W powszechnym przekazie dominuje sugestia, że 8 sierpnia 2013 nowy Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski mataczył przy obiadku u "Sowy" sprawami personalnymi swojej instytucji. Nic bardziej mylnego.
Idźmy tropem i tłem wydarzeń.
Tego dnia w siedzibie NIK odbył się konkurs na stanowisko dyrektora delegatury NIK w Rzeszowie.
Już po jego rozstrzygnięciu komentują go w knajpie 4 osoby – z jednej strony dwaj pracownicy delegatury NIK w Katowicach (Przemysław Witek i Paweł Miklis), których do knajpy przyprowadziła ich śląska kumpela (wicepremier Bieńkowska), rozmówcą jest prezes-elekt NIK-u, Krzysztof Kwiatkowski.
Nota bene - 8 sierpnia Kwiatkowski jest dopiero w drodze na swój przyszły stołek. Jego przyjęta przez Sejm kandydatura musi być zatwierdzona przez Senat, a na objęcie funkcji musi poczekać, aż wygaśnie konstytucyjne 6 lat kadencji urzędującego wówczas Prezesa, Jacka Jezierskiego, co stanie się za 2 tygodnie (w istocie Jezierski prezesował parę dni dłużej - przekazanie obowiązków odbyło się 27 sierpnia 2013).
Przedmiot rozmowy u "Sowy" wydaje się oczywisty i można go ująć krótko - "popatrz, Krzysiu, w jaki syf się pakujesz". Osią rozmowy i przekazu jest świeżutkie wydarzenie - konkurs na rzeszowską posadę.
Konkurs zorganizował urzędujący Prezes. Któż to taki? Jacek Jezierski został powołany na swoje stanowisko 22 sierpnia 2007 roku. Jego kandydaturę zarekomendował w Sejmie PiS (a potężnie przegraną rywalką była wtedy Julia Pitera).
Prezes Jezierski trzymał przez 5 lat u swego boku totumfackiego - Wiesława Motykę, szefa Departamentu Organizacyjnego , zaś jednym z urzędujących wiceprezesów był (z nadania PSL) Marian Cichosz.
Motyka i Cichosz konkurowali ze sobą o stanowisko w Rzeszowie. Tylko laikom może się wydawać, że stołki dyrektora Departamentu w NIK-u, a co dopiero Wiceprezesa, są lepszym kąskiem niż dyrektorowanie gdzieś tam na prowincji.
Oba warszawskie stołki są chwiejne. Wiceprezesów NIK powołuje i odwołuje Marszałek Sejmu po na wniosek Prezesa, po zasięgnięciu opinii we właściwej komisji sejmowej, więc jest to posada zależna od oceny szefa i koniunktury politycznej. Z kolei dyrektorzy pionów administracyjnych w NIK pracują na podstawie zwyczajnej umowy o pracę i mogą wylecieć na pysk za zwyczajnym wypowiedzeniem.
Tymczasem Dyrektor Delegatury staje się członkiem korpusu Kontrolerów, ma zatem praktycznie zagwarantowaną robotę do emerytury. Nie musi być do końca dyrektorem, ale wyrzucić Kontrolera z NIK-u praktycznie nie można! (Średnia płaca brutto w NIK w 2013 wynosiła 9 454,- zł).
W lipcu było już oczywiste, że Jezierski nie zostanie w NIK-u na drugą kadencję, więc jak to w urzędach - zapanował strach o stołki, no bo przecież przychodzi nowa miotła.
Bało się wielu, a najbardziej uchodzący za politycznego nieroba i kombinatora Cichosz, oraz prawa ręka Prawego i Sprawiedliwego Prezesa - Motyka.
Przetarg, tfu, konkurs na stanowiska szefa rzeszowskiej delegatury dawał jednemu z nich dożywotnią synekurę w firmie. Właśnie tło tej gry opisywali Kwiatkowskiemu śląscy kumple Bieńkowskiej. Było więc o tym, jak na przebieg konkursu mógł wpłynąć wiceprezes Kutyła, jak postawił się Jezierski... było o wielu sprawach zza kulis NIK-u, a Kwiatkowski słuchał i dziwił się - jakże taki syf może mieć taką dobrą publiczną opinię...
Tyle wiemy z taśm - jeżeli posłuchamy ich w pełniejszym tle.
Jakie były losy konkurentów do rzeszowskiej posady?
Na czternasty dzień od konkursu, 22 sierpnia, prezes Jaworski podpisał nominację swego pupila i ten ruszył do Rzeszowa. Konstytucyjnie był to ostatni dzień urzędowania "starego prezesa" , więc Motyka przesmyknął się dosłownie w ostatniej chwili. Kwiatkowski nie ruszył go z posady (mógł go gdzieś przenieść, obniżyć rangę). Dziś Motyka wojuje z burym, peeselowskim nierządem na Podkarpaciu, by oczyścić przedpole dla swoich.
A co z Cichoszem? Kwiatkowski trzymał go przez 6 miesięcy - bo za tyle musiałby płacić odprawę, gdyby go posunął wcześniej. (Nie wiem zresztą, czy decyzję o wywaleniu z NIk-u podjął Kwiatkowski, czy jeszcze Jezierski). W każdym razie w lutym 2014 Cichosz zniknął z NIK-u. Wyjechał do Hamburga, objąć tamtejszy konsulat. (Tak więc rozmówki z Burym o naciskaniu na Kwiatkowskiego, w sprawie zachowania posady w NIK, wiele Cichoszowi nie pomogły. Partyjny koleżka upchnął go w cieple, ale na peryferiach dyplomacji. Ciekawe za jakie zasługi.)
O tym, jak sprawa partyjnych rozgrywek w bezpartyjnej - z przepisów ustawy - instytucji zaszkodzi Kwiatkowskiemu nie wiem. Prokuratura bada zresztą konkursy na kierownictwo innych delegatur, nie rzeszowskiej.
Jednak gra omawiana u "Sowy" toczyła się w NIK-u między wpływami PiS-u a PSL-u. Sam Kwiatkowski nie tylko, że nie brał w niej udziału, ale nawet jej nie kibicował. Na jej przykładzie, post factum , dowiadywał się, jaka gangrena toczyła tę instytucję.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)