Obłok Obłok
209
BLOG

Referendum - los bękarta

Obłok Obłok Polityka Obserwuj notkę 10

Wczorajsze referendum było politycznym bękartem - dziecięciem gwałtu Komorowskiego na idei zmiany systemowej. Izbą porodową był Senat, akuszerem Borusewicz.

Przypomnijmy - Komorowski po wstępnej przegranej (w I turze wyborów prezydenckich) stracił instynkt samozachowawczy i poczucie swego statusu politycznego. Wykalkulował, że wniosek o anty systemowe referendum przekieruje na niego w II turze głosy wcześniej oddane na Kukiza.

W oszołomienie po pierwszym ciosie wyborczym Komorowski zapomniał , że jest UOSOBIENIEM systemu - co zresztą w całej kampanii akcentował jako podstawę swojej zachowawczej prezydentury. Nie zauważył, że Duda - jego przeciwnik w drugiej turze - jest postrzegany jako homo novus, postać spoza układu, filip wyzwolony z partyjnych konopi, a próby ubrania go w łachy pisowskiego stracha na wróble nie przyniosły efektu.

Pusty gest referendalny Komorowskiego był jak próba kręcenia marynarą na big-beatowym koncercie. Nie ta muzyka, nie te zwyczaje i reakcje. Pusty – ale stał się.

W chwili składania wniosku o referendum Platforma (mimo spadku notowań) mogła jeszcze liczyć w wojnie o sejm na równą walkę z PiS-em. Po ostatecznej porażce Komorowskiego jego partia zaczęła pikować w dół i drugie pytanie referendalne (o finansowanie partii) nie było już dla niej korzystne.

Platforma w swoim apogeum popularności wojowała o znaczne ograniczenie, a nawet zniesienie dotacji budżetowych dla partii politycznych. Kalkulacja była prosta - upartyjnienie państwa dawało koalicjantom takie konfitury, że dotacje to betka - ale ich likwidacja stawiała na przegranej pozycji odcięte od forsy partie opozycyjne.

Gdy jednak Platforma stanęła przed widmem znalezienia się w opozycji, a więc odspawania od profitów, jej pogląd na finansowanie partii politycznych zmienił się diametralnie. Oczywiste było, że ogół opowie się za zmianą systemu finansowania partii, przekonany, że odcina tym samym darmozjadów od państwowej forsy.

Policzyłem kiedyś, że 10% danina od apanaży pobieranych przez "swoich" - usadzonych na rozmaitych stołkach w zależnych od państwa agencjach, spółkach i fundacjach daje partii rządzącej więcej niż dotacje. Przy tym krótki warunek - dostajesz ten stołek, ale płacisz na partię 10% - nie jest praktycznie do uchwycenia przez rozmaite CBA (i tak zależne od koalicji rządzącej). Do tego dochodzą rozmaite "formy wsparcia" udzielane partii (rzec z jasna rządzącej) przez lobbystów. Istotnie - ci którzy rządzą mogą być przeciw budżetowemu finansowaniu partii, ale tylko wtedy, kiedy pozostają u władzy. Przy zmianie ról już nie bardzo.

Błędne kalkulacje Komorowskiego sprawiły, że ogłoszone przez niego referendum nic mu nie dało w wyborach prezydenckich, a co więcej - obracało się przeciwko żywotnym interesom jego środowiska politycznego.

W tym stanie rzeczy referendum stało się niechcianym kłopotem dla PO - a przy okazji i innych partii, które rokują swoją polityczną przyszłość na ławach opozycji.

Dla idącego do władzy PiS-u referendum było nie do przyjęcia ze względu na możliwą zmianę ordynacji wyborczej. Idea JOW-ów - jakkolwiek by nie realizowana - osłabia bowiem w swoim skutku ideę i praktykę partyjnego centralizmu, który jest jednym z kanonów PiS-u. Dlatego PiS był otwarcie przeciwny referendum Komorowskiego. Niepolitycznie było jednak wojować z samą instytucją referendum. Z tej zrobiono w PiS szopkę cudownego rozmnożenia, dezorientując tzw. twardy elektorat.

Porzucone przez wszystkich referendum zaczęło jednak żyć własnym życiem, gdzieś na marginesie systemu, choć dla politycznego mainstreamu było bękartem, który miał umrzeć porzucony na śmietniku inicjatyw niewygodnych dla konsorcjum partyjnych władców. Dlatego nikt go nie objaśniał i nie wspierał.

Jego śmierć utrwalała status quo obecnego mechanizmu karuzeli politycznej, która ma się kręcić po staremu. W interwałach wyborczych część POPiSiorków i ich ubocznych sługusów zsiada z krzesełek ustępując je oczekującym, samemu czekając na nową turę - ale nikt nowy do tego lunaparku nie wejdzie, nikt nie będzie zmieniał utrwalonych reguł przesiadek i kręcenia.

Zdumiewające, że ciemny lud, stojący za płotem lunaparku, tak ochoczo przygląda się zmianom obsady na krzesełkach, jak czeka, aż ta stara, skrzypiąca (choć przemalowana) landara znowu ruszy przy dźwiękach ze zmienionej płyty, równie starej i trzeszczącej jak ta grana przed zmianą.

Zdumiewające są wybuchy radości ciemnego ludu, gdy tylko ujrzy swoich faworytów uniesionych w górę w zamkniętym kręgu wirujących krzeseł, zdumiewająca jest też niska satysfakcja , że teraz inni pokornie czekają na odmianę losu.

Jednak najbardziej zdumiewa radość i niska satysfakcja, że na panewce spaliła próba odmiany lunaparku na otwarty na wszystkich krąg ludzi trzymających się za ręce. Jakże wszyscy się cieszą, że tamci hen wirujący i tamci czekający pokornie, wszyscy razem z ulgą patrzą na śmierć bękarta, który wdarłby się na ich zastrzeżone terytorium i przewartościował tamtejszy pozornie wielkopański ład plebejskiego w gruncie rzeczy bytu.

Polska w swoim panem et circenses dalej ze wszech miar Ludowa jest. Odgrodzeni płotem Władcy niezmącenie celebrują swoje czcze igrzysko, a lud żuje swój chleb, gorzki po porażce, a słodki po zwycięstwie tych czy innych wybrańców. Od goryczy do słodyczy, ciągle w kółko macieju, oto byt przez Polaków ukochany.

Czy zatem to całe zakichane referendum miało jakikolwiek sens? Czy warto było wziąć udział w przegranej z góry sprawie, zainicjowanej w panice przez politycznego niedojdę?

Ja poszedłem do tej urny. Z uśmiechem nad meandrami historycznych symboli zakreśliłem 3xtak, wiedząc, że dla rządzących moim krajem kuglarzy mój głos nic nie znaczy i nie będzie znaczył. Dlaczego więc?

Był to sygnał dla podobnie mnie myślących, że nie wszyscy musimy się gromadzić pod płotem lunaparku w bezmyślnych stadach, zafrapowanych kibicowaniem grze o stołki na karuzeli. Że troska o kraj nie musi się wyrażać w manifestacyjnym poparciu tego lub owego politycznego oczajduszy. Że wola powszechna niekoniecznie wyraża się przez posłuch, ale czasem przez sprzeciw wobec systemu i może być próbą samodzielnej kreacji nowej rzeczywistości. Że poszukiwanie nowego ma sens, nawet jeżeli potrwa długo i rodzi w splocie przypadków z nieporozumieniami.

Że jest nas dosyć, aby podnieść dogorywającego bękarta ze śmietnika, usynowić , dać mu żyć i rosnąć, bo to przecież życie poczęte gdzieś pośród nas, czyli w Polsce. 

Obłok
O mnie Obłok

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka