Kukiz zapowiedział, że nie przedstawi żadnego programu politycznego. Postawił sprawę uczciwie – bo skąd ma wiedzieć, jaki program wykreuje zgromadzona wokół niego zbiorowość?
Partyjne i dziennikarskie bezmózgi podniosły skowyt –cóż to za przywódca, który nie mówi ludziom co i jak mają myśleć i robić.Faktycznie, to szok wobec postkomunistycznych przyzwyczajeń, ciągle żywotnych w mentalności i praktyce politycznej.
Podobno każdy, kto ubiega się o władzę musi przedstawić walory pasztetu, jaki zrobi z państwa, gdy się tylko dorwie do do władzy. Co z tego, że po objęciu władzy wyjdzie nafaszerowana papierem toaletowym wątrobianka w plastykowym flaku. Pasztet idealny musi być opisany i już. To program partii. A niejaki Gierek mówił z plakatów:
Program Partii programem Narodu.
Troszkę się zmieniło, bo przybyło tych partii. I to w zasadzie jedyna zmiana. Stara zasada tzw. centralizmu demokratycznego (tj. -wódz i góra stanowią o wszystkim, doły akceptują i wykonują) ma się w najlepsze – i to we wszystkich partiach powstałych w ostatnim 25-leciu.
Masy mają za to nowy model demokracji ustrojowej. Model konsumpcyjny. Mogą wybierać między pasztetami. I kucharzami. Masy oblizują się ze smakiem, słuchając propozycji ulubionego kucharza i plują z obrzydzeniem na samą myśl o pasztecie sprokurowanym przez innych.
Aż tu nagle - masz ci diable – pojawia się Kukiz, chcący politycznie zmienić kształt państwa i powiada wprost –nie mam przepisu na pasztet! Nie bałamuci – jak to się przyjęło podług starej reguły -że program Kukiza programem Narodu.
Co więcej, Kukiz powiada, że dotychczasowe reguły paszteciarstwa go nie zajmują i nie zamierza brać udziału w konfrontacjach na smakowite obietnice. Ma natomiast określoną, krótkoterminową strategię na zmianę post-komunistycznego sposobu funkcjonowania istniejących dzisiaj formacji partyjnych.
Strategia Kukiza nie jest dziś skierowana na konstrukcję własnego ugrupowania, ale na rozbicie centralizmu demokratycznego partii istniejących. Podstawowym narzędziem tego procesu jest zmiana ordynacji wyborczej do sejmu.
Dzisiejsza ordynacja proporcjonalna daje wodzom i egzekutywom partyjnym decydujący wpływ na obsadę mandatów poselskich. Kilkadziesiąt osób z kierownictw partii są „lokomotywami wyborczymi” - które (dosłownie) wciągają do sejmu szarą, anonimową brać partyjną. Ta mierzwa i tak nie ma nic do powiedzenia - prócz posłusznego głosowania według wskazówek góry – bo są to wagony, które wjechały do sejmu wcale nie o własnych siłach.
O tym, że to akurat oni a nie inni zostali podpięci do lokomotyw, decydowały same lokomotywy. Pod kontrolą Głównych Zawiadowców – Kaczyńskiego, Kopacz, Millera...
Natomiast o samym wyborze do sejmu, dokonywanym między poszczególnymi „pociągami” partyjnymi, decydują masy w „konkursie pasztetów”.
„Wagony” z pociągów poselskich nie mają żadnego wpływu recepturę wyrobów konkursowych (programy partyjne), ale są ich (jedynymi) beneficjentami (bo mają realne profity z posłowania) – zamian za posłuszeństwo.
Ta niezbyt subtelna procedura oddaje władzę nad partią i jej reprezentacją poselską wąskiej grupie egzekutywy (lokomotywowni) i Głównemu Zawiadowcy.
W istocie rzeczy masy wybierają między wodzami partii, pokornie głosując na listy wybrańców ułożone przez tych wodzów. To przywódcy partyjni wybierają narodowi jego posłów, wciskając ich w „pakiecie”.
Kukiz uderza w głosowanie „w pakiecie” - w listy anonimów zgrupowanych pod partyjnym logo. Chce, aby każdy z kandydatów stanął przed wyborcą wyłącznie na własny rachunek.
Oczywiście taki kandydat może się powoływać na program swojej partii – ale bezpośrednio.
Osobiście – sam naprzeciwko sześćdziesięciu tysiącom wyborców, a nie jako element dziesięcioosobowej grupy wobec sześciuset tysięcy wyborców.
Poseł, który sam przeszedł taką bezwzględną konfrontację z wyborcami (nie został do Sejmu przepchnięty w tłumie) nie będzie posłusznym popychadłem, bo w procesie bezwzględnej walki o swój mandat nabiera przekonania o własnej wartości.
Zawsze może się postawić liderowi, powołując się na wymianę myśli z elektoratem w czasie kampanii. Lider nie powie mu –nie pyskuj, bo cię w przyszłych wyborach nie wstawię na listę, bo ten odpowie –wiem, czego chcą od posła w moim okręgu i wystartuję na własny rachunek, no i co mi zrobisz?
W ten właśnie sposób strategia Kukiza uderza w egzekutywy i wodzów partyjnych, wzmacniając pozycję indywidualną posła – bez względu na partię, z której pochodzi.
Bitwa o JOW-y, o jakiej mówi Kukiz, to bitwa o niezależność poselską wobec partyjnego centralizmu.
Kukiz nie musi się licytować na pasztety, bo chodzi mu o poddanie każdegoprogramu partyjnego 460 konfrontacjom wyborczym - oko w oko, twarzą w twarz. Każdy z kandydatów nie tylko powie co jego partia proponuje, ale usłyszy, czego wyborcy chcą od jego partii. W kolejnych wyborach on sam – i jego partia w jego osobie - będą rozliczani nie tylko z obietnic, ale i realizacji (dopisanej w kampanii) woli swoich wyborców.
W ten sposób stara zasada ma zamienić się w nową:
Program Narodu programem partii.
To zaś zupełnie zmienia rolę wodzów i egzekutyw partyjnych.
Przestają być odpowiedzialnymi przed Bogiem i historią samowładnymi demiurgami gier politycznych, a stają się sługami. Muszą się liczyć z głosem płynącym z dołów.
Już samo otwarcie przez Kukiza tej strategii spowodowało zmianę posunięć wyborczych. Wcześniej różne wodzobusy jeździły objawiać masom przepisy na pasztet i wzmagać apetyt na przyszły przysmaczek.
Dziś panie liderki kampanii parlamentarnej wybrały się do mas, żeby POSŁUCHAĆ !
Posłuchać, czegóż to ludzie chcą i wykazać wolę modyfikacji programu. To oczywiście pic na wodę, ale i znak zmiany w postrzeganiu elektoratu. Ten nagle, w swojej znaczącej części, wymknął się spod starych reguł biernego ciamkania tego, co zostało podsunięte - i nagle „Houston ma problem”.
Oczywiście będzie próba dezawuowania Kukiza, że ten nie ma programu. Nie szkodzi. On ma strategię.
Strategię przyporządkowania posłów Narodowi, a co za tym idzie bezpośredniego przełożenia woli Narodu na władzę. Przełożenia na kształt oraz realizację wszystkich programów, jakie wszystkie walczące o władzę partie pracowicie gdzieś tam pichcą.
Dlatego ani własny program, ani własna partia nie są Kukizowi potrzebne.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)