Obłok Obłok
133
BLOG

Demokracja, peerel i demokracja

Obłok Obłok Polityka Obserwuj notkę 1
Ponoć wolność demonstracji publicznej jest wyznacznikiem demokracji. Słyszę to co chwila jako dowód  na demokratyczny charakter i zamiary władzy pisowskiej.  Słyszę, że PiS gwarantuje podstawowe wolności obywatelskie, co jest ochroną demokracji przed wladzą totalitarną.
 
No cóż - ciepła czapka na pewno chroni przed mrozem. Czy na tyle, że można bezpiecznie spacerować mroźną zimą w samych gatkach i tej czapce na głowie? Nie trza pomyśleć o kompletnym ubraniu?
 
Przypisane do demokracji atrybuty swobód obywatelskich wcale nie oznaczają, że państwo jest rządzone demokratycznie, gdy te są.  Brak, lub funkcjonowanie tych swobód ma charakter społeczny, lecz niekoniecznie państwowy.  
Ogół obywateli  może się cieszyć tymi swobodami w przestrzeni publicznej, co wcale nie oznacza, że państwo jest rządzone mechanizmami demokratycznymi. 
Jednak dla homo sovieticus wyznacznik jest prosty - jeżeli obywatele mogą spokojnie protestować przeciw władzy na ulicy, a nie szeptać po kątach, to mamy demokrację. Zdawałoby się - warunek konieczny i wystarczający. 
 
Ale to nie tak. Otóż swobody obywatelskie są koniecznym warunkiem demokracji, ale wcale nie wystarczającym. 
 
Homo sovieticus w ogóle nie rozpatrują metody rządzenia państwem w kontekście demokracji. Władza jest i rządzi - tak jak to sobie ustaliła - to wystarcza. Co więcej - jak została wyłoniona w wolnych wyborach to już hulaj dusza - szczególnie zdaniem grupy, która tę władzę wybrała. Władza jest "ich", a reszta to druga kategoria, która ewentualnie może sobie pokrzyczeć na ulicach. 
 
Tak jest obecnie i tak było za czasów PO - a jedyną różnicą z czasami peerelu jest obywatelska wolność słowa i demonstracji, a także względna swoboda mediów.
 
Powyższy ogląd jest nieco powierzchowny, a uproszczenie jest ułatwieniem w odbiorze tego tekstu dla ludzi o mentalności zamierzchłej. Zacznijmy ab ovo.
 
Na państwo nazwane peerelem (tzw., tfuj, Polską Rzeczpospolitą Ludową) składały się wszelkie instytucje porządku demokratycznego. Były wybory powszechne, które ustanawiały władzę ustawodawczą, czyli Sejm. 
W Sejmie zasiadali posłowie rekomendowani do wyborów przez ugrupowania polityczne, liczne stowarzyszenia społeczne (także katolickie), środowiska twórcze i akademickie, związki zawodowe, działkowców..  Pełny pluralizm !
Sejm wyłaniał władzę wykonawczą, czyli Radę Ministrów. Drugim elementem władzy wykonawczej był kolegialny organ prezydencki, tzw Rada Państwa. Ta też była wybierana przez parlament ( jak prezydenci w niektórych utrwalonych demokracjach). W wyborach powszechnych wyłaniano także organy samorządu terytorialnego - wojewódzkie i powiatowe "rady narodowe" - z radnymi, a jakże.
 
Działania administracji państwowej i terytorialnej skrupulatnie kontrolowała całkowicie niezależna Najwyższa Izba Kontroli, osądzało je niezależne sądownictwo administracyjne. Niezależne i wieloinstancyjne sądownictwo powszechne wyrokowało i funkcjonowało w ramach ustaw zwanych kodeksami,  z Sądem Najwyższym jako ostatecznym arbitrem. 
 
Wszystko to ogarniała "konstytucje peerelu" - najwyższy akt prawny tego "państwa" - która nakazywała całemu temu organizmowi realizację "woli ludu" (bo z "woli ludu" go wywodziła).
 
Czyżby więc było pięknie i demokratycznie - z jedynym uszczerbkiem, czyli ograniczeniem indywidualnych i zbiorowych demonstracji swobód obywatelskich. Czyżby wewnętrzny ustrój peerelu, uzupełniony tylko o gwarancje swobód obywatelskich, byłby idealnym wzorcem dla polskiej demokracji? 
Co decydowało, że peerel był tworem na wskroś niedemokratycznym? Czyżby tylko brak wolności na ulicach i w mediach? 
 
Ci, którzy żyli w tej "demokracji socjalistycznej", czy inaczej w tym "ludowym państwie", doskonale wiedzą, że wszystkie wymienione wyżej instytucje i akty demokratyczne były tylko narzędziem w procesie podporządkowania państwa woli egzekutywy partyjnej, a to było zaprzeczeniem demokracji wprost. 
Egzekutywę tę tworzyła kilkunastoosobowa grupa działaczy tzw. pezetpeery. Miała ona dwa organy wewnątrzpartyjne - tzw. "sekretariat kc" i jeszcze ważniejsze "biuro polityczne", a władzę nad oboma organami egzekutywy sprawował niepodzielnie funkcjonariusz partyjny w randze I sekretarza kc. (obrzędowo - tfuj - towarzysz I Sekretarz Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej). 
Woli tego osobnika był podporządkowany cały aparat władzy peerelu i stanowienie wszelkich praw w tym "państwie". To właśnie przesądzało, że peerel nie był państwem demokratycznym. 
 
Kiedy więc w dzisiejszym tu i teraz mówimy o zagrożeniu demokracji, to mówimy o sytuacji, kiedy czołowy funkcjonariusz jakiejś partii zajmuje dominującą pozycję wobec konstytucyjnych organów państwa i chce osiągnąć bezpośredni, osobisty wpływ na funkcjonowanie całego organizmu państwowego - bez względu na postanowienia prawa regulujące umocowanie organów władzy państwowej. 
 
Nic tu nie ma do rzeczy stopień poparcia społecznego dla partii tego funkcjonariusza. Pezetpeera liczyła w swoim najlepszym okresie 3 mln członków, a co najmniej drugie tyle Polaków dało się zwieść partyjnej propagandzie i wspierało niedemokratyczny mechanizm władzy monopartii nad państwem polskim (nie do końca wiedząc co czyni - godząc się na taki model władzy i już). 
 
Za "średniego Gierka" pezetpeera i jej wódz ceszyli się większym poparciem społecznym niż dziś PiS i Kaczyński. (dziś jest to 5,7 mln, a szacunki historyków mówią o 7-9 mln ludzi popierających zdecydowanie tamtą władzę w roku 1974).
 
Czy takie poparcie społeczne czyniło automatycznie  tamtejszy absurd ustrojowy systemem demokratycznym? 
 
Kiedy mówimy o władzy mniej lub bardziej demokratycznej, to w systemie demokracji realnej musimy się zastanowić nie tyle nad jej legitymacją społeczną, ale nad sposobem sprawowania rządów. Chodzi o mechanizmy polityczne wprowadzane  przez władzę między organy państwa a jego system prawny. 
 
Współczesne demokracje rozwijają się w oparciu o zasadę praworządności. Oznacza to, że zastane prawo stoi ponad wolą polityczną - a ewentualne zmiany w prawie muszą przebiegać w ustalonych procedurach, uwzględniających także rolę i stanowisko tych organów państwa, które nie są poddane bezpośredniemu oddziaływaniu władzy wykonawczej, czy ustawodawczej danej kadencji, a są z mocy konstytucji niezależne. 
 
(Krótko - jeżeli chcesz stanowić nowe prawo, a uważasz, że masz przeciw sobie Trybunał Konstytucyjny, to pisz je tak, aby sędziowie nie mieli się czego czepić. Nie ma lekko i nie ma być lekko). 
 
Ambaras z Trybunałem jest ważnym symptomem, wskazującym w jaki sposób obecna władza zamierza ułożyć relacje między swoimi organami a systemem prawnym państwa.
 
Ciąg jest następujący:
-  egzekutywa uprupowania politycznego PiS ( w osobie J. Kaczyńskiego) poleca organom władzy państwowej wykonanie określonych  zadań politycznych 
- podporządkowani egzekutywie członkowie organu ustawodawczego dążą do stworzenia porządku prawnego i ustrojowego, optymalnego dla wykonania poleceń egzekutywy
-  ramy działań zmieniających ustrój i porządek prawny ustala egzekutywa, posiłkując się wpływem na wszystkie podległe jej organy władzy
 
Przekładając to na język polityki:
- Kaczyński chce uwalić TK, więc  zleca sejmowi ryzykowną wobec stanu prawnego operację uwalenia starego wyboru sędziów i dokonanie nowego. Proceder  ułatwia i sankcjonuje na polecenie Kaczyńskiego prezydent, a jeżeli tego mało, to współpracować musi organ rządowy (centrum legislacji) - też na polecenia egzekutywy partyjnej (bądź z własnej woli - w imię partynego interesu). To, że ten cały zespół działań na niektórych etapach łamie porządek prawny, nie ma znaczenia. Liczy się efekt współdziałania, aby tylko był nie do odwrócenia w istniejącym porządku prawnym.
 
Jest to klasyczne działanie peerelowskie. Partia chce, to partia ma - i na tym polega zagrożenie demokracji. Demokratyczna władza, to władza szanująca prawo napisane dla utrzymania jej w ryzach. Prawo jest integralną częścią woli ludu, zabezpieczającą dobro ludu przed dowolnymi, bezprawnymi działaniami władzy. 
 
W tym sensie fundamentem demokracji jest zasada praworządności obowiązująca władzę, a nie możliwość demonstrowania. 
 
Woluntarystyczna realizacja przez organy państwa woli partyjnego dygnitarza, w gruncie rzeczy szeregowego posła na sejm, nie ponoszącego za swoje działania żadnej odpowiedzialności, jest łamaniem demokratycznego ustroju państwa. PAŃSTWO to organizm służącego ogółowi obywateli - a nie jakiejś tam partii politycznej - i w tym ujęciu jest organicznym ucieleśnieniem demokracji, a nie żerem dla partiokracji. 
 
Gdyby pisowki homo sovieticus pochylił się uważnie nad tą notką, to zrozumiałby, dlaczego inni wychodzą na ulicę demonstrować w obronie demokracji i co to tak w ogóle oznacza.  Wcale nie musiałby podzielać poglądów demonstrantów, ale coś tam by pojął. 
Albo inaczej - poznałby myśli współobywateli jakimi są, a nie jak je ujmuje  propaganda jego ugrupowania. 
Obłok
O mnie Obłok

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka