Kraj normalny to taki, w którym procedura nałożenia na obywatela mandatu z góry przewiduje korzystny dla niego sposób ustalania okoliczności i wagi wykroczenia. Prosty – z pozoru – tryb karania za przekroczenie prędkości może być jasny i zabezpieczający prawa obywatela, albo zawierać wątpliwości.
Pierwsze – cyferki wyniku na urządzeniu pomiarowym (radarze). U nas ważny jest atest urządzenia – jeśli jest, to urządzenie jest idealne dniem i nocą, przy każdej pogodzie.
W kraju normalnym zakłada się tolerancję błędu pomiaru. Dla pomiarów do prędkości 100 km/godz przyjmuje się możliwość błędu rzędu 2%, dla prędkości większych margines błędu wynosi 3%.
U nas to wszystko jedno, kto na błędzie straci, kto zyska – bo i tak „się wyrówna”.
W kraju normalnym możliwy błąd jest zawsze odliczany na korzyść obywatela-kierowcy. Uśredniona prędkość wskazana przez radar nie może być podstawą do wymierzenia mandatu, bo jest o te 2-3% w którąś stronę wątpliwa. W normalnym kraju wątpliwości przyjmuje się na korzyść karanego. U nas obowiązuje norma sprawiedliwości przypadkowej, wyrównanej do średniej.
Wydawałoby się, że nie ma o co kruszyć kopii, szczególnie gdy mandat jest wymierzany komu innemu, a nie mnie – a co ta, te głupie procenty, niech buli jak za zboże. Jeszcze lepiej, gdy wykroczenie popełni osoba publiczna, w dodatku polityk z nielubianej partii – niech buli podwójnie!
Jazda z prędkością , którą urządzenie pomiarowe pokazało jako 103 km/godz, przy ograniczeniu do 50 km/godz, zdarzyła się pewnej posłance i ta pokornie oddała swoje prawo jazdy na trzy miesiące – bo jazda ponad setkę w obszarze zabudowanym skutkuje represją zakazu prowadzenie pojazdów przez 3 miesięce.
W normalnym kraju rzeczona posłanka nie straciłaby prawa jazdy. Jechała 103 – błąd pomiaru wynosi 3%, a więc wynosi 3,9 km/godz. Do wymiaru kary przyjęto by prędkość 99,1 km/godz.. A więc „magiczna setka” nie została de iure przekroczona. W takim układzie należą się punkty karne i mandat za przekroczenie prędkości wg tabeli w przedziale przekroczenia 41-50 km/h – ale prawo jazdy pozostaje w kieszeni.
Dziwnym zbiegiem okoliczności tak pięknie się zdarzyło, że na publicznie rozpowszechnionym przykładzie można pokazać nędzę procedury prawnej – za która zresztą pewnie rzeczona posłanka głosowała. Niby ona ma za swoje, ale ja chciałbym być w Polsce traktowany jak w innym, normalnym kraju. Czyli - zgodnie z zasadą, że tam, gdzie przy poddawaniu mnie karze może wystąpić wątpliwość, będzie to traktowane na moja korzyść.
Uważam też, ze ta zasada ma dotyczyć nie tylko mnie, ale wszystkich kierowców przekraczających prędkość na terenie Rzeczpospolitej, bez względu na obywatelstwo, narodowość, wiek, płeć, wyznanie czy kolor włosów. Jest to wyznacznik kultury prawnej naszego państwa !
Z własnej, niechlubnej praktyki wiem, że w pewnym obcym, ale normalnym kraju zastosowano wobec mnie tę zasadę – i to, o zgrozo, parokrotnie. No cóż, w Polsce coś takiego jak elementarna praworządność buja wśród Obłoków.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)