Jedna Pani powiedziała drugiej Pani, żeby ta nie udawała Greka. Niby nic, ale te Panie ubiegają się o premierostwo w nachodzącej kadencji, zatem jest to rozmówka na szczytach władzy. W zasadzie jest elegancko, bo skończyło się na zwykłym idiomie, choć mnie przyszła do głowy przyśpiewka o damskim sporze kończącym się na wsadzeniu - do czegoś tam - narzędzia ogrodowego pod nazwą grabie. Zaraz walnąłem się w pysk za niecny bieg moich skojarzeń, ale te i tak skierowały się swawolnie ku pewnemu Słowakowi.
Człowiek ten stanął przed sądem, rok po wprowadzeniu na Słowacji euro. Oskarżony go o kradzież obrazu o wartości 5 tysięcy €, a więc mienia o znacznej wartości. Na pytanie sędziego, czy przyznaje się do winy odparł, że nie zgadza się z aktem oskarżenia, gdyż ten jest wynikiem wprowadzenia w jego kraju nowej waluty. Wywiódł następująco:
- gdyby nie to, że mamy u nas to przeklęte euro, to akt oskarżenia brzmiałby zupełnie inaczej, bo wartość obrazu określono by w nim na 150 tys. koron. Tymczasem obwinia mnie się według kwoty wyrażonej w euro. Nie ja jestem winien, że wprowadzono u nas tę walutę, więc z czystym sumieniem odrzucam akt oskarżenia w całości. To nasz rząd, Unia Europejska i niemiecka kanclerz są winni, że mój czyn tak opisano i policzono. Skoro oni są winni, to ja jestem NIEWINNY .
Wydaje się, że pani Beata Szydło, strasząc nas wizją greckiej tragedii, posługuje się kalką myślową zaczerpniętą od tego „niewinnego rabusia”, a nawet idzie dalej. Twierdzi bowiem, że przyjęcie przez Polskę euro sprowadzi na nas automatycznie - z winy eurolandu oczywiście – plagę zapaści finansów publicznych i nędzy społecznej.
Możemy jednak tego uniknąć i spokojnie wstąpić do strefy euro, gdy – zdaniem pani Szydło - nasza gospodarka i wynagrodzenia osiągną poziom niemiecki. Pani Szydło prychnęła przy tym pogardliwie – żaden tam hiszpański czy włoski. Musi być niemiecki, bo Frau Merkel uber alles, ale jak Niemców dościgniemy, to pani Szydło i pani Merkel będą równe, żadnych tam uber czy unter.
Ktoś nieżyczliwy by zapytał o termin osiągnięcia tego wzorca powszechnej szczęśliwości, bo odpowiedzialny polityk, który wybiega myślą naprzód, ma przynajmniej jakąś aproksymację (dotkniętego przez siebie) problemu. Ja nie zapytam, bo wiem - i powiem !
- Jeżeli pani Szydło obejmie tekę premiera, to ze strefą euro zjednoczymy się najdalej w 2018 roku.
Obrachunek jest prosty. Urząd prezydenta obejmie niebawem podopieczny naszej bohaterki, człowiek rzutki, aktywny i zdeterminowany w woli działania. Obiecał, że odbuduje nasz przemysł niczym Adenauer, który odbudował zrujnowany przez wojnę przemysł niemiecki. Komuś tak zdolnemu i o wiele młodszemu, niż niemiecki stary pierdziel, pójdzie to migiem – dwa lata to aż nadto.
Pani, ups, pani Premier Szydło natomiast szybciutko obniży wiek emerytalny, a wdzięczni rodacy zwrócone im dwa lata emerytury poświęcą natychmiast wspomnianej odbudowie – pracując w dwójnasób. W ten sposób w dwa lata przerobimy cztery. Sukces murowany.
Jesienią 2017 ruszamy na podbój niemieckich autostrad naszymi rodzimymi odpowiednikami beemek, audic i merców. Nie będziemy dla tych tych wojaży od Kauflandu do Kaufhofu nabijać bankom kasy wymianą złotówek na euro – bo to nasza potężna waluta zdominuje Unię.
Wszyscy przyjmą nasz pieniądz za swój, damy im za to cząstkę nazwy do dyspozycji, bo zapanuje era eurozłotego. Ów eurozłoty – w Niemczech eurogold, we Francji eurod`or - będzie właśnie podwaliną nowej strefy euro. Stanie się tak w roku 2018.
Skoro ma być tak pięknie, to czemu pani Szydło nie rysuje nam tej wizji? Czyżby bała się swojej przegranej? No tak. Jeśli przegra, to jakiekolwiek inne - niż Jej - rządy doprowadzą Polskę tam, gdzie dziś dogorywa Grecja ! Trzeba ostrzegać !
Tu jednak rodzi się inny zagwozdek logiczny – wychodzi na to,że ani to Unia taka straszna i nie nazwa waluty w portfelu decyduje o sukcesie lub porażce reform, a tylko właściwe rządy. Lecz skoro tak, to czemu klęskę Grecji pani Szydło przypisuje eurolandowi, a nie kolejnym greckim premierom?
I tu odpowiedź jest prosta – jedynym złym rządem w Europie jest rząd polski, oczywiście tylko wtedy, gdy nie wywodzi się z PiS-u.
Nie trzeba było tak od razu?
Ludzie małej wiary i zgryźliwi zaraz napiszą, że szydzę sobie z pani Szydło. Ba, nawet nic nie napiszą, plując z obrzydzeniem na (swój) ekran z wyświetloną tam moją notką i zamykając lekturę krótkim - parszywy troll !
Otóż nic bardziej mylnego, wielce szanowny, żelazny elektoracie PiS-u.
Ten tekst jest napisany w interesie pani Szydło, was wszystkich i w interesie elektoratu biernego, do jakiego sam się zaliczam.
Wy, moi Państwo, pragniecie zwycięstwa wyborczego jak niczego innego. Aby je osiągnąć, musi być was więcej, niż wasza stała od lat liczba. Część z was zwyczajnie w to nie wierzy – ci upatrują szans zwycięstwa w umniejszeniu elektoratu konkurencji, więc pokochali Kukiza, bo odbiera jakoby elektorat Platformie. Inna opcja upatruje zwycięstwo w przyciągnięciu niezdecydowanych, biernych i rozczarowanych mijającymi rządami. W tej migracji elektoratu pod sztandary PiS-u wy sami stanowicie największą przeszkodę – jak Chińczyk opium pragniecie negatywnego, opartego na katastroficznych wizjach, przekazu wyborczego. To was (pozornie) krzepi i (rzeczywiście) jednoczy, a właściwie zasklepia. Nie jesteście elektoratem wymagającym, wystarczy wam wywlec pod nos trochę zgnilizny i wizji zagrożeń - zaraz jesteście szczęśliwi, zwarci i gotowi w „odnowie Polski”.
Tymczasem wielu z tych, których wsparcia potrzebujecie, nie idzie na plewy kampanii negatywnej i roszczeniowej. Żyje bowiem w Polsce sporo ludzi zadowolonych ze swojej pozycji i dorobku, patrzących w przyszłość z optymizmem. Ci ludzie potrafią zadbać o siebie i nie składają swojej pomyślności na ręce rządzących, bo chcą od nich tylko merytorycznej sprawności i wysokiego poziomu kompetencji w zarządzaniu państwem.
Ci ludzie oceniają wnikliwie i krytycznie nie tylko łajdactwa aktualnej ekipy rządzącej, ale z taką samą uwagą wsłuchują się w przekaz wyborczy waszej partii i weryfikują go na chłodno, a nie akceptują go z góry, z właściwym wam zaślepieniem i wąchaniem padliny.
Tych ludzi dość łatwo zrazić głupim, populistycznym gadaniem, a zrazić znaczy stracić. Niby pies trącał – ale to od nich zależy upragnione przez was zwycięstwo. Musicie pamiętać, że wybory parlamentarne nie są dwubiegunowe jak druga tura gry prezydenckiej. Wy tymczasem chowacie się w tych swoich „okopach świętej trójcy” i wymagacie od swoich liderów, aby karmili was nieustannie tą samą karmą, która choćby już zgniła, jest jedyną dostępną w tym wyobrażonym sobie, przez was samych, oblężeniu.
Wasze oczekiwania krępują i ograniczają waszych liderów, którzy muszą schlebiać waszym negatywnym emocjom, nie bacząc, że tym samym odstręczają od siebie grupę, która może przechylić szalę zwycięstwa.
Wielu z was, moi Państwo, osobistą hejterską aktywnością, przegania od PiS-u grupę ludzi wyrażających poglądy tyleż krytyczne, co życzliwe – czyli wspierających was z pewną rezerwą.
Wasz brak dystansu, autokrytycyzmu, wreszcie zwykłego poczucia humoru czyni z was grupę, do której nie bardzo chce się zbliżać.
Życzliwy przytyk pod adresem któregoś z waszych liderów traktujecie jako osobistą obrazę, nie tyle jego samego, co każdego z was samych. A przecież takie przytyki są i waszym liderom potrzebne, aby nie zapędzali się potokiem słów na manowce samobójczej propagandy.
To tyle. Teraz sobie poplujta, skoro taka wasza wola...



Komentarze
Pokaż komentarze