Sasin rznie głupa - i nie jest to zarzut wobec tego, skądinąd sympatycznego, polityka, ale raczej ubolewanie, że rżnie, bo musi. Wczoraj wieczorem, rozmawiając w TVP Info o ogłoszonym przez Komorowskiego referendum, Jacek Sasin wygłosił następującą formułę:
“To referendum jest dzisiaj bezcelowe, bo jest niekonstytucyjne. Dzisiaj Konstytucja RP przewiduje, że mamy proporcjonalną ordynację wyborczą. Dziś za wcześnie, aby o to pytać. Najpierw trzeba zmienić Konstytucję, a potem pytać Polaków, jaką mamy mieć ordynację.”
Wyklepanie tej przyjętej przez PiS mantry nie poszło politykowi gładko, bo zwykle mówi żywo i potoczyście i słychać, że słowa układa podług toku swoich myśli – tym razem jednak w głosie pobrzmiewała nuta wymuszonej recytacji. W dalszej części rozmowy Sasin ożywił się i już bardziej osobiście, a zatem przekonująco, formułował kolejne wywody.
W życiu politycznym PiS-u (i nie tylko) przyjęło się, że frontowcy medialnych potyczek muszą prezentować przygotowane przez sztabowców gotowe formuły, choćby te zawierały oczywiste głupoty. Wymaga tego dogmat partyjnej jednomyślności - zwany też obowiązkiem osobistej bezmyślności.
Zajmijmy się jednak meritum, czyli wymędrkowaną w PiS-ie barierą konstytucyjną, oddzielającą jakoby Naród od bazpośredniej decyzji w sprawie przyjęcia nowych zasad ordynacji wyborczej. Politycy powinni znań i rozumieć prosty do bólu zapis art.4 Konstytucji
1. Władza zwierzchnia w Rzeczpospolitej Polskiej należy do Narodu.
2. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.
Przepis ten ustala jednoznacznie porządek rzeczy – zwierzchnikiem posłów i senatorów, prezydenta i premiera jest Naród. Tenże Naród ma prawo bezpośrednio – a nie za pośrednictwem decyzji partyjnych – nakazać organom wybieralnym decyzje prawodawcze, w kształcie przez siebie ustalonym.
Konstytucja przewiduje, że jej zapisy mogą zmienić posłowie na sejm, ale ci nie powinni zapominać, że mogą otrzymać w tej sprawie polecenie swego zwierzchnika, jakim jest Naród ( a nie egzekutywa partyjna).
Narzędziem bezpośredniej władzy narodu jest instytucja REFERENDUM, opisana w rozdziale IV Konstytucji, tym samym który opisuje inne organy prawodawcze państwa – Sejm i Senat. Nadrzędność referendum jasno wynika z cytowanego już art.4. - który znajduje się w grupie przepisów kardynalnych, a nie regulacji szczegółowych.
Oczywiście jakaś partia może próbować odmienić porządek rzeczy, sugerując, że to egzekutywa partyjna przygotowuje posłom wytyczne dla zmian konstytucji, ci posłusznie prowadzą grę polityczną do pozyskania większości sejmowej, a gdy ta wreszcie podejmuje ostateczną decyzję, to Naród ma prawo wypowiedzi – oczywiście tylko wtedy, gdy organy wybieralne mu na to pozwolą, łaskawie zarządzając referendum. Taki porządek rzeczy zaprzecza zwierzchnictwu Narodu nad organami wybieralnymi.
Taki a nie inny porządek rzeczy jest sprawą mentalności i pragmatyki partyjnej, wywiedzionej wprost z pseudo-demokratycznych systemów totalitarnych, a w Polsce jest to wciąż żywy spadek po bolszewickim porządku peerelu.
Zapewne ta post-bolszewicka interpretacja Konstytucji stawała w gardle posłowi Sasinowi, ale jako posłuszny członek partii mówił przykazane głupstwo, czyli rżnął głupa (udawał, że te głupstwa są jego przemyśleniami).
Na koniec – jak w praktyce wygląda przełożenie wyników referendum na treść praw Rzeczpospolitej, które przecież są stanowione przez izby ustawodawcze. Sprawa jest banalnie prosta. Art. 125 Konstytucji mówi:
3. Jeżeli w referendum ogólnokrajowym wzięło udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania, wynik referendumjest wiążący.
Jest wiążący dla Rzeczpospolitej, więc wszystkich jej organów – w tym Sejmu, który ma niezwłocznie przystąpić do wprowadzenia koniecznych zapisów prawnych – w tym wpisanie zmian do Konstytucji, jeżeli takie są wymagane do poddania przepisów ordynacji wyborczej woli Narodu.
Pytania referendalne mają być proste i czytelne co do skutku, a nie ujmować części czy całości procedury prawnej realizującej ten skutek. Zapisanie pytania o JOW-y w formie:
Czy chcesz wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych i zmiany w tym celu zapisu art.96 Konstytucji?
jest równoznaczne - co do wszystkich skutków - z pytaniem pomijającym tę właśnie, dodatkowo wyszczególnioną procedurę prawną – jedną z kilku, jakie Sejm musi wdrożyć po skutecznym wyniku referendum.
A przekonanie, że wyrażenie i wdrożenie woli Narodu musi być poprzedzone machinacjami partyjnymi i przeniesieniem ich skutku na arenę sejmową - to bolszewizm w czystej postaci, o który nie podejrzewam Jacka Sasina, aczkolwiek tendencje w jego środowisku partyjnym... ???



Komentarze
Pokaż komentarze (12)