Obłok Obłok
378
BLOG

Telefon znikąd i polityka histEryczna

Obłok Obłok Polityka Obserwuj notkę 3

I. Telefon znikąd

Zadzwonił do mnie rano przyjaciel. W głosie pobrzmiewała irytacja, co dziwne, bo mało co wyprowadza go z równowagi, jest jakby wzorcem empatii i zrozumienia. O ton wyżej niż normalnie, urywając w pół zdania wygarniał:

- dziś w nocy wywaliłem z tego twojego salonu wszystkie swoje teksty, a teraz ty użyj swoich wpływów czy perswazji, żeby tam po mnie żaden ślad nie został, bo chciałem wykasować też samo konto, ale się nie dało...

 

No cóż, namawiałem Marka, by czasem coś skrobnął do Salonu24, bo posiada rzadką umiejętność widzenia zdarzeń politycznych w kontekstach przeszłości i jednocześnie w otwartej perspektywie przyszłości. Pomyślałem, że jego rzetelne analizy (może zbyt beznamiętne i niezaangażowane – jak na publicystykę) urozmaicą tutejszą mocno koniunkturalną i upolitycznioną wizję rzeczywistości.

Marek kręcił głową, mówiąc, że owszem pisze, ale gdy ma umowę i uzgodnione honorarium, za zaliczką najlepiej... ale wiedziałem, że ulegnie skuszony zupełnie dowolną formułą publikacji, jakże różną od wymogów prac naukowych, które są jego domeną. Anonimowość, czyli brak konieczności komentowania tego nurtu aktywności publicznej w środowisku zawodowym, była również ważkim argumentem. Trochę jeszcze kręcił nosem:

- publikowanie w ramach tego regulaminu, bez uzgodnienia warunków z wydawcą czy redaktorem, przypomina ustawienie straganu na targowisku próżności i zdanie się na łaskę stójkowego tego targowiska.

 

To dość trafne spostrzeżenie zagadałem argumentami o „pracy pozytywnej i pracy u podstaw”, więc z domieszką autoironii wypiliśmy zdrowie doktora Judyma, a Marek machnął ręką na zgodę.

 

Jako „Posługacz rozumu” wystartował notką o kredytach frankowych, w której problem ujął jako zjawisko z kategorii gry ryzykiem finansowym, opisał mechanizm kalkulacji zysku kredytobiorców i przewidział cele i skalę upolitycznienie zagadnienie. Przewidział, bo notkę opublikował w drugim dniu gwałtownej zwyżki franka, gdy inni pisali o tym jako o fenomenie kursowym i jego ekonomicznych skutkach w wymiarze wzrostu rat spłaty.

Z dziesięciu, (wszystkiego może ) notek „Posługacza” szczególnie ceniłem tę o problemie aneksji Krymu, w której prócz opisu podłoża historycznego i politycznego operacji, sformułował perspektywę dogodnego dla Rosji i Ukrainy zakończenia sporu.

Posługacz” zamieścił też na Salonie24 potężną notkę (17 stron), będącą w istocie szeroką i głęboką analizą historycznych uwarunkowań sytuacji dzisiejszej Ukrainy. Wiem, że był to publicystyczne odprysk grubszej pracy naukowej. Dokładne przestudiowanie tej notki uwolniłoby niejednego od pisania i mówienia powierzchownych głupot o zdarzeniach za naszą wschodnia granicą, a i szerzej o problemach ze spadkiem po imperium bolszewickim.

 

Te i inne notki „Posługacza” umarły, wycięte przez autora z archiwów Salonu. Dlaczego ten zdecydował się zabrać to, co wcześniej złożył w tutejszym skarbcu ludzkiej myśli i przenieść je donikąd (gdzie i sam się udał, patrząc z perspektywy salonu) ?

Zapytałem o to, a Marek odpowiedział dość skrótowo, nie szczędząc kolokwializmów, podając powód osobisty, ale i jego ogólne konteksty. Przyjaźnimy się jeszcze od czasów podstawówki (już dobrze ponad 50 lat), więc znamy się jak łyse konie i dość łatwo mi przełożyć telefoniczne emocje na narrację czytelną publicznie. Zrobię tak, bo uważam za ważne publiczne i polityczne aspekty sprawy.

II.Polityka histeryczn

Minionej nocy Marek wcielił się w „Posługacza rozumu”, napisał notkę korespondującą z głupawymi awanturkami wokół „formatu normandzkiego” i wysłał ją do Salonu24. Samo wklejenie tekstu przebiegło pomyślnie, więc Marek przeniósł się na stronę główną, żeby poszukać notki gdzieś z boczku, otworzyć ją i zadiustować tekst w takiej postaci, jaka widzą czytelnicy. Szukał, szukał i nic. Wreszcie znalazł ją ukrytą pod przyciskiem „więcej” u spodu kolumny 'najnowsze wpisy”

- Zanim napisałem swój tekst – mówił Marek - przedzierałem się przez bełkotliwe notki pełne bezsensownej polemiki z paplaniną Schetyny. Włos mi się jeżył, gdy czytałem banialuki o „formacie polskim” czy „formacie ukraińskim”. Cała ta funta kłaków gadanina tworzyła nurt swoistej „polityki histerycznej”, odległy od rzetelnych analiz sytuacji międzynarodowej, a skoncentrowany na pustej gloryfikacji lub na równie pustym deprecjonowaniu prezydenta.

Swój tekst napisałem w opozycji do obu „opcji histerycznych”. Objaśniłem genezę pojęcia „formatu normandzkiego” jakim jest, przytoczyłem jego punkty rozwojowe, określiłem cel i metody działania. Objaśniłem tło jego krytyki w kołach międzynarodowych, począwszy od spotkania w Mediolanie. Dość kontrowersyjnie opisałem polską recepcję „formatu normandzkiego” - przypisując jej cechę uzależnienia od polityki Waszyngtonu, niezależnie od osoby premiera czy prezydenta.

W końcu konkludowałem, że prezydent Duda niepotrzebnie uwikłał się w tę formułę dyplomatyczną. Przypisałem temu pobłażliwie przymiotnik „nadaktywny”. Zasugerowałem jaką narrację wokół propozycji politycznych Dudy może prowadzić jego środowisko, by „zejść z linii strzału”. Zasugerowałem kierunki działania Dudy będące rozwinięciem jego koncepcji „formatu genewskiego”, pisząc dlaczego zmiana „formatu normandzkiego”nie ma sensu, co najwyżej trzeba zaczekać, aż ta formuła się wyczerpie

Portier Salonu24, który powiesił moją notkę w kiblu, uległ psychozie „polityki histerycznej” na tle Dudy. Notka była inna niż pozostałe w tym temacie, ale wyraźnie nie pisana na kolanach. Portier nie zrozumiał konstruktywnego przesłania i elementów wzywających do dyskusji na temat szerszego kontekstu, ale odczytał brak gloryfikacji, Wiedział co ma – na wszelki wypadek – zrobić. Zrobił co zrobił, nie mam do niego pretensji.

Polityka histeryczna, czy może histeria polityczna nakierowana na budowę wizerunku „Dudy nieskalanego” jest wyrazem tendencji samobójczych, bo eliminuje dyskusję merytoryczną, a tylko taka wspiera trzeźwe poglądy i użyteczne sugestie.

 

Nie będę wysyłał swoich myśli do salonu - kończył Marek – w którym będą niewolone przez portierów czy lokai tylko dlatego, że ci nie umieją czytać. Portier jest od tego, żeby sprawdzić ubiór. Trudno jednak wymagać od portiera, żeby to umiał robić, jeśli jest ułożony do chwalby nagiego króla. A przecież rzecz nie w tym, by ukazywać władcę w złotogłowiu nawet wtedy, gdy ten w kąpielówkach wskoczył do rzeki.

 

Tak to Salon24 coś utracił. Ale zyskała za to publika zagospodarowywana we wzajemnym bezmyślnym opluwaniu w ramach polityki histerycznej czy histerii politycznej. Myśleć nie trzeba, a portierzy zadbają, żeby plujących słusznie było więcej.

 

Ciekawe, czy tutejszy portier usunie wszystkie ślady po moim przyjacielu, tak jak on sobie tego życzył, czy nick „Posługacz rozumu” pozostanie po wsze czasy w spisie blogerów zwyciężonych przez portierów.

Obłok
O mnie Obłok

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka