Było o legitymacji prezydenckiej, teraz pora na Sejm i drugą z władz wykonawczych
I. Większość sejmowa
Wybory parlamentarne to proces w którym wyłaniany jest organ ustawodawczy państwa i proporcje siły poszczególnych ugrupowań politycznych.
Wyłoniony sejm jest organem przedstawicielskim, co oznacza że siła ugrupowania politycznego jest wyrażona liczbą uzyskanych mandatów poselskich – co niekoniecznie odzwierciedla siłę społecznego poparcia dla tego ugrupowania.
Mamy bowiem dwa następujące po sobie rezultaty procesu wyborczego - wynik głosowania i wynik wyborów. Nie ma między nimi bezpośredniego przełożenia, bo pośrodku jest ordynacja wyborcza
Zasady ordynacji określają sposób mielenia wyników głosowania i późniejszego kształtowania wyniku wyborów, czyli przyznawania mandatów poselskich poszczególnym ugrupowaniom politycznym.
Trzeba mocno podkreślić, że bezpośrednio wyrażona w głosowaniu „wola Narodu” jest zaraz po zliczeniu wyników przetwarzana. Najpierw jest obcinania, a reszta jest poddana złożonemu algorytmowi przeliczania na mandaty.
Od 2005 r. mamy tę samą ordynację wyborczą do do sejmu i bieżąca kadencja jest już czwartą wyłonioną w drodze tego samego przemiału. Nowością jest retoryka polityczna zastosowana przez ostatnie zwycięskie ugrupowanie (używające sztandaru politycznego partii Prawo i Sprawiedliwość).
Dotychczas mandat do rządzenia powstawał z przyjęcia wyniku wyborów.Dziś mandat do rządzeniawynika jakoby z woli większości narodu. Jest to oczywisty fałsz.
O woli większości narodu można mówić dopiero wtedy, gdy zwycięskie ugrupowanie otrzyma w głosowaniu więcej niż połowę ważnych głosów.
Zwycięskie ugrupowanie nie może powoływać się na wolę większości, gdy otrzymało mniej niż połowę głosów, choćby w wyniku przemiału woli wyborców uzyskało większość parlamentarną.
Konkrety.
W 2015r. ugrupowanie PiS może się pochwalić, że w głosowaniu na skład sejmu otrzymało najwięcej ważnych głosów. Było tego niespełna 38% wszystkich głosów – a więc mniejszość o stosunku do ogółu. W liczbie bezwzględnej było to 5,71 mln głosów.Ten wynik głosowania dał po przemieleniu następujący wynik wyborów –235 mandatów dla ugrupowania PiS, czyli większość parlamentarną
W 2007 r. ugrupowanie zwycięskie (partia PO) uzyskało znacznie więcej – bo 41,5% ważnych głosów, a zagłosowało na nie bezpośrednio 6,7 mln obywateli, a więc milion więcej niż ostatnio na PiS. Mimo takiego wyniku zwycięzcy uzyskali - w następstwie przemielenia głosów - zaledwie 209 mandatów.
W 2011 r. ugrupowanie zwycięskie (PO) otrzymało 39% głosów – więc lepiej niż PiS w 2015., a mimo to kalkulator wyborczy przemielił te głosy na 207mandatów. W liczbie bezwzględnej było tego 5, 63 mln głosów, ledwie 80 tys. mniej niż PiS w 2015.
Zestawmy krótko:
2007 - 41 % „woli narodu” daje 209 mandatów (mniejszość sejmową)
2011 - 39 % „woli narodu” daje 207 mandatów (mniejszość sejmową)
2015 - 38 % „woli narodu” daje 235 mandatów (większość sejmową)
Z obiektywnymi wynikami procedury wyborczej nikt nie dyskutuje, chociaż są dziwaczne w zestawieniu porównawczym. (Chyba że ktoś nazywa się Jarosław Kaczyński i wysyła do Unii Europejskiej swoich emisariuszy ze skargą na jakiś wynik wyborczy, bo coś mu się nie zgadza w głowinie).
Całe powyższe rozważania dobitnie ilustrują tylko jedno –obecna większość sejmowa ma najlichsze, w porównaniu z poprzednimi, poparcie Polaków. Koniec. Kropka.
II. Wyłonienie Rządu.
Aby wyłonić Rząd ugrupowanie polityczne powinno mieć większość sejmową. W 2015 roku ugrupowanie PiS uzyskało taką większość na podstawie przemielenia wyników głosowania na wynik wyborów.
Jak było poprzednio?
W 2007 zdecydowane i lepsze od „PiS 2015” zwycięstwo PO nie dało tej partii większości sejmowej. Do rządzenia trzeba było powołać koalicję. Utworzyły ja PO i PSL. Koalicja powstała w oparciu głosy 50, 42 % wyborców (41,51 % na PO plus 8,61% na PSL)
Obie partie wspólnie mogły powołać się, że rządzą w oparciu o większość „woli narodu”. Całkiem bezwzględną – bo ponad 50 procentową !!! Gdzie do tego PiS-owi ze swoimi 38 procentami w 2015 r.
W 2011 powtórka z koalicji miała trochę gorzej, bo udział tworzącej ją „woli narodu” sięgnął 47,54 %. Gorzej niż poprzednio, ale przecież prawie 10% więcej niż podparcie PiS-u w 2015 (37, 58%).
Wszystko to oznacza, że obecny rząd ma znacznie lichsze oparcie w w ”woli narodu” niż te z dwóch poprzednich kadencji.
Jarosławowi Kaczyńskiemu i pozostałym politykom PiS-u trzeba przypomnieć cnotę pokory i przykazanie prawdomówności, gdy fałszywie trąbią o woli „większości narodu” jako podstawie i legitymacji swoich rządów i zamiarów politycznych.
Działają w oparciu o wolę mniejszości i do mniejszości apelują o poparcie. Większość Narodu jest poza ich wpływem, a oni są na wolę tej większości zaimpregnowani. Działają w wielkiej, ale jednak mniejszościowej niszy, a nie na obszarze całego Narodu. Co więcej, zdają się większością pogardzać i nie brać pod uwagę jej istnienia.
Rządzą w następstwie zastosowania reguł ordynacji wyborczej i nic więcej. Prawo jest prawem i nikt im dziś tych rządów nie odbiera. Muszą sobie jednak zdawać sprawę z tego, że ich władza ma źródło w postanowieniach prawa, a nie w wmawianej sobie i innym „woli większości”.
Gdy będą majstrować przy prawie by je osłabić w swoim interesie, to uwolnią moc sprawczą woli rzeczywistej większości, która ich zmiecie. W końcu większość Narodu jest tam, gdzie PiS nie sięga – i tyle.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)