I. Pomyje
Wylewanie pomyj na Trybunał Konstytucyjny rozpoczęło się na dobre wraz z inauguracją obecnej kadencji sejmu. Pretekstem stał się wybór sędziów TK przeprowadzony w Sejmie przez PO we wrześniu. Posłom Platformy przypisano chęć politycznego zdominowania Trybunału i poddanie go woli tej partii. Być może inicjatorzy wrześniowego wyboru mieli taki zamiar – tylko co z tego?
Kampanie propagandową oparto na założeniu, że wskazany na urząd staje się bezwarunkowo sługą wskazującego. Durne to, ale nośne – szczególnie dla ludzi o mentalności ukształtowanej w peerelu. Wszak ongiś pezetpeera praktykowała zasadę rekomendowania ludzi na praktycznie wszystkie stanowiska, w zamian za bezwzględne posłuszeństwo wobec organów partyjnych – pod rygorem wyrzucenia i złamania kariery. Była to codzienność na wszystkich szczeblach wszystkich sektorów ówczesnego państwa – od brygadzisty w przemyśle, sierżanta w służbach mundurowych, kierownika referatu w administracji, dyrektora szkoły, prezesa sądu – każdego funkcyjnego gdziekolwiek.
Ludzie doświadczali tej zasady jako jej beneficjenci lub ofiary. Głupawi, acz bezwzględni karierowicze wspinali się dzięki niej po szczeblach kariery, a podwładnych starali się spłaszczać do swego nikłego wymiaru intelektualnego i etycznego. Mieli w tym wsparcie systemowe, jeśli służyli miernie i wiernie – nic więc dziwnego, że w powszechnym wyobrażeniu społecznym rekomendacja na jakąś funkcję czy stanowisko kojarzyła się z podpisaniem cyrografu służalczości rekomendującej sile politycznej.
Na tym spadku mentalnym oparto dziś przekonywanie społeczeństwa, że sędziowie Trybunału są czyimiś pachołkami. W takich nieuzasadnionych kalumniach przodują ci, którzy sami opierają swój byt polityczny na poddaństwie temu, który wpisał ich na listy wyborcze lub kieruje ich na posady rządowe czy zależne od aparatu państwa. Polityczna mierzwa i oczekujący na ochłapy ze stołu władzy komentatorzy lekkim słowem rzucają ciężkie oskarżenia wobec sędziów. Mierząc własną miarą obrażają sędziów zarzutem o podstawowy brak etyczny – nie dochowanie należytej dla urzędu sędziowskiego niezawisłości.
Ci „ludowi oskarżyciele” nawet nie próbują zobiektywizować swoich zarzutów konkretami. Wystarczy im, że powołają się na swój mandat polityczny – to już ma stanowić o ich racji i prawdomówności Pismakom starczy, że powołają się na przynależność do „niezależnego sektora czwartej władzy” - to już ma przydać ich opiniom walor niezależnego osądu. Ciemny, spłaszczony ongiś do poddaństwa lud, z płytką satysfakcja podejmuje ten nurt myśli złej i oszczerczej – jakby to miało przydawać rozumu i swobody obywatelskiej.
To wszystko są pomyje – oskarżyciele usiłują przelać cały swój brud mentalny na Trybunał, upowszechniając mniemanie, że osiągają tym kryształową, rewolucyjną czystość ducha. Chmyzy uzurpują sobie stanowienia o etyczności Trybunału, rzetelnych ludzi chcą ściągnąć do swego do rynsztoka, a stada homo sovieticus wyszczekują hańbę poniżanych, bo taki ich sposób demonstrowania „poczucia wolności i woli ludu”.
II. Gnojowica***
Gnojowica to płynna, przefermentowana mieszanina odchodów (kału i moczu) zwierząt gospodarskich i wody, ewentualnie z domieszką niewykorzystanych pasz, pochodząca z obór bezściółkowych, gromadzona w zbiornikach. Wylewana w sposób niekontrolowany stanowi zagrożenie dla środowiska przyrodniczego.
Konstytucyjne organy PAŃSTWA działają na podstawie i w granicach prawa, choć zdarza się że nad państwem i prawem dominują ideologie i cele ściśle partyjne. Tak było w peerelu i nie trzeba tego specjalnie dowodzić. Karmienie (się) ludzi (tworzących system władzy) ideologią i partyjnością prowadziło ich do nieustającej sraczki – więc do niekontrolowanego wzrostu produkcji gnojownicy. Ta zalewała zarówno obszary władzy jak i środowiska społeczne, a szerzej – cały naród.
Ta polityczna gnojowica to cała sfera propagandy – nieustanny śmierdzący słowotok o sprawiedliwości społecznej iodbudowie Polski jako tzw. rzeczpospolitej ludowej, czyli tzw. socjalistycznej ojczyźnie. Organy pereerelu i pezetpeery mieniły się być władzą ludową, służącą ludowi pracującemu miast i wsi, spełniającą najszczytniejsze ideały polaków.
W końcu – aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej (czyli radośniej taplali się w gnojowicy) – wyprowadzono całkiem nowe instytucje spełniające aspiracje narodu, że wspomnę wojskową radę ocalenia narodowego czy patriotyczny ruch odrodzenia narodowego. Nie obyło się też bez oddania ludowi bezpośredniego narzędzia tropienia naruszeń prawa w najbliższym otoczeniu. Oprócz zwykłego i agenturalnego donosicielstwa uruchomiono słuszną społecznie inspekcję robotniczo-chłopską, czyli dano woli ludu narzędzie do przypochlebiania się władzy oddolnie (lecz instytucjonalnie).
Tak właśnie doszło do obnażenia istoty rzeczy.
Celem ustroju monopartyjnego jest utrzymanie przy władzy jednoosobowego lub niewielkiego, ścisłego kierownictwa - za pomocą podporządkowania mu prawa i jego instytucji. Wykorzystywany jest do tego mechanizm wprowadzania bezprawia drogą wykorzystania organów państwa – np. dekret o stanie wojennym wydała tzw. rada państwa, czyli ówczesny kolegialny prezydent.
Dzisiejsze próby bezwzględnej dominacji jednej partii nad konstytucyjnym organizmem Państwa i mechanizmem praworządności mogą przywodzić przypuszczenia, że ich celem jest przywrócenie mechaniki władzy z czasów pezetpeery i peerelu– tym bardziej, że mechanizmy sprawowania władzy w zapowiadanej docelowo IV Rzeczpospolitej nie zostały ujawnione.
Zakres zbieżności peerelu z IV RP będzie można określić po kolejnych odsłonach działania instytucji państwa – już na wyodrębnionych polach. Szczególną uwagę trzeba będzie zwrócić na użycie agencji bezpieczeństwa wewnętrznego dla zwalczania konkurencji ze strony innych partii politycznych, stopień kontroli mediów, wreszcie ewentualne formy wykluczeń jednostek, grup i organizacji społecznych z przestrzeni publicznej. Ważnym elementem porównań będzie ideologizacja oświaty i publicznych instytucji kulturalnych. Chodzi tu bardziej o mechanizmy, niż o treść merytoryczną.
W zakresie propagandy społecznej spadek po peerelu i pezetpeerze mają się dziś świetnie. 80% ówczesnej retoryki (gnojowicy) zalewa dziś Polskę w formie nieomal niezmienionej – wystarczy poczytać wyróżnione kursywą hasła z poprzednich akapitów i porównać je z dzisiejszymi. Elementy uzupełniające z zakresu tzw. polityki historycznej i etosu chrześcijańskiego mogą być zestawem chcianych wartości - lecz równie dobrze mogą być elementem maskującym lub marketingowym (jak to „”ocalenie narodowe” w ustach ślepaka). Jednak oba te zestawy wartości nie determinują mechaniki sprawowania władzy i jej celu – utrzymanie dominacji określonego centrum partyjnego nad instytucjami państwa dla utrzymania ciągłości władzy partii - bez względu na demokratyczne mechanizmy weryfikacji.
III. Rząd RP
Na Rządzie spoczywa obowiązek administrowania państwem, co w wymiarze wewnętrznym sprowadza się do właściwego wydawania pieniędzy z zebranych podatków. Słowo „właściwe” oznacza: zgodne z prawem, zaspokajające potrzeby państwa w zakresie obronności i infrastruktury gospodarczej, zapewniające porządek publiczny i harmonię społeczną.
Zasady harmonii społecznej są najbardziej względne, więc ich kształtowanie i utrzymanie jest najbardziej politycznym zadaniem rządu. Realizacja celów społecznych wymaga częstych korekt priorytetów – uzależnionych od poziomu dostępności dóbr i możliwości ich społecznej dystrybucji. Najczęściej chodzi o zasób pieniędzy w kasie państwa. Korekty priorytetów, zmieniające wykonanie zapowiedzi złożonych społeczeństwu, są bodaj najwrażliwszym zabiegiem politycznym rządu - pod kątem odbioru społecznego i akceptacji dla ekipy władzy.
Najczęstszym wybiegiem jest wprowadzenie nowego elementu sytuacyjnego tak, aby przesłonił ucieczkę od zaciągniętego zobowiązania. Wielką sztuką polityczną jest by był to element wcześniej założony, lecz ukryty jako cel - a jego realizacja odwraca pamięć społeczeństwa od tego, co miało się zdarzyć. .
Sejm „pisowski” ukonstytuował się 10 listopada i miał 20 dni na realizację jednej z ważniejszych dla kieszeni obywatela obietnic wyborczych – podniesienia kwoty wolnej od podatku. Koniec listopada był ostatecznym terminem zmian w ordynacji podatkowej na kolejny rok. Tymczasem nikt nie zawracał sobie głowy jakimiś tak ulgami dla obywateli – sejm i prezydent zajęli się kampanią przeciw Trybunałowi i dzielnie ją realizowali dni i noce.
Huczeli, trąbili, orędowali aż czas na „obywatelskie pierdoły” uciekł. Rząd siedział cicho, jeden z ministrów coś tam w telewizji gadał, ale nie wiadomo do końca, czy jako minister sprawiedliwości rządu B. Szydło, czy jako polityk Ziobro.
Można zaryzykować, że rząd trzymał się z dala od zalewania Polski propagandową gnojowicą w sprawie Trybunału.
Jest to zupełnie zrozumiałe – bo sprawy wewnętrzne to ważna, ale nie jedyna domena rządu. B. Szydło musi poruszać się w środowisku międzynarodowym, a członkostwo Polski w Unii Europejskiej rodzi szereg zobowiązań prawnych – co do przepisów szczegółowych, ale i ogólnych zasad rozumienia pojęć państwa prawa i trójpodział władzy. Możemy tego nie pojmować, lub patrzeć ze zdziwieniem, ale w „starych” demokracjach trójpodział i praworządność to coś takiego jak „nie zabijaj” i „nie kradnij” w dekalogu.
Skoro B. Szydło chce i powinna skutecznie reprezentować Polskę na zewnątrz, to musi demonstrować dość spore minimum poszanowania praw co do zasady i litery. Dlatego ze zdumieniem przyjąłem „wychył” innej rządowej Beaty – Kempy tym razem. - która nie tylko podjęła się roli recenzentki Trybunału, lecz podjęła mocno kontrowersyjne DZIAŁANIE – wstrzymanie publikacji orzeczenia wyroku TK.
Wydaje się, że była to ucieczka buldożki spod dywanu i pogranie na własną korzyść polityczną – ot, takie lekkie strzyknięcie gnojowicą. Mogę się jednak mylić i jest to początek wojny podjazdowej, bo Gliński aż się wierci po swoje.
---------
*** W tytule miało byc gnojowica - co jest słowem niedopuszczalnym dla automatu redakccyjnego Salonu 24. Widac automat na wsi nie bywał.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)