Obłok Obłok
304
BLOG

Orzeł maltański

Obłok Obłok Polityka Obserwuj notkę 6

Prezydent Duda jest żywotnie zainteresowany kryzysem imigracyjnym w skali europejskiej i jego skutkami dla Polski. Dał temu wyraz zapraszając (wzywając?) do zdania stanu spraw minister Piotrowską - po jej powrocie ze stosownych uzgodnień unijnych. Można śmiało twierdzić, że cały kompleks problemów, który będzie poruszany w czasie szczytu na Malcie, jest znany Prezydentowi na poziomie bardziej szczegółowym niż wiedza medialna i podlega profesjonalnej analizie tak osobistej jak i na zapleczu kancelaryjnym.

Konstytucja nakłada na Prezydenta obowiązek reprezentowania Rzeczpospolitej. Ma on w tej materii pewną autonomię, którą ogranicza, rzecz jasna, sytuacja polityczna. Po prostu - w sytuacjach szczególnych Prezydent może nie chcieć, ale musi, jeżeli odpowiedzialnie traktuje swój urząd.

W tych dniach Polska znajduje się w szczególnej sytuacji - swoją działalność kończy rząd, który zdaniem wielu kompromitował nasz kraj i mamy okres przejściowy na konstytuowanie się nowego, który jest rządem narodowej nadziei i wielkich zmian.

Spotkanie przywódców państw UE na Malcie ma wyznaczyć strategiczne perspektywy rozwiązania problemu imigracyjnego - jest poświęcone kształtowaniu kierunku przyszłych działań Unii i jej państw członkowskich - wyznaczy generalne kierunki, wokół których skoncentrują się działania zawodowej dyplomacji, dopracowującej szczegóły.

Prezydent jest naturalnym sojusznikiem politycznym przyszłego rządu, którego premier nie jest jeszcze oficjalnie nominowany(a), więc nie może wziąć udziału w maltańskim szczycie, a szkoda, bo spotkanie wytycza przyszłość - podjęte tam ramowe ustalenia mogą być brzemienne w dalszych skutkach politycznych. Prezydent byłby na maltańskim spotkaniu reprezentantem Polski która nadchodzi, a nie okazjonalnym zastępcą niefortunnej, skompromitowanej ekipy. Wydaje się, że Andrzej Duda - osobiście -dojrzał już do podjęcia takiego propaństwowego, odpowiedzialnego dzieła.

 

Tym bardziej dziwią głosy z prezydenckiej kancelarii i zaplecza partyjnego nowego rządu, zmierzające do wysłania na szczyt za wszelką cenę odchodzącej pani Premier, lub w ogóle do rezygnacji z reprezentowania Polski w tych - kluczowych dla przyszłości - uzgodnieniach. Dziwią tym bardziej, że późniejsze forsowanie stanowiska nowej Polski w drodze stricte dyplomatycznych korekt będzie trudniejsze - obecny stan naszej dyplomacji nie jest najlepszy, a zmiany tego stanu będą wymagały sporo trudu i czasu. W tej materii zmiany na szast prast są często nieskuteczne i przynoszą sporo szkód. Należy więc już teraz wyeksponować na najwyższym szczeblu nasze generalne stanowisko, żeby zawodowy korpus MSZ i delegatury unijne miały z góry wyznaczone i utorowane kierunki działań.

Nie trafiają mi do przekonania cwaniackie kalkulacje, że to premier Kopacz ma kształtować kolejny etap uzgodnień tylko po to, żeby na odchodzącą ekipę zwalić odpowiedzialność za skutki, pokornie godząc się na nie - przy dzisiejszym grzechu bezczynności i zaniechania. Skoro już dziś można kształtować konstruktywnie i stanowczo nową przyszłość Polski w Europie, to pozostawienie spraw dawnemu biegowi byłoby niezrozumiałe - jeżeli o naszej przyszłości mówimy i myślimy odpowiedzialnie.

 

Bzdurne pomysły, żeby igrać porządkiem sejmowym ogłaszając jakieś przerwy, tylko po to, żeby Kopacz leciała na Maltę - czyli de facto torpedować zarządzone przez Prezydenta terminy - są przejawem nieodpowiedzialności za państwo i jego porządek. Równie śmieszny jest "zgodny z prawem" obowiązek otwarcia przez Prezydenta pierwszego posiedzenia senatu. Bzdura totalna. To tylko możliwość, która wynika z regulaminu senatu, ale nie obowiązuje Prezydenta, a ponadto z góry zawiera alternatywę, że równie dobrze posiedzenie może otworzyć marszałek-senior.

Panowie Błaszczak i Szczerski, wygadując takie banialuki, zapominają, że dziś już nie są opozycją wobec dawnej władzy, ale wszem i wobec zobowiązali się tworzyć odpowiedzialne państwo. Ciekawostka, że jeden z salonowych blogerów wszedł na tę ścieżkę niefrasobliwości, pisząc że na Malcie może Polskę reprezentować obecny tam z urzędu Tusk. Pomysł o tyle niemądry, że Tusk nie ma żadnego konstytucyjnego uprawnienia do występowania w charakterze głowy państwa polskiego, lub jakiejkolwiek reprezentacji naszego Premiera czy Prezydenta - to dopiero byłby zabójczy precedens!

Wierzę, że Prezydent po powrocie z Włoch ustawi do pionu swoich współpracowników czy nieudolnych popleczników i podejmie męską decyzję - weźmie los Polski w swoje ręce i 12 listopada uda się na Maltę - gdyż zaszła taka potrzeba. Chyba, że... - ale nie wierzę, że próby hodowli strusia w Polsce miałyby wpływać na porządek polityczny i na sposoby działania walczącej o odnowę kraju władzy. Rzeczpospolita ma w herbie orła.

Obłok
O mnie Obłok

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka