Byłbym mocno zdumiony, gdyby artysta Kukiz stał się, deus ex machina, w ciągu paru miesięcy, skutecznym remedium na choroby drążące polskie życie partyjne i elity polityczne, dogadane co do procedury wymiany masek "rządzący" i "opozycja" w ustalonym, hermetycznym gronie.
Artyści realizują się w przestrzeni medialnej, co upodobnia ich funkcjonowanie do funkcjonowania polityków, jest jednak między tymi światami zasadnicza różnica. W świecie politycznym zasadniczą rolę odgrywa repertuar (a później osobisty walor jego prezentacji); wśród artystów jest odwrotnie.
Repertuar polityczny to ustalona (napisana przez partię) retoryka programowa, wyrażana przede wszystkim w chwytliwych refrenach czy tzw. szlagwortach. (To brzydkie słowo pochodzi z kuchni piosenkarskiej i oznacza łatwo zapadającą w pamięć zbitkę słowną, przywołującą utwór, z którego pochodzi, oraz budzącą szersze skojarzenia emocjonalne)
Oto parę typowych szlagwortów politycznych, przemieszanych na chybił trafił z piosenkarskimi : - daj mi tę noc - stop złodziejskiej prywatyzacji - majteczki w kropeczki uahaha - odbudowa zrujnowanej Polski - dmuchawce, latawce, wiatr - Balcerowicz musi odejść...
Repertuar polityczny jest prezentowany w różnych wykonaniach, te same fragmenty powtarzają w mediach różni politycy danej partii, konkurując między sobą komu wyjdzie ładniej. Istotą jest, że ciągle ta sama śpiewka gromadzi i podnieca fanów. W tym obrządku medialnym jeden i ten sam przebój mogą na okrągło trąbić różne trąby, a fani tańczą i wiwatują tak samo radośnie.
Artyści mają inaczej. Oni najpierw muszą zaistnieć swoją osobowością, wykreować hit, a potem biedzić się nad nowymi propozycjami medialnymi. Ich fani lubią wracać do pierwszego covera, ale bez kolejnego przeboju ląduje się na marginesie estrady. Artyści muszą być nieustannie kreatywni, nie tylko w tworzeniu swojego wizerunku, ale też repertuaru. Co więcej - prawdziwi artyści nad samym wizerunkiem nie muszą tak mocno pracować, jeżeli ten jest autentycznym wyrazem ich osobowości. Fani powitają z radością starą gębę, ale po chwili zaczną wołać o nowy repertuar..
Artyści tworzą go indywidualnie (Janerka), w zespołach (Perfekt), lub prowadzą jego poszukiwania w różnych formacjach i w tzw. projektach. Projekt artystyczny realizuje zwołana ad hoc grupka twórców-wykonawców, którzy zderzają różne pomysły, osobowości twórcze i umiejętności wykonawcze dla wyprodukowania nowej rzeczy. (repertuarowej, czasem jeszcze stylistycznej). Od kuchni wygląda to różnie.
Czasem paru facetów po prostu dogaduje się i realizują pomysł koleżki na własne ryzyko, w wolnym czasie. Czasem pomysłodawca znajduje sponsora, najczęściej wytwórnię lub rozgłośnię, która za te spotkania twórcze artystów po prostu im płaci. Jednak zawsze musi się na jakimś etapie projektu pojawić producent, czyli gościu, który profesjonalnie opracuje efekty burzy twórczej w szczegółach, które z punktu widzenia procesu i efektu twórczego dla samych artystów początkowo nie są zbyt istotne, ale stanowią o zewnętrznym blichtrze dzieła.
(Dla wielu projektów pseudo-artystycznych taki producent jest postacią kluczową, bo zawiązuje lub realizuje czyjś projekt i decyduje o wszystkim. To on wybiera artystę dla przyjętego pomysłu, szuka materiału do wykonania, dobiera muzyków i dyryguje powstaniem i obróbką każdego dźwięku. W ten sposób powstaje codzienna galanteria muzyczna, rzeczy bez autentycznego wyrazu, które mogą wyjść z tła tylko pod warunkiem włożenia grubej forsy w promocję, choć bez gwarancji stania się przebojem. Klasycznym przykładem odpowiednika takiego projektu w polityce była pani M. Ogórek).
Paweł Kukiz jest za to klasycznym okazem artysty inicjującego lub dopełniającego projekty, na pewno mającym w osobisty udział w ich kreacji. Pisze teksty, więc wypowiada się słowem i umie śpiewać (choć nie zawsze, w poszczególnych występach, utrzymuje należyty poziom wokalny), ma też naturalną swobodę estradową (jednak efekty są często zależne od chwilowego nastroju - nie zawsze potrafi go okiełzać z pełnym profesjonalizmem).
Kukiz zrealizował swoje projekty autorskie w kilku formacjach - najważniejsze to AyaRL, Emigranci i Piersi. Warto też wspomnieć zrealizowany ad hoc wysokiego lotu projekt „Borysewicz-Kukiz”, z urokliwym przebojem "Bo tutaj jest jak jest".
Znamienny w skutkach dla charakteru i skutku działalności politycznej Kukiza jest jego sposób samorealizacji artystycznej - głównie w projektach właśnie. Ten sposób funkcjonowania wymusza stałe pozostawanie w wielu konfiguracjach towarzyskich (Kukiz wziął także udział w realizacji paru filmów fabularnych).
Enklawy artystyczne to targowiska próżności, pełne pozerstwa i fałszywych, ambicjonalnych, pseudo-koleżeńskich meandrów. Funkcjonowanie w nich na pewno nie zrobiło dobrze Kukizowi, bo to facet prostolinijny, otwarty emocjonalnie, uczciwy niemal do poczciwości, no i troszkę podszyty kompleksem małego miasteczka. Ma przy tym też ugruntowane poczucie własnej wartości. Wszystko to razem w znaczący sposób wpływa na jego relacje z otoczeniem; często reaguje z irytacją na pustosłowie i ambicjonalne pozy, zabiera się i idzie.
Wśród artystów porozumienia kreatywne odbywają się na zasadzie odnalezienia wspólnej linii lub obszaru skojarzeń i operowanie znakami/sygnałami nie tyle wyrażającymi własną myśl, co apel do rozmówcy, aby podążył własnymi myślami w zasugerowanym kierunku. Istotą jest porównanie ścieżek, jakimi podążały oba umysły i w jakich punktach się znalazły. Taki proces wyznacza nową przestrzeń - określoną tak przez marszruty, jak i wzajemne położenie punktów końcowych. Taka przestrzeń jest obszarem wzajemnego porozumienia i sama w sobie stanowi zbiór nowych dla każdego z rozmówców pojęć, z których budują ostateczny efekt kreacji (czasem zupełnie dla obu niespodziewany)
W polityce jest zgoła inaczej. Tam rozmowy obywają się dwojako:
-
na zasadzie przyporządkowania myśli jednego rozmówcy koncepcji drugiego (pierwszy tylko ją uzupełnia, a drugi -wiodący - rozstrzyga o przydatności przemyśleń pierwszego)
-
albo targów o to, ile każdy z nich przeforsuje swoich argumentów, z ilu zrezygnuje, co za co, a wreszcie jak ułożyć z tych elementów sensowny ciąg.
Dlatego myślenie i działanie Kukiza jest niekompatybilne z polityką. Dla niego program polityczny ma być efektem poszukiwań w przestrzeni porozumienia stworzonej przez kreatywne kontakty. Nie ma miejsca na gotową i forsowaną propozycję, a jest potrzeba intelektualnej interakcji. Nie ma miejsca na targi o określonych warunkach brzegowych, a jest potrzeba podróży rozumu na obszary nowe, wcale jeszcze nie ocechowane.
Dlatego Kukiz nie śpiewa. On szuka słów i melodii dla projektu „odnowa moralna polskiej rzeczywistości politycznej”. Szuka nie w sobie, ale wokół siebie. Miota się pośród ludzi w poszukiwaniu takiej sytuacji czy chwili, kiedy słowa i melodia wypłyną naturalnie gdzieś pośród ludzi, niekoniecznie z jego ust.
To trudne i mocno idealistyczne wyzwanie. Wielu odbiorców polityki wcale nie chce poszukiwać i współtworzyć czegoś NOWEGO. Wielu czuje potrzebę, ale nie wie jak ją zrealizować, jak się w proces twórczy wprowadzić.
Wielu stanęło i stoi, czekając aż ktoś im zagra. Oczekują wianuszka starych szlagwortów w odnowionych nieco aranżacjach. Jakże pięknie jest, jak odmienne jest, gdy stare śpiewki grają dudy, no nie?



Komentarze
Pokaż komentarze