Obłok Obłok
512
BLOG

Naprawa Trybunału, albo szewska pasja.

Obłok Obłok Polityka Obserwuj notkę 16

Projekt ustawy o TK skierowany 15 grudnia 2015 jest zwykłym bublem ustawodawczym. Treść dobitnie pokazuje, że autorzy nie rozumieją prostego pojęcia „sąd w pełnym składzie”, odnosząc je do ilości sędziów zatrudnionych w danym sądzie, a nie do normy postępowania.

Dobrze by było, by sejmowi partacze pozostawili ustalenie tej normy samemu Trybunałowi, a nie wpychali w prawo intuicyjne i fałszywe pojęcie „pełnego składu”. Fałsz polega na odniesieniu „pełnego składu” do liczby sędziów mogących orzekać.

Np. „pełny skład” w sądownictwie powszechnym nijak się ma do ilości sędziów zatrudnionych w wydziale sądu, w którym zapada orzeczenie – toż by dopiero było paradne, gdyby odniesiono to pojęcie do znaczącej większości czy pełnego składu sędziów tego wydziału! Co innego pełny skład korpusu sędziowskiego instytucji sądowej, co innego sąd rozpatrujący konkretną sprawę w pełnym składzie orzekającym.

Pełny” to przyjęta przez organ sądowniczy. lub skodyfikowana pod tą nazwą liczba, odnosząca się do wzajemnego odniesienie składów o różnej ilości sędziów, w jakich Trybunał (sąd) rozstrzyga. Dotychczasowa norma 3 - 5 - 9 formułowała to jako skład podstawowy (3), rozszerzony (5) i pełny (9).

Daje to możliwość jednoczesnego rozstrzygania przed Trybunałem kilku spraw równocześnie – nawet trzech, choćby jedna z nich była rozstrzygana w pełnym składzie. Proponowana w projekcie ustawy liczba pełnego składu orzekającego na 13 sędziów sparaliżuje pracę Trybunału w innych sprawach, gdy trzynastu z piętnastu zostanie skupionych przy jednej sprawie.

Dziś to Trybunał rozstrzyga jak będzie procedował złożone wnioski – uwzględniając pragmatycznie – lecz zgodnie z ogólnymi zasadami prawa - potrzebę prawną spraw doń skierowanych. Na Trybunał składa się elita prawnicza - ludzie ponadprzeciętnie (niż ogół jurystów) zorientowani w materii, przesłaniu i strukturze Prawa. Sugerowanie im czegokolwiek, czy też krepowanie decyzji na podstawie powierzchownych intuicji prawnych jest śmiesznostką.

Postępowanie przed Trybunałem Konstytucyjnym ma szczególny charakter – wymagający znacznej wiedzy prawniczej i podwyższonej, w stosunku do sądów powszechnych, niezawisłości poszczególnych sędziów, ale przede wszystkim całego Trybunału Konstytucyjnego jako instytucji władzy sądowniczej.

Kodyfikowanie stosowanych przez Trybunał procedur musi być szczególnie rozważne, by nie naruszyło zasad prawa – podkreślam – ogólnych ZASAD PRAWA, według których jest realizowana niezawisłość Trybunału.

W tym kierunku powinny iść prace legislacyjne – jeżeli w ogóle są potrzebne. Moim zdaniem wystarczy, by Trybunał w jak największym stopniu sam stanowił o swoich procedurach – ewentualnie przy współpracy z innymi organami władzy sądowniczej – przy zminimalizowaniu wpływów władzy ustawodawczej, której „wybryki” ma korygować.

Wystarczy, aby Trybunał Konstytucyjny sam uregulował swoje procedury i poddał je pod zbadanie Sądowi Najwyższemu -  pod kątem zgodności z przepisami i zasadami prawa. Niech władza sądownicza zyskuje na niezależności.

Tymczasem proponowane wprowadzenie większości kwalifikowanej 2/3 dla ważności orzeczeń Trybunału jest wprowadzeniem zasady politycznej z obszaru parlamentaryzmu i kłóci się z zasadą większości bezwzględnej, stosowanej w rozstrzyganiu prawa.

To, że w powszechnym, intuicyjnym odczuciu większość kwalifikowana jest „bardziej sprawiedliwa” niż większość bezwzględna odnosi się do stanowienia prawa w sejmie, a nie jego wykonywania w sądach.

Jest to próba przeniesienia do organu władzy sądowniczej reguł politycznego mielenia i wałkowania konkretów przez spolaryzowane ugrupowania posłów o różnej wiedzy i kondycji intelektualnej (także moralnej i etycznej),. Literalnie – jest to próba upolitycznienie Trybunału przez narzucenie mu metod działania ze świata polityki.

Omawianą próbę „naprawy Trybunału” należy wyrzucić do kosza – jako instrukcję obsługi reaktora atomowego napisaną przez przez grupę szewców przeciwnych energetyce jądrowej.

Jedyne co wymaga uregulowania, a czego projekt„ustawy naprawczej” nie ruszył, to wybór sędziów Trybunału.

Klęska usiłowań politycznych w tej materii jest oczywista. Cięcie powinno przebiegać między władzami ustawodawczymi i wykonawczymi, a władzami sądowniczymi. Trzeba odebrać politykom wpływ na kształtowanie składu Trybunału w stopniu zupełnym i bezwzględnym.

Niech to dotyczy wszystkich głównych organów władzy sądowniczej.

Wymaga to zmiany Konstytucji, ale wcale nie tak wielkiej, bo nie odnoszącej się do jej zasadniczych przepisów - regulujących podstawy porządku prawnego Rzeczypospolitej.

Propozycja jest prosta – należy ukonstytuować Najwyższą Radę Sądowniczą, składającą się z sędziów Trybunałów i Sądów Najwyższych, być może też z członków Krajowej Rady Sądownictwa i takiemu ciału powierzyć uzupełnianie składów najwyższych organów władzy sądowniczej - w miarę wygasania kolejnych mandatów. Na zasadach takich, jakie to ciało ustanowi.  Amen.

Obłok
O mnie Obłok

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka