowi po raz kolejny.(notka Tusk plusk, albo cud przemienieniaz 15 czerwca 2014r.).

Sama treść taśm nie miała dla mnie znaczenia, był to dla mnie grzmiący akord NOWEGO OTWARCIA, który MUSIAŁ doprowadzić do natychmiastowej zmiany, koniecznej ze względu na kilkuletnie zaszłości, a nie ze względu szczególne bon moty bohaterów nagrań. Okazało się jednak, że ani Tusk, ani Komorowski nie mieli dość oleju w głowie, aby wykorzystać taśmy w pełni - jako element inicjujący realne samooczyszczenie PO. Tusk zrozumiał, że przegrał, ale był dostatecznie silny, żeby przetrwać. Zamiast rozliczeń wystukał sobie w Sejmie na gorąco (25 czerwca) votum zaufania – zyskał tym czas na załatwienie sobie europejskiej tratwy ratunkowej. Komorowski stanął w impasie. Mijały bezcenne tygodnie – 30 sierpnia Tusk był już pewien swego, Komorowski niby też, bo pozbył się Tuska - ale sam proces ewakuacji z premierostwa ciągnął się do końca września. Zmarnowano przy tym szansę na wewnętrzną, ale prowadzoną publicznie kampanię rozliczeniową w PO. Nowy, nieformalny władca Platformy, nadęty pychą na swoim Urzędzie, stroił się na Ojca Rzeczpospolitej, przekonany, że parę roszad personalnych załatwiło sprawę patologii rządów. Ulubiony Komorowskiemu minister od wojaków został awansowany na wicepremiera i strażnika interesów prezydenckich w rządzie, ale sama MECHANIKA władzy została nienaruszona. Wszystko by w tym bagnie bulgotało po staremu, pod patronatem dobrodzieja Bronka – tyle, że ten haniebnie przerżnął obie tury wyborów.

Wraz z przegraną pozycja Komorowskiego w Platformie skarlała, resztki po Tusku podniosły głowę i... nagle uniosła się kurtyna... na kolejną odsłonę „afery taśmowej”.

Teraz już tylko idiota uwierzy w trop „biznesowo-kelnerski”. Ostatni „przeciek” został skonstruowany zbyt oczywiście – przede wszystkim uderzał w prokuraturę, która mogłaby odkryć prawdziwe drogi taśm w meandrach tajnych służb i wywalić kawę na ławę. Kabaretowa osoba demaskatora, genialnego „pogromcy tajemnic chińskich serwerów”,wyraźnie wskazuje na służby – jako inicjatora gry. Wykradzenie fotek z elektronicznego nośnika należącego adwokata Falenty, umieszczenie ich w internecie i podrzucenie linka Stonodze nie przekracza (chyba ograniczonej) mocy intelektualnej agentów naszych służb. Tą drogą umoczeni mieliby być „uderzający w państwo” ludzie spoza kręgu władzy, a ta zdecydowanie i pryncypialnie przeciwstawi się destabilizacji Rzeczpospolitej – he he he. Tymczasem powrót do taśm ma na celu odzyskanie przez Komorowskiego pozycji w Platformie. Bójta się, chłopaki, jestem jeszcze w grze – zdaje się dochodzić z pałacu prezydenckiego i chłopaki się boją. Stołki pustoszeją. Dziś Pan Prezydent wziął się i przemówił publicznie. Powiedział, że jest jeszcze przez paręnaście tygodni urzędującym prezydentem i może... porozmawiać sobie z premierką (zarazem przewodniczącą Platformy). Istotnie, może sobie pogadać...

Wszystko to o rok spóźnione podrygi, a może już tylko pokraczne łamańce - w takt przeczuwalnego, nieuchronnego requiem.

Obłok
O mnie Obłok

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka