Obłok Obłok
242
BLOG

Demokracja? Nożem i widelcem czy palcami?

Obłok Obłok Polityka Obserwuj notkę 12
     Demokracja to nie tylko wolne wybory do organów władzy i pakiet swobód obywatelskich.
Demokracja to przede wszystkim sposób sprawowania władzy. Przydzielenie obywatelom prawa wcale nie przesądza o ustroju demokratycznym państwa. Najistotniejsza jest  konstrukcja funkcjonalna władzy i jej relacje do narodu, jego grup, wreszcie jednostek. 
Realizowany przez  demokrację wektor obywatelski to jedno, zaś demokratyczna mechanika samej władzy to coś zupełnie innego.
I
     Tak naprawdę mało mnie obchodzi kto rządzi w moim kraju - pod warunkiem, że sprawuje władzę demokratycznie, ze świadomością zależności od całego narodu.
     Moja osobista decyzja o powierzeniu komuś reprezentacji we władzy jest jedną z 30 milionów i realizuje się dopiero, gdy podobnych będzie więcej niż innych. Nie znaczy to jednak, że konfiguracja władzy inna niż chciałem, jest dla mnie obca, wroga, czy nie do zaakceptowania. Jestem tu winien pokorę wobec wyboru moich rodaków. Władzę wybiera naród jako całość i  robi to dla siebie jako całości, w tym dla mnie - bo przecież wybory powszechne nie wyłaniają władzy dla jakiejś grupy wyborców, lecz dla nas wszystkich. 
     Akceptacja tego stanu rzeczy nie sprawia jednak, że mam się godzić na warunki  domyślnego porozumienia między określoną grupą wyborców a odpowiednim ugrupowaniem politycznym -  choćby ten układ zwyciężył w walce o władzę. Taki układ istniał  do momentu głosowania i stracił swoje znaczenie z chwilą wyłonienia władzy - ta nie jest zakładnikiem układu, tylko ma służyć całemu narodowi. To elementarz demokracji, zupełnie nieoczywisty dla dużej części moich rodaków i dla klasy politycznej - bodaj  w całości.
 
     Przykładowo - ugrupowanie przewodzone przez pana posła J. Kaczyńskiego zdobyło władzę na drodze wspólnego myślenia o Polsce ze znaczną grupą Polaków, co wcale nie znaczy, że zbieżność programu PiS z aspiracjami sześciu milionów elektoratu, ma być dominującym czy wyłącznym czynnikiem określającym zobowiazania władzy wobec narodu. Podkreślę - całego narodu. 
     Obowiązkiem władzy jest realizacja wszystkich aspiracji narodu, zgłoszonych przez wszystkie grupy Polaków, w najszerszym ich wachlarzu.  Wybrani do sprawowania władzy nasi przedstawiciele, a szczególnie ci, którzy tworzą rządzącą większość,  mają postrzegać naród jako całość - nie zaś jako nieustabilizowany konglomerat grup rozbieżnych lub przeciwstawnych. Inaczej stanowią władzę cząstkową i nie są reprezentatywni wobec ogółu Polaków. 
     Twierdzenie, że grupa polityczna sprawująca władzę jest ograniczona w postrzeganiu aspiracji Polaków wolą swoich wyborców, jest oczywistym  idiotyzmem. Demokracja nie jest dyktatem jednych wobec drugich, chyba że myślimy o tzw. demokracji ludowej - czyli władzy autorytarnej opartej na podziale społecznym i wzajemnym przeciwwstawianiu różnych grup składających sie na społeczeństwo. 
 
II
    Jest to mechanika marksistowska, zakładająca, ze różnorodność polityczna i kulturowa obywateli jakiegoś kraju to zestaw sprzeczności, które należy przezwyciężyć w drodze walki. W jej rezultacie ma wyłonić się sposród innych racja zwycięska, obowiązująca ogół społeczny. Racje przegrane mają być wykluczone z katalogu powszechnych aspiracji i nie mogą znaleźć akceptacji organów państwa. 
     Przykładowo - w tej mechanice żaden libertyński teatr nie dostanie dotacji państwowej, jeżeli rządy sprawuje akurat  opcja chrześcijańsko-nacjonalistyczna. Zupełnie podobnie nie dostanie dotacji państwowej od rządów opcji lewicowej część muzealno-edukacyjna centrum wyznaniowego,  choćby była dostępna i wartościowa dla niewierzącej części narodu.
     W mechanice dominacji racji zwycięskiej,  racje przegrane mogą być kultywowane wyłącznie jako właściwość prywatna poszczególnych obywateli. W zależności od stopnia tolerancji ze strony władzy autokratycznej, wartości takie mogą  być głoszone publicznie w ustalonym zakresie, lub w ogóle nie. 
    W polskiej praktyce "demokracji ludowej" w latach 1945-1990 funkcjonował katalog "przyzwoleń na poglądy" - a jego zmieniający się zakres miał świadczyć o poziomie "demokratyzacji" reżimu. Idiotyzm kompletny - bo samo istnienie takiego katalogu świadczyło o całkowitym braku demokracji.
   
III
     Dziś słychać, że wolne wybory i wolność manifestacji są dowodem na wszechobecną demokrację, także od listopada tego roku.  Niestety, te obie cechy ustroju odnoszą się wyłącznie do funkcjonowania obywateli, w żadnym zaś przypadku do sposobu funkcjonowania władzy. Ta bowiem jest sprawowana w duchu poniżania aspiracji sporej części narodu i dąży do marginalizacji lub wyeliminowania z przestrzeni społecznej poglądów innych niż preferowane przez władzę. 
     Systemowa, oparta na wrogości i eliminacji, konfrontacja wartości narodowych, stała się programem władzy. Jako uzasadnienie przywoływana jest  suwerenność narodu nad władzą, przy paranoicznej retoryce, że ta część, która swoimi głosami powołała do władzy grupe rządzącą, dała jej  legitymację do  objęcia dominacją i kuratelą całości narodu. 
        "Dostaliśmy taką instrukcję wyborczą" zdaje sie mówić ten czy ów polityk, nie wiedząc, że mówi piramidalne głupstwo. Otóż wladza nie jest związana żadną instrukcją czy oczekiwaniem jakiejś grupy wyborców - a tylko z aspiracjami całego narodu.   Osoby powołane do władzy same muszą znaleźć sposób utożsamienia się z ogółem i sposób świadczenia posłuszeństwa całemu narodowi - inaczej znajdują się tam, gdzie być nie powinny.  Może to i trudne, ale nikt na siłę nie jest wypychany do władzy, a tylko się o nią ubiega. Taka osoba musi  zrozumieć skutek powołania jej na przedstawiciela narodu  -  jest nim obowiązek  podporządkowania sie ogółowi.
          Nasza Konstytucja - co by o niej nie mówić -  operuje normami i zasadami demokracji w ich współczesnym rozumieniu. Większość jej zapisów ma rodowód i charakter uniwersalny - tak, że mieszczą nasze polskie, specyficzne uwarunkowania, jak i cały dorobek cywilizacyjno-prawny naszego kręgu kulturowego - jakby nie patrzył, od wieki wieków europejskiego.
       Zapewne przewertował  ją pan poseł J. Kaczyński - nie wiadomo tylko, czy nie przeoczył następującego zapisu (art.  104.  1.) : 
>>> Posłowie są przedstawicielami Narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborców. <<<
 
IV
      Z powyższego zapisu wynika oczywistość niezrozumiała  dla naszych polityków i dużej części publiczności politycznej - wszystkie programy partyjne i cała retoryka sporów politycznych służą co najwyżej do wzajemnego odróżniania PiSów, Platform czy innych tam K`15 i "Nowoczesnych", muszą być jednak podporządkowane Narodowi jako całości. 
    Partyjne programy polityczne  mają gwarantować skupionym wokół nich obywatelom, że wybrani przedstawiciele nie pominą ich w formowaniu ogólnego, akceptowanego powszechnie  kształtu państwa i społeczeństwa. 
    Jest oczywistym, że kształt powszechny jest inny niż każda jego składowa z osobna. Demokratyczne sprawowanie władzy to nadawanie Rzeczpospolitej kształtu i kierunku działania powszechnie akceptowanych przez ogół obywateli. Prowadząca do tego sztuka kompromisu politycznego znalazła w pierwszej polskiej Rzeczpospolitej nazwę "ucierania ustaw". Póty się spierano o kształt i kierunek rządów, dopóki nie osiągnięto powszechnej zgody poselskiej co do rezultatu. Upadek tamtej Rzeczpospolitej rozpoczął się gdy sejmujący posłowie utracili zdolność i wolę osiągania kompromisu. 
        Każde ugrupowanie polityczne jak i jego zwolennicy muszą zrozumieć, ze nie stanowią odrębnej i dominującej części Rzeczpospolitej, a tylko zależny od innych element całości. Ugrupowania mogą sie spierać i ustalać, które z nich jest sercem, które watrobą, które mózgiem, ręką czy nogą tego organizmu, ale żadne nie może funkcjonować bez harmonii z innymi, bo wtedy mamy  do czynienia   z organizmem chorym. 
 
V
     Czyjekolwiek sprzeniewierzenie sie tej zasadzie nie może być usprawiedliwieniem dla jej  kolejnego naruszenia. 
      Odnosi sie to do rządzących obecnie, jak i ekip minionych. Minionej władzy można zarzucić, że w czasie ośmioletnich rządów stopniowo zarzucała ideały obywatelskie na rzecz pasożytnictwa swojej elity na ekonomicznym organizmie Polski. Na pewno działo się to z jakimś uszczerbkiem dla naszej majętności, bo przecież nie da się zapełnić jednego skarbczyka nie uszczuplając skarbca narodowego. 
     Tamta koalicja zapłaciła za to sporą cenę. Nie tylko została odepchnięta od władzy, ale utraciła ogrom zaufania - w porównaniu z rokiem 2007 jej elektorat zmniejszył się prawie o połowę. W kategoriach politycznych to klęska - nie oznacza ona jednak śmierci ideałów obywatelskich, jakie Platforma aktywowała w narodzie u startu swoich rządów. Te - inaczej niż forsa - pozostały w narodzie i żadne nieprawości Tuska & consortes tego nie zmieniły. Spora część Polaków nie wiąże ideałów z osobą tego czy innego polityka - surowo i bezwzględnie ocenia osobę i odwraca sie od niej, lecz pozostaje przy kultywowanych wartościach, choćby tamta ich nadużyła. 
      Platforma majstrowała przy ustroju państwa tyle tylko, by jej działacze mogli się nachapać. Nie umniejsza to jej przewin, ba - towarzyszący temu  swoisty cynizm i cwaniactwo, połączone ze wzrastającą arogancją, doprowadziły ją do konca takiego, jaki obserwujemy. 
       Wszystko to wcale nie oznacza, że  tamte rządy doprowadziły do demokratycznego regresu w państwie w stopniu, jaki dziś zagraża Polsce. Mimo wszystko podstawowe instytucje państwa funkcjonowały w ramach konstytucji, z uwzględnieniem kanonicznych reguł demokracji i państwa prawnego. Władza co prawda naruszała prawa, ale nie łamała ustroju co do jego zasad. Historyczną winą Platformy jest to, że realizując partyjny nepotyzm rozchwiała nieco system prawny państwa. Ważne - rozchwiała, ale nie unicestwiła.
    Wcale to nie znaczy, że na  konto przewin koalicji PO-PSL, obecna władza PiS-u ma przeprowadzać totalną dekonstrukcję nadwątlonego ustroju Rzeczpospolitej.
     Trzeba bowiem zrozumieć zasadę podstawową - gdy złoczyńca narusza prawo, to wcale nie oznacza, że kodeksu karny jest źle napisany, a osądzający czyn sędzia jest bezsilny wobec skutków przestępstwa, czy wręcz jest wspólnikiem złoczyńcy.
Organizm lekko chory należy uleczyć, a nie po barbarzyńsku dobijać. 
 
VI
      Władze można sprawować uczciwie lub po złodziejsku i jest to problem uczciwości osób ją sprawujących. Można ją też sprawować uczciwie - ale łamiąc demokrację. Wtedy jest to problem obywateli, którzy przestają byc suwerenami, a stają sie poddanymi.
       Demokratyczne sprawowanie władzy polega na rządzeniu w ramach ustanowionych wcześniej praw i ubiegający się o władzę muszą to szanować na każdym kroku. 
      Oczywiście można przeprowadzać zmiany porządku prawnego - jego niektórych przepisów, lub wręcz całego systemu konstytucyjnego. Jednak te wszystkie zmiany muszą uwzględniać stanowiska i racje wszystkich obywateli, lub inaczej - całego narodu. Przeprowadzenie zmian systemu prawnego - wbrew interesom lub aspiracjom jakiejś części obywateli -  jest po prostu niedemokratyczne, a już przeprowadzanie zmian ustrojowych z woli tylko jednej grupy jest niedopuszczalne, choćby jej reprezentanci mieli nawet większość konstytucyjną w Zgromadzeniu Narodowym. Po to przewidziana jest instytucja referendum.
     Zasada racji większości odnosi sie do bezpośrednich postanowień narodu, nie może być jednak naczelną zasadą sprawowania władzy przez jego przedstawicieli. Porządek rzeczy jest prosty. Kandydaci do władzy z chwilą jej objęcia wchodzą w porządek demokratycznego państwa prawnego - w jego części odnoszącej sie do działania organów państwa i podlegają jego regułom. 
    Tym samym przestają byc zwykłymi obywatelami, którym wolno wszystko, co nie jest zabronione. Z chwilą objęcia przedstawicielstwa narodu przechodzą do innej, wyższej sfery odpowiedzialności. Działają w granicach literalnych, zapisanych w porządku prawnym Rzeczpospolitej przyzwoleń - tylko na podstawie i w granicach przepisów ustanowionego juz prawa, a dodatkowym ograniczeniem jest konieczność odczytania i uszanowania aspiracji Narodu, a nie tylko programu czy stanowiska własnej większości. Nie ma tu żadnej alternatywy. 
     Przed  poszukiwaniem i realizacją takich alternatyw powstrzymuje ich właśnie PRAWO. To prawo stoi na straży demokracji - powstrzymuje bowiem władzę przed pogwałceniem którejkolwiek z aspiracji Narodu w imię odrębnej myśli politycznej lub ideowej, czy wreszcie w imię skuteczności władzy jako nadrzędnego pryncypium.  To ostatnie jest w zasadzie zbrodnią stanu. 
     Prawo jest wielowiekowym dorobkiem danego narodu i jego kręgu cywilizacyjnego. Tym samym o jego kształcie nie mogą decydować koniunkturalne względy polityczne i interesy jakiejś partii czy grupy rządzącej. Wspólczesny związek prawa z demokracją polega na wzajemnym sprzężeniu ustrojowym w ramach państwa. Suwerenność obywateli (narodu) realizuje się właśnie przez prawo, które dura lex sed lex jest smyczą, obrożą i kagańcem nałożonymi na władzę. 
     O służebnym usytuowaniu władzy wobec suwerennego narodu decyduje ustrój zwany "demokratycznym państwem prawnym", którego reguły opisuje konstytucja.
      Dzisiejszym zagrożeniem dla polskiego demokratycznego państwa prawnego są działania podporządkowujące ustrój państwa pewnemu, określonemu  programowi partyjnemu. Dotyczy to prób zmiany reguł konstytucyjnych drogą ustaw i uchwał sejmowych i wykonywania władzy na podstawie woluntaryzmu jednego ugrupowania politycznego i wspierającej go grupy społecznej. 
       Doszło do sytuacji, gdy o granicach prawa wyznaczonych dla rządzących nie decydują wprost stosowne przepisy konstytucji i ustaw, ale ich interpretacje wydawane przez adwokatów i prokuratorów  sfery rządzącej.
      Prowadzi to do refleksji, że obecnej władzy do ustalenia relacji z Narodem potrzebni są właśnie ci prokuratorzy i adwokaci. W konkluzji - obecna władza jest w sporze  z Narodem, do którego zaprzęgła kauzyperdów, sama chcąc zostać sędzia we własnej sprawie. 
 
VII
      Panu posłowi J. Kaczyńskiemu i jego akolitom wydaje się, że w przypływie (rzekomego) politycznego geniusza mogą ciąć nocami organizm Rzeczpospolitej, pełni uzdrowicielskiej pasji - niczym Wesoły Sanitariusz z rysunków Mleczki. . 
      Cóż, Rzeczpospolita zapewne przetrwa te zabiegi, a jeżeli nie, to na pewno się odrodzi. Żyliśmy pod zaborami i podnieśliśmy nasze państwo na 20 lat niepodległości. Wojna przerwała jego normalny rozwój, a po niej szarpaliśmy się z wpływami bolszewizmu. Przeżyliśmy i rozpoczęliśmy kolejną próbę budowy nowoczesnego państwa - straszliwie opóźnieni w stosunku do wolnego świata i okaleczeni mentalnie.
   Teraz gotuje się nam powrót do zamierzchłych modeli autokratycznych rodem z ubiegłowiecznego międzywojnia - tym razem w mutacji węgierskiej - bo w istocie  PiS-u nie stać nawet na autorski projekt polityczny. 
Tak naprawdę nieważne, co myśli o tym wszystkim świat czy Europa - ideały i zasady nowoczesnej demokracji są udziałem niemałej grupy Polaków, dlatego gotowany nam regres przezwyciężymy sami. Szkoda tylko straconego czasu i niweczonych przez PiS pokładów patriotyzmu.
    Instrumentalne traktowanie idei narodowej, używanie biało-czerwonej jako parawanu dla politykierskich machinacji, zawłaszczanie i skarlanie do własnego wymiaru wielowiekowej historii i tradycji - to szkody trudne do naprawienia przez kolejne lata, gdy jako nowoczesne państwo i nowoczesne społeczeństwo będziemy chcieli podnieść te wartości we własnym kraju i ponieść  je - równi z równymi - w europejskim szpalerze. 
     Mamy jednak i weselsze, wręcz humorystyczne aspekty dzisiejszej rzeczywistości. Oto słyszę, że naród przetrwa nienaruszony obecną "uzdrowicielską rzeź" Rzeczpospolitej, a nawet się wzmocni, bo przez media popłynie do niego nieskrępowanym strumieniem o(d)żywcza myśl pana posła J. Kaczyńskiego. 
      Myślę, że tą ożywczą odżywką już niedługo zaczną się dławić zwykli, porządni ludzie związani z PiS-em. Coś sprzecznego z porządkiem rzeczy musi sie rozpaść samo z siebie. Życzę Państwu i sobie aby stało się to najrychlej (chociaż gotowy jestem i na dłuższą fazę przetrwania). Sis anima forti - niech nic go nie mąci.
Obłok
O mnie Obłok

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka